Weekendowa Porcja Gier i Aplikacji [08.12.12]

Cezary Zapała Aplikacje 2012-12-08

Witam serdecznie w kolejnej Weekendowej Porcji Gier i Aplikacji. W tym wydaniu zaprezentuję 5 gier i 5 aplikacji. Dominować będzie tematyka świąteczna, a to za sprawą dwóch aplikacji i jednej gry. Nie zabrakło jednak i innych ciekawych propozycji. Wśród programów znajdziecie interesujący widżet z bardzo szczegółową prognozą pogody; nowy polski startup (którym warto się zainteresować) i aplikację do nauki języków obcych, która uczy bawiąc. Wśród gier postawiłem w ten weekend na pozycje, które wymagają od nas sprytu, logicznego myślenia, a czasem i zwinnych palców.

W tym wydaniu postanowiłem też wystartować z nowym pomysłem (jeżeli się przyjmie, oczywiście będzie kontynuowany w kolejnych wydaniach). Otóż na swoim profilu Google+ (linkzaprezentowałem cztery propozycje aplikacji i gier. Propozycje (jedna gra i jedna aplikacja), które zdobędą najwięcej „+1” do czwartku (13.12.12) zostaną przeze mnie zrecenzowane.

Jak zawsze proszę o komentarze – piszcie co chcielibyście, aby zostało poprawione, co uważacie za pozytywne w WPGiA, a także zapraszam do przesyłania swoich pomysłów, które chcielibyście, aby zostały wprowadzone do tej serii artykułów (aktualnie możecie to robić na Facebook-u, Google+ lub wysyłając do mnie e-maila).

Dla przypomnienia: w przypadku znalezienia jakichkolwiek błędów ortograficznych, stylistycznych, interpunkcyjnych czy technicznych proszę o korzystanie z przycisku „Zgłoś Błąd”, który znajduje się pod artykułem (a dokładnie to pod dolnym menu), gdyż dzięki temu każde zgłoszenie o błędzie otrzymuję bezpośrednio na swój adres e-mailowy i mogę odpowiednio szybko zareagować i poprawić artykuł, a pisząc w komentarzach ewentualne poprawki uzależnione są od tego kiedy je przeczytam.

Na koniec życzę przyjemnej lektury!

>Jeżeli chcecie uzyskać dostęp do wszystkich stron na raz, proszę o wybranie odpowiedniej opcji z menu<

[strona=”Gra: Robbery Bob”]

Robbery Bob

Swego czasu na komputerach osobistych dużą popularność zdobyła ciekawa produkcja firmy JoWooD o tytule „Sting”. Wcielaliśmy się tam w postać złodziejaszka, który musiał wykonywać kolejne misje dokładnie je wcześniej planując. Jak wiadomo dotyczyły one  rabunków (z czasem bardziej zuchwałych), a wszystko po to, aby na koniec móc powiedzieć „zwiedziłem każdy dom w mieście”. Gra wymagała od gracza nie tylko zręczności, ale i sprytu, logicznego myślenia, i dobrego wyczucia czasu. Szkoda, że już podobnych gier się nie produkuje na desktopy. Na szczęście pewną namiastkę tego typu pozycji możemy odnaleźć wśród aplikacji dostępnych w Google Play. Jedną z nich jest właśnie Robbery Bob przygotowany przez studio Chillingo International.

W grze wcielamy się w złodzieja, który uciekł z więzienia. Niestety nie udało by mu się to bez pomocy tajemniczego wspólnika, którego on sam nie zna. Osoba ta jak się okazało nie uczyniła mu tej przysługi „na piękne oczy” i teraz zleca naszemu bohaterowi zadania do wykonania (oczywiście związane z włamywaniem się do mieszkań). Bob chcąc dowiedzieć się kim jest jego wybawiciel musi wykonać misje, by na końcu móc przejść na zasłużoną emeryturę. Nie jest to jednak zadanie proste, ponieważ każde kolejne stawiane przed nami zadanie jest trudniejsze od poprzednich.

