Google +1 Button. Z czym to się je?

Mateusz Gryc Android 2011-06-05

plus_one_scenka

Ten tekst miał być z założenia newsem o temacie „Google wprowadza przycisk +1 do Android Marketu”. Więc z kronikarskiego obowiązku – Google wprowadziło przycisk +1 do Marketu 😉

Ale mały research w Internecie i wśród moich znajomych dał mi wynik dość zaskakujący – niewiele osób wiedziało czym jest googlowska idea „+1”. A że nieświadomi użytkownicy nic do Social Search nie wniosą, postanowiłem rozjaśnić trochę sprawę. To dobre miejsce, bo jeśli wszystko pójdzie po myśli szefostwa, niedługo nasz Android cały będzie „za+1owany”. O co chodzi w pojawiających się powoli na stronach i blogach nieznanych przyciskach?

Spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakiej branży funkcjonuje Google? Technologie mobilne? Oprogramowanie? Reklama? Pytanie niełatwe, bo jak widać nasza ulubiona firma działa na bardzo wielu frontach, moim zdaniem ogólnie zebranych jako – technologie przyszłości.

W każdej z wymienionych dziedzin musi walczyć z potężną konkurencją. Amazon, Apple, które kopie w kostki Androida. Wyszukiwarka i mapy Bing, chociaż w Europie praktycznie nieznane i niepraktyczne, w Stanach posiadające całkiem spory udział w rynku (Mała dygresja: ostatnio Bing pozwał Google zarzucając mu monopol na rynku. To o tyle zabawne, że Bing to przecież produkt pierwszego wojownika przeciwko monopolowi… Microsoftu 😉 ).

Ale właśnie – na tej liście nie wymieniłem jednego z głównych i bezpośrednich konkurentów Google. Konkurent to nie tak oczywisty jak Bing, a jednak dużo poważniejszy. Kształtujący na nowo sposób, w jaki konsumujemy i wyszukujemy treści w internecie – Facebook.

No właśnie – zauważcie, że na liście dziedzin, w których Google wpycha się w nasze życie, nie wymieniłem systemów społecznościowych. Były co prawda jakieś delikatne próby zaistnienia na tym rynku, ale ani Buzz (Googlowy Twitter), ani Orkut (portal społecznościowy. Nie znacie? Nie martwicie się, chyba tylko pracownicy Google mają tam konta) nie wypaliły. A to taki piękny rynek dla reklam, analiz rynku i statystyk, z czego przecież żyje Google.

plus_one_dodaj

Ojciec Androida upada jeśli chodzi o obecnie rozkwitającą erę Web 2.0, która jest nie tylko wszechogarniającą nas modą na na zaokrąglane rogi boksów na stronach, ale przede wszystkim – dynamicznymi danymi i społecznościami. Bo o ile kiedyś Internet opierał się na statycznych dokumentach, to teraz nie operujemy już na anonimowych danych, ale na… ludziach. Konkretnych osobach z ich preferencjami, hobby, życiem prywatnym i zawodowym. Tu Google przysnął.

Dlatego Facebook jest bezpośrednią konkurencją dla Google. Historia zatoczyła koło  – kiedyś szukając informacji i opinii prosiliśmy o nie znajomych. Potem przyszła era Internetu i to Google stał się naszym „dobrym wujkiem”. Porady w zakupach, podrzucanie ciekawych treści, newsów. Ale doszliśmy teraz do momentu przesytu – na każde zapytanie dostaniemy kilkaset tysięcy odpowiedzi i zwykle musimy przejrzeć co najmniej kilka z nich, żeby trafić na to, czego potrzebujemy.

Linki na Facebooku generują potężny ruch w Internecie. Nawet nie chodzi o to, że blogerzy i wielkie portale piszą na ścianie swoich fanów „wejdźcie tutaj, nowy fajny tekst”. Ale nowy tekst namierzy nam też czytnik RSS. Za to jeśli ktoś znajomy na własnym wallu umieszcza link do filmu na YouTube podpisując go „Zajebiste! xD”, to choćby z czystej ciekawości wejdziemy i zobaczymy.

