Czy korzennie jest lepiej?

Android 2011-05-09

root_-_photo

Zapraszamy na kolejny artykuł naszego autorstwa. Tym razem Michał Bogumirski – Gołdyn nieco o swoich luźnych przemyśleniach na temat rootowania smartfonów z Androidem. Zapraszamy do czytania i oczywiście dyskusji w komentarzach.

 


Osobom wymagającym sztywnej precyzji wypowiedzi pisemnej: tekst nie dla was. Na początku wyjaśnię tytuł: root to z angielska korzeń, a tekst ów pragnąłbym poświęcić kwestii nabywania uprawnień superużytkownika oraz wgrywania modyfikacji. Dla niektórych sprawa wciąż pozostaje kontrowersyjna, zwłaszcza, jeśli chodzi o konsekwencje utraty gwarancji. Ale po kolei – po co nam root?

 

Root przydaje się, gdy chcemy mieć dostęp do plików systemowych urządzenia, móc je edytować, zmieniać, usuwać, robić kopie zapasowe ustawień systemowych, danych aplikacji, i wielu innych. Ta „opcja” odróżnia smartfony od tzw. dump phones, feature phones, itp. Swoją drogą, znacie jakieś dobre określenia telefonów bez systemu operacyjnego w języku polskim? [ja bym nazwał je bezsystemowcami 😉 – Bartek]

Mogąc edytować pliki systemowe, praktycznie możemy zmusić system do zachowania, jakie nam odpowiada. Root daje wolność. Fani filmu „Braveheart” wiedzą, że wolność ma cenę, którą w tym wypadku jest stabilność urządzenia (mniej szkodliwe, zwłaszcza dziś) oraz możliwość uszkodzenia kluczowych elementów systemu, co może doprowadzić do stanu potocznie zwanego „ucegleniem telefonu”. Ale tym też nikt się nie przejmuje, bo ręką modyfikującego system często kierują doświadczeni deweloperzy z forum XDA. Wielu użytkowników, nawet przed zakupem urządzenia z Androidem, podejmuje decyzję o zrootowaniu swojego (przyszłego) smartfona. Fakt bycia „superużytkownikiem” urósł także do rangi pewnego „prestiżu”, w końcu osoba z rootem, przynajmniej w teorii, umie i wie więcej o swoim urządzeniu, niż osoba z niezmodyfikowaną wersją urządzenia.

istockphoto_5049313-root-tree

Każda modyfikacja urządzenia, czy to jego phisis czy psyche (hardware czy software, humanista pozdrawia inżynierów) jest naruszeniem gwarancji producenta. To fakt. Czy zmiany są bezpieczne? Zazwyczaj tak, ale zawsze jest ryzyko, nigdy nie wiadomo co do końca może się stać z naszym konkretnym telefonem, ponieważ modyfikacje mają tendencje do różnego „przyjmowania się” na innych egzemplarzach tego samego modelu telefonu. Czy namawiam tym tekstem do zmodyfikowania swojego Androida? I tak i nie. Jeśli jesteś ciekawy i akceptujesz konsekwencje – modyfikuj. Jeśli jednak chcesz po prostu poczuć się przez to lepiej, zyskać wspomniany wyżej „prestiż” – odradziłbym ci to. Wbrew pozorom część funkcjonalności, do których jest potrzebny root, da się też osiągnąć bez niego. A ilu osobom pozwolisz uniknąć zbędnych nerwów 😉

istockphoto_7504041-root

Do refleksji nad tymi kwestiami zmusiło mnie nieposłuszeństwo mojej Milestonki, która hula ostatnio na Cronosie 1.2.0, czyli Androidzie w wydaniu 2.3.3. Wszystko chodzi w miarę dobrze, ale zawsze do czasu. Restartuje się przynajmniej raz na dzień, a przynajmniej to ja muszę wyjąć jej baterię, bo akurat strzeliła focha i nie chce przemielić tego, co powinna bez zająknięcia. Ostatnio chciałem zrobić zdjęcie, i niestety – foch. Chciałem je potem znaleźć w galerii, oczywiście też nie, bo foch (komuś, kto porównał idealny smartfon do idealnej kobiety – piję Twoje zdrowie). Powstaje pytanie, po co męczę się z modyfikacją, gdy są względnie stabilne inne wydania oprogramowania? Myślę, że w tym wypadku odpowiedź jest uniwersalnym powodem modyfikowania i tak bogatego już wachlarza opcji dzisiejszych smartfonów: bo modyfikacja daje mi więcej, wygodniej, niekoniecznie lepiej, ale bardziej świeżo; jednocześnie czuję, jakbym obcował z nowym urządzeniem, a nie wysłużoną Motorolką. Ma to swój nieodparty urok.

Zapraszam do dyskusji: jesteś za, przeciw, czy za a nawet przeciw rootowaniu?






    Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
    x