Każda misja wymaga od nas sprytu. W grze skradamy się po przygotowanych przez autorów etapach zaczynając od małych domków znajdujących się na pustkowiu, a skończywszy na zabezpieczonych laboratoriach. Oczywiście włamując się do danej lokalizacji nie możemy zostać przyłapani, a przy okazji kradniemy co będzie w zasięgu naszych rąk (począwszy od ubrań, a skończywszy na ściśle tajnych dokumentach). Pomieszczenia są oczywiście chronione. Im dalej zajdziemy tym bardziej musimy się nagłowić, gdyż obok ochroniarzy i psów, lokacje są wspierane przez kamery, pułapki i lasery.

Gra posiada ciekawą i przyjemną grafikę 3D. Można jej co prawda wiele zarzucić, ale trzyma poziom gry. Bohaterem sterujemy patrząc na niego z lotu ptaka. Autorzy również dbają o to, aby gra się szybko nie znudziła. Co jakiś czas pojawiają się aktualizacje z nowymi ubraniami, gadżetami i specjalnymi umiejętnościami. Jest to oczywiście pozycja bez grama przemocy, ale dzieci mogą się nią dość szybko znudzić, bo wymaga od gracza sprytu, refleksu, szybkości i czujności. Minusem jest fakt, że gra jest bardzo krótka. Sprawniejsi gracze poradzą sobie z nią w ciągu paru dni.

 

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.chillingo.robberybobfree.android.row

[strona=”Gra: Rope Escape”]

Rope Escape

Bystrzejsi użytkownicy Google Play łatwo mogą zauważyć pewne tendencje związane z nowymi pozycjami dostępnymi w sklepie. Gdy jakaś gra zainteresuje większe grono odbiorców, możemy być wręcz pewni, że już niedługo pojawi się do pobrania od kilkunastu do kilkudziesięciu innych klonów, które będą raz lepsze od oryginału, a raz gorsze. Tym razem mamy do czynienia z typowym free runnerem, stylizowanym dość mocno na Temple Run.

W grze wcielamy się w osobę, która „pożyczyła” sobie pewien artefakt, który raczej nie powinien znaleźć się w jej rękach. Chcąc przeżyć i zachować zdobycz dla siebie musi uciekać przed tubylcami, i oczywiście nie dać się złapać. W Rope Escape cały czas biegniemy w jednym kierunku. Jednak nasze zadanie nie polega wyłącznie na bezmyślnym unikaniu przeszkód na trasie i ograniczenie się do skakania i chowania. Dodatkowo musimy znaleźć różne punkty zaczepienia, począwszy od drzew, lin, lian, a skończywszy na latających głazach. Na linach możemy się dodatkowo odbijać i obracać. Dodatkowo musimy dbać o to by dobrze wykorzystać prawa fizyki panujące w grze. W Rope Escape dodatkowo zbieramy monety i różnego rodzaju power-upy. Zebrane pieniądze możemy wymienić na nowe liny i ubrania.

Autorzy przygotowali trzy różne tryby zabawy. Pierwszy z nich opisałem powyżej (czyli jest to standardowa gra). Dodatkowo możemy zmierzyć się w „time attack” i „rope limit”. W przypadku tego pierwszego za zadanie mamy zdobyć jak najwięcej punktów w trzydzieści sekund, a w „rope limit” dysponujemy tylko pięcioma linami.

Sterowanie jest bardzo dobre i nie nastręcza zbyt wielu trudności. Na pochwalę zasługuje też dobrze przygotowana oprawa graficzna. Rysowane tła dość ciekawie się komponują z szybką zabawą. Autorzy umożliwiają skorzystanie z mikropłatności, ale na szczęście jest to produkcja, która nie wymaga od nas wyłożenia ciężkich pieniędzy na stół by się chwilę rozerwać. Dodatkowo możemy podejrzeć wyniki znajomych z Facebook-a, co być może przyczyni się wśród niektórych osób do bardziej zaciętej rywalizacji.

Gra jest ciekawa, dobrze przygotowana i może świetnie służyć jako zabijacz czasu.