Facebook, mimo że nie daje nam treści, których konkretnie szukamy, podtyka pod nos strony, które mogą nas zainteresować – bo osoby znajome akurat coś „zalajkowały”. Tak, największa potęga Facebooka – przycisk znany u nas jako „Lubię to!”.

plus_one_dodano

Siłą Facebooka jest powszechność i prostota – nie trzeba nawet wchodzić na swoje konto, żeby „zalajkować” stronę – na 90% będzie już gdzieś na niej charakterystyczny przycisk „Lubię to!”. A to dopiero początek! Aplikacje mobilne pozwalają podzielić się wszystkim: muzyką, filmem, innymi rzeczami (już nawet nie wspomnę o nowych HTC z facebookowym przyciskiem i integracją serwisu z Sony Ericssonami)! I to wszystko tworzy gigantyczną bazę danych o Tobie i Twoich znajomych. A jaka to musi być genialna pożywka dla reklamodawców

To aż się prosi o wykorzystanie. I stało się. Zostało wprowadzone przez… Binga, który zintegrował wyniki wyszukiwania z Twoim kontem na Facebooku. Teraz już Google musi się sprężyć! I tu na scenie pojawia się idea Social Search. Dopasowanie wyszukiwania nie do zapytania, ale do zapytania zadanego przez konkretną osobę, otoczoną konkretną grupą znajomych!

Podstawą jest prosty przycisk, który już na pewno zauważyliście na screenach. Nazwa wywodzi się z wpisów „+1” umieszczanych na forach, w komentarzach i innych otwartych polach dyskusji, i oznacza „podbijam”, „podoba mi się”, „jestem za”. Samo Google tłumaczy to jako „to jest ciekawe, zobacz!”. Tyle o nazwie (może jeszcze jedno – jest na tyle niefortunna, że ciężko wyszukać ją w… Google), ważna idea!

A idea jest podobna jak „Like!”, „Tweet”, „Wykop” itp. , ale w przeciwieństwie do nich ten wpis nie trafia na ścianę z dopiskiem „zobacz!”. „+1” to bardziej „Lubię to!” niż sama wersja facebookowa. Podpisujesz się pod stroną – znalazłeś na niej interesujące treści, ciekawe wartości. Nikt z Twoich znajomych nie dostanie powiadomienia „Mateusz Gryc lubi walkiwkisielu.edu.pl”, ale zostawiasz po sobie znak – „jeśli to widzisz – tu warto zajrzeć”.

plus_one_znaczki

To samo funkcjonuje przy wynikach wyszukiwania – przy każdym znajduje się mały „+1”. Oczywiście jest to mniej wygodne, niż wersja na samej stronie (trzeba wrócić na kartę z wyszukiwarką lub cofnąć się na nią – nie każdy ma tyle cierpliwości), ale dlaczego nie umieścić tu tego przycisku? Tym bardziej, że Google zapamięta też co wyszukiwałeś.

I dochodzimy do sedna – do czego może nam się przydać +1, poza radosnym klikaniem przycisku. Po raz pierwszy od 10 lat, kiedy to został opracowany algorytm wyszukiwania Google, trafiają do jego kodu niezwykle inwazyjne zmiany, które nie są czystą matematyką, a czymś więcej. Wykorzystaniem społecznych preferencji. Wyszukujesz hasło – to, co zobaczysz na liście wyników nie zależy już tylko od treści zawartej na stronach i ich Page Rank. Zależy też od tego w jakim stopniu strony, które odpowiadają na zapytanie, są „z+1owane” przez Twoich znajomych! To cecha współczesnego internetu – chętniej klikamy w to, co podobało się przyjaciołom.

Wpisz w Google „pizza włoska Kraków” – dostaniesz w odpowiedzi wygodnie sformatowaną listę pizzerii. Łącznie z gwiazdkami-ocenami od anonimowych osób. Ok, ale jeśli zobaczysz pod linkiem znajomych „Andrzej, Magda i 10 innych poleca to!” raczej klikniesz na stronę rekomendowaną przez znane Ci osoby.

