Apple znane jest z tego, że nie zawsze podąża z duchem czasu. Szczególnie widoczne to było, gdy jeszcze tą firmą zarządzał Steve Jobs – wielu producentów oferowało już nawet 6-calowe smartfony, a iPhone’y mogły się pochwalić, co najwyżej 4-calowym wyświetlaczem. Oczywiście ma to też swoje zalety i dzisiaj, gdy za sterami „Jabłuszka” stoi Tim Cook znajdziemy różne odmiany urządzeń mobilnych, co można pochwalić zważywszy, że portfolio wciąż jest bardzo uproszczone.

Wspomnianą różnorodność widać zarówno w przypadku smartfonów jak i tabletów. Portalowi Venture Beat udało się dowiedzieć, że Apple nie ma zamiaru rezygnować ze swojej oferty. Jednak stali Czytelnicy powinni doskonale wiedzieć, że ja bardzo rzadko publikuję artykuły na temat Apple. Tym razem robię wyjątek z tego samego powodu, który przyświecał mi podczas pisania tekstu na temat prezentacji iPhone’a SE. Doceniam nieszablonowe zagrania producentów na mobilnym rynku i ten model ewidentnie takim jest. Tym samym jedynie nadmienię, że w przyszłym miesiącu Amerykanie mają przedstawić odświeżone wersje iPadów Pro oraz dodać nową, 10,5-calową odmianę. Tymczasem skupmy się na iPhonie SE.

Jeśli już zapomnieliście czym tak właściwie ten smartfon jest to szybko przypominam, że jest to iPhone 6s zamknięty w obudowie iPhone’a 5s, czyli swego rodzaju prawdziwa wersja „Compact”, gdyż zamiast 4,7-calowego wyświetlacza pojawia się 4-calowy. Próżno szukać odpowiednika z Androidem na pokładzie – propozycje Sony są wyraźnie większe. Skoro słowo wstępu mamy za sobą to o co tak naprawdę chodzi? Otóż oprócz odświeżonych iPadów, w przyszłym miesiącu najprawdopodobniej ujrzymy nową wersję iPhone’a SE, która przede wszystkim ma wyróżniać się 128 GB wbudowanej pamięci na pliki użytkownika w cenie do 549 dolarów (~2300 zł) – pierwowzór dostępny był tylko w odmianach 16 GB i 64 GB. Taki ruch ewidentnie pokazuje, że Apple opłaca się produkować bardzo małe smartfony z wydajnymi podzespołami. Jednak, czy na pewno?

Ok, złośliwi mogą napisać, że jeśli coś ma nadgryzione jabłko na obudowie to i tak zaślepieni konsumenci kupią to w ciemno. Mimo wszystko nawet Apple nie porywałoby się z motyką na słońce, gdyż użytkownicy smartfonów zostali już przyzwyczajeni do zdecydowanie większych wyświetlaczy. Większość aplikacji również jest dzisiaj tworzonych pod duże ekrany i odpowiednie DPI. W takim razie czy to ma prawo się udać? Potencjalna rezygnacja z wersji 16 GB to na pewno świetny krok, który już dawno powinien zostać postawiony, ale czy sprzedaż iPhone’a SE ma w ogóle sens? Cóż, statystyki sprzedaży nie pozostawiają wątpliwości – najmniejszy i najtańszy smartfon od Apple w wielu regionach to hit, który przerósł oczekiwania firmy.

W tym momencie nie pozostaje mi nic innego jak swoim nic nieznaczącym głosem nawoływać do producentów urządzeń mobilnych z Androidem – czemu nie ma 4-calowych smartfonów z Robocikiem na pokładzie? Ok, niech będą nawet 4,5-calowe ekrany patrząc na ogromne ramki iPhone’a. Wbrew pozorom przynajmniej raz na miesiąc muszę odpowiadać znajomym, że nie istnieją topowe modele z Androidem, które mają mały wyświetlacz. Ba, nawet godnych polecenia „średniaków” nie znajdziemy.

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Łukasz Pająk

Wieczny student informatyki, ale już magister inżynier, niedoszły żołnierz, pasjonat mobilnych technologii, motoryzacji i broni, jeden z nielicznych fanów polskiej koszykówki.