YouTube Preview Image

 

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.hyperkani.rope

[strona=”Gra: Sint Nicolaas”]

Sint Nicolaas

Kolejna propozycja z jaką macie okazję się zapoznać w Weekendowej Porcji Gier i Aplikacji przedstawia sytuację odwrotną niż tą, z którą przychodzi nam się zmierzyć w Robbery Bob. Niestety tutaj jest to tym bardziej dotkliwe, gdyż tym razem okradziony został sam Święty Mikołaj! Musimy zatem szybko mu pomóc w odnalezieniu skradzionych prezentów, zebraniu ich i dostarczeniu do czekających dzieci.

Na szczęście złodzieje wyposażeni byli w dziurawy worek, dlatego też zadanie nie będzie należeć do najtrudniejszych. Musimy odnaleźć zgubione paczuszki i wrzucić je do odpowiednich kominków. I w tym momencie poziom trudności drastycznie wzrasta. Każdy pakunek ma określony kolor, tak samo jak kominy na domach. Musimy zatem tak wrzucić prezenty by każde dziecko dostało to na co czeka. Jeżeli zbierzemy więcej paczuszek to musimy zwracać szczególną uwagę na kolejność w jakiej je podnieśliśmy, ponieważ Mikołaj będzie wrzucał je w identycznej chronologii. Dlatego też najlepszym sposobem jest zabranie prezentu i bezpośrednie dostarczenie go do domu. W tym szaleńczym pościgu (musimy przecież zdążyć obdarować wszystkie dzieci) musimy uważać też na bardzo śliskie dachy (z których nie trudno jest spaść), ptaki (które lubią nas dziobać) czy na ostre anteny satelitarne. Z tych trzech „przeszkadzajek” unicestwić możemy tylko kruki, skacząc na nie. Jeśli jednak powstrzymamy się przed tym, to otrzymamy bonus punktowy. Dodatkowo pewnym ułatwieniem są dla nas choinki i lampy, które ochronią nas przed upadkiem. Czasami też obok nas znajdą się tajemne przejścia, które przyspieszą nam poruszanie się po miasteczku.

Gra wygląda jakby została wyjęta z Pegazusa. Taka oprawa wizualna jedne osoby może zachwycić (np. mnie), a innych zrazić. Jest to typowa gra 2D, w której to nie grafika jest najważniejsza, a raczej nieskomplikowana zabawa. Świąteczna atmosfera dość mocno udziela się dalej, dlatego myślę, że dobór kolorów był strzałem w dziesiątkę. Troszkę gorzej prezentuje się oprawa audio, jednak jak zawsze możemy ją wyciszyć, a włączyć sobie ukochane „Last Christmas” ;-).

Gra dostępna jest za darmo.

YouTube Preview Image

 

https://play.google.com/store/apps/details?id=nl.wieringsoftware.sintnicolaas

[strona=”Gra: BattleFriends at Sea”]

BattleFriends at Sea

Statki są jedną z kilku gier, które chyba nigdy nie wyjdą z mody. Grać w niej można dosłownie wszędzie. Teraz wystarczy mieć kartkę papieru i długopis, telefon komórkowy czy komputer by móc wraz ze znajomymi oddać się tej nieskomplikowanej, ale za to wciągającej zabawie.

Twórcy „BattleFriends at Sea” wyszli z założenia, że najlepiej gra się z prawdziwym przeciwnikiem, dlatego też nie uświadczycie tutaj możliwości gry z komputerem (który zazwyczaj gra za słabo, albo za dobrze). Grać za to możemy z prawdziwymi graczami, a jest to możliwe jeśli zarejestrujemy się podając swój adres e-mail, bądź skorzystamy z naszego konta na Facebook-u. Po zalogowaniu się do gry możemy zaprosić swojego znajomego do wspólnej zabawy lub skorzystać z opcji losowego wybrania gracza. Gra nie wymaga też od nas ciągłej obecności. Możemy wybrać pole, które zamierzamy ustrzelić, a następnie możemy czekać nawet parę godzin, aż osoba, z którą gramy dołączy do gry i wykonała swój ruch. Oczywiście jeśli wcześniej się ze znajomym ugadamy to jedną turę możemy dość szybko rozegrać.