Wzorem Facebooka Google może to zintegrować wszędzie. W Google Readerze na 100% zastąpi to dziwne i nieużyteczne „polub wpis”. A w Androidzie! To dopiero pole do popisu – opcja „+1” jako natywna część systemu umożliwi łatwe zarekomendowanie miejsca prosto z mapy, aktualnie słuchanego utworu czy aplikacji! W sieciowym Markecie już jest – nie działa jeszcze tak, jak powinien, bo można dowolnie „plusować” aplikacje bez zalogowania się, ale to na pewno zostanie poprawione. I wprowadzone już niedługo do Marketu na Androidzie, tuż obok ocen. Zobaczycie 😉

plus_one_market

„+1” pomoże też w reklamie – AdWords, na co Google liczy najbardziej. Z reklamami jak jest – wiadomo. Mimo że mam świadomość jak system dba o to, by reklama, którą widzę, była jak najlepiej dopasowana do tego, czego poszukuję, to jednak wciąż reklama. Budzi mniejsze zaufanie niż wyniki naturalne. Ale wystarczy, że pod linkiem sponsorowanym zobaczę jak rekomenduje go kilku moich znajomych, a zaufanie do treści strony wzrośnie. A głównie z reklam Google żyje.

Oczywiście jest też wiele zagrożeń systemu Social Search. Po pierwsze – nasza grupa „znajomych” to osoby z googlowskich kontaktów, iTalka i wszyscy obserwowani na Buzz. To ryzykowne, zwłaszcza, że wśród gmailowych kontaktów mamy wiele osób będących dla nas tylko biznesowymi partnerami albo automatycznie dodanymi do kontaktów przedstawicielami sklepów.

Po drugie – odpowiednie dopasowanie algorytmu. Tak, jak na Facebooku będziemy widzieli przy linku trzy nazwiska osób znajomych i listę „i 100.000 innych +1 to”, będącą ogółem „lubialności”. Niedługo na potęgę wyrosną fikcyjne konta służące tylko do „plusowania” w ramach pozycjonowania stron. Google musi zadbać o to, by na wysokość w wynikach wyszukiwania miały wpływ tylko i wyłącznie rekomendacje naszych znajomych. A na pewno konkurencja będzie szumiała na wszystkie strony, że „Google się kończy, bo wyniki są zanieczyszczone spamem z SEO”.

Kolejna sprawa, najtrudniejsza – nauczenie użytkowników korzystania z systemu. Google często zaniedbuje sprawy marketingu (świetne, umierające już Wave, Buzz), a tu nie może sobie na to pozwolić. „+1” startuje z pozycji „klon Lubię to!” i może z łatwością utonąć w gąszczu podobnych przycisków do współdzielenia linków, obecnych w większych grupkach na stronach. Będzie to trudne, bo najpierw trzeba przekonać do założenia Profilu Google. Tak – samo konto na Gmailu nie wystarczy do „+1owania”. Potem muszą nauczyć ludzi klikać w przycisk, jeśli coś im się podoba – „dla dobra ogółu”. Bez użytkowników nie ma systemu, koniec.

plus_one_moje_plusy

Koniec też mojego wywodu. Wybaczcie jeśli był za długi, ale mam nadzieję, że rozjaśniłem wam sprawę pojawienia się nowych przycisków „+1” na stronach i tego, co Google ma zamiar z nimi robić. Jeśli chcecie przetestować rozwiązanie, musicie język przeglądarki zmienić na angielski i dodać eksperyment „+1 Button” z google.com/experimental/ . Ale wiem też, że niedługo Social Search będzie w pełni działało także w polskiej wersji strony oraz na urządzeniach mobilnych (gdzie aktualnie nie działa wcale).

Jak sądzicie? Przycisk przyjmie się i stanie drugim królem obok „Lubię to!”, czy zniknie w gąszczu sobie podobnych, a hegemonii Facebooka nic nie jest w stanie zagrozić? Co myślicie o systemie, który dopasuje odpowiedź na Wasze pytanie nie tylko do jego treści, ale i do tego kogo macie w swoich kontaktach na Gmailu?

A na koniec, dla weekendowego rozluźnienia żart, którego nie powstydziłby się sam ojciec polskiego dowcipu Karol S. – „polubicie ten wpis na Facebooku?”

… No co, nieśmieszny?



x