Windows 10 S, czyli Microsoft bardziej zirytować mnie nie mógł

Łukasz Pająk Artykuły 2017-05-02

Fani nie tylko Androida z pewnością od dłuższego czasu słyszeli o tym, że Microsoft szykuje nową wersję Windowsa 10. Dzisiaj wszystko się urzeczywistniło i gigant z Redmond przedstawił Windowsa 10 S, który jest niejako odpowiedzią na Chrome OS. Zapewne już wiele słyszeliście o tym systemie jak i o Surface Laptop, więc nie będę się za bardzo o nich rozpisywał.

Przedstawię jedynie w bardzo ogólnym skrócie, czym tak naprawdę jest Windows 10 S. Głównym założeniem są szkoły, które w przypadku Stanów Zjednoczonych coraz chętniej wybierają Chromebooki do wspomagania edukacji. Jednak nie to nas powinno interesować, a ogólne założenia. Nowa wersja teoretycznie jest ograniczona, ale to dobrze. Nie możemy zainstalować dowolnego oprogramowania, a tylko to z odpowiednim certyfikatem, więc obecnie głównie ze sklepu Microsoftu. Teoretycznie można to odblokować, ale zwykły użytkowniku bez dostępu do Windowsa Pro tego nie zrobi. Czemu to dobry ruch? Amerykanie zapewniają, że Okienka nigdy nie zwolnią w związku z ich użytkowaniem czy też zaśmiecaniem pamięci. Nie tylko prędkość się liczy, ale też bezpieczeństwo. Jednak mnie właśnie ta wydajność przekonuje. Wczoraj przedstawiłem Wam recenzję Chuwi Hi10 Pro z Windowsem i Androidem. Dzisiaj patrząc na możliwości Windowsa 10 S jestem pewien, że działałby on o niebo lepiej na dedykowanych urządzeniach.

Skoro o nich mowa, oczywiście flagowym modelem jest Surface Laptop, ale w ofercie pojawią się różne propozycje od Della, Asusa, Acera, Fujitsu, HP i innych. Najtańsza ma kosztować około 800 złotych, więc dokładnie tyle samo, co wspomniany Chuwi. Oczywiście pełnoprawny Windows wydaje się ciekawszy, ale nie da się ukryć, że do podstawowych potrzeb, czyli wykorzystywania pakietu Office, przeglądania stron internetowych jest on najzwyczajniej w świecie za bardzo zasobożerny. Windows 10 S ma temu zapobiegać. Tym sposobem mam nadzieję, że już wiecie dlaczego Microsoft mnie zirytował, co oczywiście jest nieco ironiczne, aczkolwiek Chromebooki nareszcie mają godnego konkurenta.

Na kolejnym obszarze Google będzie mierzyć się z Microsoftem. Kto tym razem wygra? Teoretycznie ten drugi producent, w końcu Windows jest znany przez wiele osób, a Chrome OS to swego rodzaju egzotyczna propozycja. Mimo wszystko czas pokaże, co sądzą o całym zaangażowaniu firm sami konsumenci. Czekamy też na odpowiedź Google.

Teoretycznie Windows 10 S dedykowany jest szkołom i na każdym kroku jest to zaznaczane, ale nie przyzwyczajajmy się do tego określenia. To jedynie interesująca i lżejsza propozycja do stosunkowo prostych zadań. Ah, wspomniałem już, że w „zestawie” z Windowsem 10 S otrzymujemy pakiet Office oraz… Minecrafta? W takim razie chyba już Was przekonałem. Jednak zakończmy ten krótki artykuł czymś poważnym. Rozwiązanie Microsoftu jest najlepsze dlatego, że nie wprowadza zamieszania w portfolio firmy. W przypadku Chrome OS od pewnego czasu Google dopiero stara się jakoś zatrzeć granicę pomiędzy Androidem, a Chromebookami.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x