Jeśli jednak nie mamy w naszym gronie znajomych, którzy byliby chętni zainstalować tę grę, to niestety możemy mieć duży problem ze znalezieniem gracza w trybie losowym, ponieważ BattleFriends at Sea losuje nam przeciwnika naprawdę losowo. Nie patrzy czy dana osoba jest online czy offline. Dlatego też mimo rozpoczęcia dziesięciu różnych pojedynków i przeczekaniu ponad 48 godzin na ruch przeciwnika nie doczekałem się. Dlatego mimo, iż sam pomysł, aby ograniczyć grę tylko do walki z prawdziwymi przeciwnikami jest całkiem dobry, to jego wykonanie wymaga jeszcze poprawy.

Znacznie lepiej prezentuje się oprawa audiowizualna. Grafika jest szczegółowa, trójwymiarowa z licznymi dodatkowymi smaczkami, jak wybuchy statków czy animacja lecącej z naszego statku bomby. Jeśli nie lubimy takich efektów możemy z nich zrezygnować w ustawieniach.

Gra jak już wspominałem ma ciekawy pomysł. Autorzy muszą jednak bardziej przemyśleć samo działanie aplikacji. Osoby, które zamierzają grać ze znajomymi, będą w pełni usatysfakcjonowane. Pozostali niekoniecznie. Bardzo dobra oprawa graficzna przyciąga. Dodatkowym plusem jest to, że dane przechowywane są w chmurze, dlatego grać możemy na różnych urządzeniach, nie martwiąc się o utracenie stanów gry. Autorzy przewidują już niedługo możliwość wprowadzenia mikropłatności, które mają być nieobowiązkowe, ale mają pomóc w grze. Boję się tylko, że w przypadku statków może to trochę zepsuć zabawę, bo nie będzie liczył się spryt i logiczne myślenie, a wystarczy, że będziemy mieć trochę pieniędzy, które przeznaczymy na bonusy.

YouTube Preview Image

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.tequilamobile.warshipslive

[strona=”Gra: Bridge Constructor”]

Bridge Constructor

Gier, w których mamy możliwość budowania mostów jest sporo. Jak w każdym przypadku niektóre są lepsze, zaś niektóre gorsze. Na pewno jednak sporo się zmieniło od czasów kiedy na komputerach osobistych dominował Pontifex, zwłaszcza pod względem graficznym. Kolejną moją propozycją na ten weekend jest Bridge Constructor. Gra, w której naszym zadaniem jest z ograniczonej liczby elementów i funduszy zbudować taki most, by auta mogły bezpiecznie po nim przejechać. Twórcy przygotowali czterdzieści plansz, których poziom trudności wzrasta wraz z czasem.

Konstrukcja, którą za zadanie mamy zbudować musi być stabilna, a żeby tego dokonać musimy żyć w przyjaźni z nieubłagalnymi prawami fizyki. To one powodują, że gra potrafi być ciężka już na samym początku. Gdy już jednak zbudujemy most i jesteśmy przekonani, że wytrzyma, możemy testowo puścić na nim ruch. Wybieramy czy przejechać mają po nim samochody osobowe czy ciężarowe. W przypadku tych drugich dostajemy więcej punktów.

Oprawa graficzna została przygotowana starannie. Nie jest są to nudne i „bezpłciowe” plansze, które mogą zafascynować prawdziwego technika. Tutaj mamy i wodę, góry, pagórki i inne dodatki, które choć trochę zachęcają do dalszej gry, a nie odstraszają na wstępie.

Niestety za przyjemność zainstalowania Bridge Constructor musimy zapłacić 7 złotych 30 groszy. Dla osób, które uwielbiają gry logiczne cięższego kalibru jest to suma, którą warto uiścić na koncie dewelopera. W innym przypadku będą to raczej pieniądze wyrzucone w błoto. Dodam jednak ciekawą informację. Gra została już pobrana ponad pięć milionów razy! Dostępna jest także na iOS i komputery PC.

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.headupgames.bridgeconstructor&hl=pl

[strona=”Aplikacja: LingLing uczymy się angielskiego”]

LingLing uczymy się angielskiego

Nauka języków obcych nie zawsze jest łatwa i przyjemna. Nieprzyjazne i grube podręczniki często zniechęcają do nauki (zwłaszcza młodsze osoby) niż pozwalają na systematyczne przyswajanie wiedzy, a najistotniejsza jest właśnie systematyczność i ciągłość powtórek. Twórcy programu Ling Ling zauważyli, że jest to nie lada problem i postanowili wykorzystać ciekawą metodę nauki odkrytą w 1885 roku bazującą na krzywej zapominania dodatkowo wyposażając aplikację w elementy zabawy.

Po instalacji Ling Ling pierwszym krokiem, który warto zrobić to zapoznanie się z instrukcją obsługi. Sam na początku nie wiedziałem od czego zacząć. Dopiero po jej lekturze wiedziałem na czym stoję. W programie tworzymy postać, którą będziemy mogli w późniejszym czasie udoskonalać, a po jej zapisaniu możemy przejść do nauki słówek. Zależnie od naszych możliwości możemy wybrać ile nowych wyrazów poznamy dziennie. Możemy wybrać od dziesięciu do trzydziestu. Następnie przechodzimy do modułu nauki, w którym to możemy zapoznać się z wyrazami. Na początek pojawia się wyraz w języku polskim, po kliknięciu na przycisk słyszymy zaś jego wymowę, a po chwili możemy przeczytać je już po angielsku. Jeśli dany wyraz znaliśmy wcześniej klikamy na zielony przycisk, w przeciwnym wypadku na czerwony. Po zapoznaniu się z pakietem słów na dany dzień możemy przejść do drugiego modułu „Gry”, w którym to mamy okazję poprzez zabawę utrwalić swoją wiedzę. Tak naprawdę główna gra jest jedna, a jest nią quiz. Otrzymujemy wyraz w języku polskim oraz kilka opcji do wyboru spośród których jedna jest prawidłowa. Po szybkim i prawidłowym jej wskazaniu specjalne rurki napełniają się płynem, a my otrzymujemy więcej czasu na grę, dzięki czemu możemy zdobyć więcej punktów. Jeśli nasze odpowiedzi będą bezbłędne i szybko napełnimy do pełna wspomnianą wyżej rurkę przejdziemy do różnego rodzaju minigier. Jest to ciekawy sposób na szybką naukę słów – nie zrażamy się, możemy chwilę odetchnąć grając, a przy okazji możemy trochę porywalizować (także ze swoimi znajomymi). Aplikacja będzie zachęcająca zwłaszcza dla dzieci, które będą mogły również zdobywać nowe elementy ubioru dla swojej postaci czy zmieniać tła.

Chcąc jednak w pełni ją wykorzystać musimy wykupić pakiety ze słówkami. Na wstępie dostajemy pakiet pierwszy z poziomu podstawowego, za pomocą którego możemy nauczyć się 750 słów. Za kolejne zaś przyjdzie nam zapłacić. Jeden pakiet to koszt 4 złotych, ale jeśli kupimy wszystkie na raz to za całość zapłacimy 64 złote (przy zakupie każdego pakietu z osobna zapłacilibyśmy 104 złote). Za pomocą aplikacji możemy uczyć się trzech języków – angielskiego, hiszpańskiego i tajskiego. Ja testowałem program, który pozwala się nam uczyć pierwszego wymienionego na tej liście.

LingLing jest aplikacją kolorową, z wesołą oprawą dźwiękową. Osoby dorosłe może zrazić, aż taka paleta barw dostępna na jednym ekranie i myślę, że program docenią szczególnie dzieci (choć nie jest wykluczone, że dorośli również się w nim odnajdą. Mam też cichą nadzieję, że kiedyś zostanie opublikowana wersja LingLing z bardziej stonowanymi barwami, która będzie skierowana do osób starszych). Jedyne co mi doskwierało to brak obsługi kilku kont, a dokładnie rzecz ujmując to brak możliwości, aby z aplikacji na jednym telefonie korzystało kilka osób, które miałyby swoje ustawienia prywatne i we własnym zakresie mogłyby czynić postępy w nauce języka. Zdaję sobie sprawę, że dzieciaki już od przedszkola mają własne Galaxy S III i HTC One X, ale myślę, że taka opcja byłaby miłym dodatkiem np. dla rodziców, którzy mogliby też zobaczyć jak radzi sobie ich pociecha, a może i sami by się też zaczęli uczyć kolejnego języka. Mimo to LingLing jest pozycją godną polecenia!

YouTube Preview Image

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.hepilabs.lingling.english

[strona=”Aplikacja: Kalendarz Adwentowy 2012″]

Kalendarz Adwentowy 2012

Zapewne wśród Czytelników są jeszcze osoby, które na początku grudnia otrzymywały od rodziców kalendarz adwentowy w formie bombonierki z największą czekoladką o numerze 24. Osoby, które niestety już nie miały okazji dostawać takiego kalendarza wtajemniczę w zasady. Otóż każdy, kto dostał bombonierkę mógł zjeść jedno okienko na dzień. Każdy kawałek był ponumerowany i zgodnie z dniem na kalendarzu należało otworzyć odpowiednie okienko.

Podobna zasada panuje w aplikacji firmy Grenadina. Deweloper zamiast rozsyłania czekoladek każdemu użytkownikowi, podsuwa po jednej ciekawej poradzie, którą można wykorzystać w czasie trwania adwentu. Codziennie odblokowywana jest jedna niespodzianka. Wskazówki dotyczą różnych dziedzin. W tym momencie mamy już dostęp do ośmiu okienek (aplikacja działa od 1 grudnia), wśród których nie zabrakło porad związanych z tworzeniem ozdób choinkowych, przepisów kulinarnych (m.in. na świąteczną nalewkę) czy playlist z odpowiednią muzyką. Ciekawy sposób działania (codziennie małe co nie co) i interesujące pomysły na to jak urozmaicić te święta uważam za strzał w dziesiątkę. Jak wiadomo, przygotowywanie i dbanie o uroczystość pozwalają bardziej się z niej cieszyć.

Na uwagę zasługuje również ładna i przejrzysta oprawa graficzna. Jasne tonacje i kolory nawiązuje do świąt bożonarodzeniowych dość dobrze się ze sobą komponują. Obsługa aplikacji jest bardzo prosta. Program nie ma zbędnych dodatków.  Główne okno zostało podzielone na mniejsze okienka, które po wybraniu prezentują nam określoną treść. W niektórych wypadkach zawierają też odnośniki do serwisów zewnętrznych (m.in. YouTube). Dodatkowo autorzy nie zapomnieli o dodaniu widżetów na pulpit, a jeżeli korzystacie z Androida 4.2 macie możliwość dodania również go ekranu blokady.

Jeżeli chcecie, aby te święta były wyjątkowe i zamierzacie dodać im trochę uroku poprzez ich urozmaicenie to polecam zainstalować Kalendarz Adwentowy. Jest to jeden z ciekawszych projektów związanych z celebrowaniem świąt Bożego Narodzenia.

Aplikacja jest bezpłatna. Program podesłał nam Michał Mrugała. Dziękujemy!

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.widlab.advent.calendar

[strona=”Aplikacja: Starpin”]

Starpin

Każde miasto skrywa w sobie tajemnice, a także ciekawostki, o których wiedzą tylko sami mieszkańcy. Jeśli są to informacje niekorzystne warto je oczywiście przemilczeć, ale jeśli są miejsca, o których wie bardzo mało osób, a które mogą spowodować, że przyjezdna osoba zakocha się dzięki nim w tym mieście to warto się nimi pochwalić. A można to zrobić w prosty sposób instalując na swoim smartfonie Starpin.

Autorzy chcą za jego pomocą pozwolić ludziom uzyskać informacje o miastach, które odwiedzają. Nie mają to być jednak wiadomości, które można przeczytać w pierwszym lepszym przewodniku. Mają to być miejsca lub wydarzenia, które polecają sami mieszkańcy. Których nie trzeba się wstydzić, a które pokazują piękną, mało odkrytą stronę miasta, bo któż lepiej zna dane miejsce, jak nie jego osoby je zamieszkujące?

Starpin pozwala nam na robienie i wysyłanie zdjęć oraz filmów, które trafią na nasz profil, a które dzięki geolokalizacji zostaną „przypięte” do danego miejsca. Jak w każdej aplikacji społecznościowej, tak i tutaj, im więcej osób założy sobie konto i będzie aktywnie dzielić się swoimi materiałami, tym więcej osób o tym się dowie i zamieści informacje o swoim mieście. Program został podzielony na cztery zakładki: lista, mapa, aktywność i profil. Po wybraniu „Listy” otrzymujemy dostęp do zdjęć i filmów z lokalizacji oddalonych od nas o 1, 15 lub 50 kilometrów. W przypadku drugiej zakładki „Mapa” możemy odnaleźć dowolne miasto i wyszukać interesujące nas zdjęcia. Ostatnie dwie pozycje w menu dotyczą już stricte naszego profilu.

Niestety aktualnie zdjęć jest dość mało. Autorzy co prawda zintegrowali aplikację z Instagramem, dzięki czemu geotagując fotografie w tamtym programie pojawiają się one od razu w Starpin. Jest to ciekawa opcja. Niestety część osób chyba do końca nie rozumie też idei programu. Dla przykładu w mieście Lublin możemy znaleźć zdjęcie z Rossmana (ciężko mi jest uznać ten sklep za inspirujący czy niespotykany) czy też fotografie z Paryża (te na szczęście są za to całkiem ładne). Jeśli jednak z czasem Starpin zyska większe grono użytkowników to może być ciekawym źródłem wiedzy o mieście. Sam lubię zwiedzać różne zakątki Polski dlatego też, mając wykaz atrakcji sporządzonych przez samych mieszkańców byłbym wniebowzięty, bo zobaczyłbym coś, co w Google bym od razu nie znalazł i co bardziej prawdopodobne – nigdy bym już nie zobaczył.

Jeżeli jesteście lokalnymi patriotami i chcecie wypromować swoje miasto, warto zainteresować się tym projektem. Co prawda w aktualnej fazie nie wygląda on na pozycję rozbudowaną (brakuje np. możliwości bardziej szczegółowego opisania danego zdjęcia), ale udostępnia już najważniejsze opcje. Program oczywiście jest bezpłatny.

 

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.solomo.starpin

[strona=”Aplikacja: Świąteczne prezenty”]

Świąteczne prezenty

Boże Narodzenie w dzisiejszych czasach kojarzy się przede wszystkim z prezentami. Niestety wybór odpowiedniego podarku bywa czasami dość męczący, zwłaszcza gdy nasza rodzina jest liczna. Samo wyszukiwanie, a następnie zakupienie właściwej rzeczy bywa czasochłonne. Twórcy aplikacji „Świąteczne Prezenty” postanowili w pewien sposób ulżyć takim osobom.

Program pozwala nam na dodawanie do bazy poszczególnych osób, które będą przez nas obdarowywane. Następnie gdy przyjdzie nam do głowy ciekawy podarek, to aby równie szybko nam on nie uleciał z pamięci możemy go zapisać, przyporządkowując do wcześniej dodanych osób. Dzięki temu zabiegowi po ustaleniu listy prezentów, wystarczy że weźmiemy swój smartfon na zakupy i powoli, a zarazem sukcesywnie będziemy nabywać poszczególne rzeczy, przy okazji zmieniając ich status w aplikacji (z „niekupione” na „kupione”). Program choć nie jest zbyt rozbudowany to w dość prosty sposób pozwala nam zapanować na chaosem. Możemy też dodać zdjęcie produktu i zapisać informację gdzie będziemy mogli go kupić. Jeśli mamy ciekawskie dzieci, albo rodzeństwo oczywiście możemy dodać hasło, aby osoby niepowołane nie miały dostępu do naszej listy. Osobiście wszelkie prezenty kupuje już pod koniec listopada i na samym początku grudnia, aby uniknąć niepotrzebnego stania w kolejkach czy konieczności kupowania towaru już mocno „przebranego” i niestety kilka razy w tym roku byłem dość zły na siebie, że nie zapisałem sobie fajnego pomysłu, a będąc już w sklepie zapominałem co miałem właściwie kupić. Wtedy też nie znałem jeszcze tej aplikacji.

„Świąteczne prezenty” nie są pozycją skomplikowaną w obsłudze. Polska wersja językowa i ograniczenie jej działania do kilku kroków powoduje, że każdy sobie poradzi i bez problem stworzy własną listę. Program jest kolorowy, nie zabrakło oczywiście zieleni i czerwieni. Dostępny jest za darmo. Jedynie musimy zaakceptować wyświetlanie się jednej reklamy.

Aplikację zaproponował nam Łukasz Kaczmarek. Dziękujemy!

https://play.google.com/store/apps/details?id=net.appreal.christmasgifts

[strona=”Aplikacja: MeteoWidget”]

MeteoWidget

Co jakiś czas na łamach Weekendowej Porcji Gier i Aplikacji opisuję program związany z prognozą pogody. Aplikacje tego typu jak się okazuje są niezwykle popularne wśród użytkowników smartfonów i tabletów z Androidem w związku z tym, by spełniać wymagania rynku warto odnotowywać kolejny program, który być może będzie lepszy od konkurencji. Tym razem mamy do czynienia z polską produkcją.

MeteoWidget to tak naprawdę tylko widżet, który umożliwia wyświetlanie dokładnych danych. Informacje pobiera z serwisu Meteo.pl. Po instalacji musimy za pomocą GPS-a, odbiorników GSM lub poprzez wpisanie ustalić miejscowość, w której się znajdujemy. Następnie określamy co ile minut widżet i dane mają być odświeżane. W panelu konfiguracyjnym możemy jednak zapoznać się również z dokładnymi wykresami związanymi z prognozą pogody, a jeśli nie trafią one do nas, to możemy skorzystać z danych tekstowych, gdzie uzyskamy takie informacje jak temperatura (właściwa, odczuwalna, gruntu, punktu rosy), wilgotność, wiatr, widzialność, podstawa chmur czy wilgotność. Dane prezentowane są na okres 24 godzin.

Najważniejsza jednak (tytułowa) funkcja to widżet. Mamy możliwość wyboru dwóch różnych rozmiarów: 4×2 lub 2×1. Jest on przejrzysty i półprzezroczysty. Umieszczona jest na nim nazwa miejscowości, temperatura właściwa i odczuwalna, ciśnienie i czas ostatniej aktualizacji. Dodatkowo mamy wizualizację w postaci małych obrazków z pogodą na najbliższy czas. Dane te dostępne są przy widżecie 4×2. W przypadku wyboru drugiej opcji (2×1) otrzymujemy dostęp tylko do małej wizualizacji pogody, temperatury (właściwej i odczuwalnej), daty aktualizacji pogody i miejsca, którego dane te dotyczą.

Program jest bardzo prosty w obsłudze. Nie jest rozbudowany i podstawowe dane można wyświetlić w ciągu chwili. Na uwagę zasługują dość dokładne dane, pobierane z znanego i dobrze ocenianego serwisu pogodowego. Aplikacja jest bezpłatna i jedynie musimy zaakceptować wyświetlanie jednej reklamy w panelu konfiguracyjnym.

MeteoWidget zaproponował nam Karol Kosiński. Dziękujemy!

https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.programador.meteowidget

[strona=”Podsumowanie”]

Podsumowanie

To już wszystkie propozycje jakie przygotowałem dla Was na ten tydzień. Mam nadzieję, że każdy mógł znaleźć wśród nich małe co nieco dla siebie. Zapraszam również do przesyłania do propozycji do kolejnych wydań Weekendowej Porcji Gier i Aplikacji na mój adres e-mail:  cezary.zapala@android.com.pl, a także na e-maila Grzegorza Kaczmarka: grzegorz.kaczmarek@android.com.pl. Swoje propozycje możecie również publikować na forum w temacie: http://forum.android.com.pl/f270/propozycje-recenzji-do-wpgia-127603/ .

Przypominam również o możliwości oddawania głosów na wybrane gry i aplikacje na moim profilu Google+!

Na koniec życzę przyjemnego weekendu.



Media Machine. Wolny czas, którego niestety mam coraz mniej poświęcam na zgłębianie informacji z takich dziedzin jak prawo, webmastering, trendy w Sieci, marketing oraz inwestycje budowlane.

  • .RadziU.

    Na PCta to tylko Pontifex ;d

  • neext

    Dzięki za MeteoWidget. Na taką aplikację czekałem.