Wyznania czytelnika: Kindle vs smartfon – czy istnieje jednogłośny zwycięzca?

Kamil Lewicki Artykuły 2016-05-20

gty_amazon_kindle_thg-130903_16x9_992

Czytanie wbrew pozorom może być naprawdę udaną formą rozrywki. Mimo iż statystyki w Polsce tego nie pokazują, mam nadzieję, że lubicie sięgać po książki i zapoznawać się z tekstem, nie zaś jedynie z obrazkami. Jako fan literatury preferuję każdą formę wydania – papierową oraz e-book. I na samym sobie sprawdziłem wynik wojny Kindle kontra smartfon.

 

Duży ekran

 

Kindle posiada ekran o przekątnej 6 cali. Mój model charakteryzuje się ponadto rozdzielczością 800 x 600 pikseli, co niektórych może przerażać. Niemniej czyta się znakomicie, a dowolna manipulacja rozmiarem czcionki pomaga na dostosowanie tekstu wedle własnych potrzeb. Wracając jednak do wielkości ekranu. Smartfon, z jakiego aktualnie korzystam cechuje się 5,7-calowym wyświetlaczem o rozdzielczości QHD, a więc 2560 x 1440 pikseli. Ogromna różnica na papierze, w rzeczywistości jednak bez znaczenia.

 

Przekonałem się o tym, kiedy korzystałem z mniejszego telefonu. Ilość tekstu na ekranie w aplikacji Amazon Kindle się nie zmienia. Zmienia się natomiast komfort użytkowania i myślę, że już teraz miałbym kłopot przesiąść się na model z mniejszą przekątną.

 

Amazon Kindle

 

Należy tutaj powiedzieć kilka słów o tej aplikacji, która pozwala mi być zawsze w odpowiednim miejscu niezależnie od sprzętu trzymanego w moich dłoniach. Amazon Kindle automatycznie synchronizuje przeczytane strony i w przypadku zmiany czytnika Kindle na smartfon nie muszę tracić czasu na poszukiwanie ostatnio przeczytanego fragmentu. Nie muszę właściwie na nic tracić czasu, bo cała biblioteczka znajduje się w sieci Amazonu, więc w kilka chwil jestem w stanie pobrać daną pozycję na urządzenie mobilne.

 

Ponadto w aplikacji, tak jak i na Kindle’u istnieje możliwość dodawania zakładek, robienia zakupów w sklepie Amazon czy porządkowania swojej kolekcji. Przewagą jaką zauważam jest pokazywanie przewidywanego czasu ukończenia książki. Oczywiście nowsze wydania czytnika również wyposażone są w tę funkcję, mój model jednak się na nią nie załapał.

 

Męczenie oczu

 

To chyba najważniejszy aspekt tego pojedynku. Kindle wyposażony jest w ekran e-ink. Nie jesteśmy zatem narażeni na szkodliwe promieniowanie, nasze oczy się nie męczą i nawet przy długiej przygodzie z lekturą nie odczuwamy żadnego dyskomfortu. Telefony niestety w większości przypadków posiadają normalne ekrany, a to oznacza, że po kilkudziesięciu minutach z tekstem może pojawić się zaczerwienienie, podrażnienie czy nawet wysuszenie oka.

 

Muszę przyznać, że obawiałem się tego. Na szczęście istnieje szansa na zminimalizowanie negatywnych skutków. W tym celu należy przedsięwziąć pewne kroki. Po pierwsze, w aplikacji Amazon Kindle zmienić tło na czarne bądź sepia – automatycznie poczujemy ulgę. Po drugie, warto również dostosować jasność ekranu do aktualnie panujących warunków dookoła – jeśli jest ciemno, należy obraz przyciemnić. Po trzecie, zainstalować aplikację f.lux, która okaże się niezawodna przy wieczornym czytaniu.

 

Ukończyłem już kilka lektur na smartfonie i muszę przyznać, że nie odczuwałem żadnego dyskomfortu – zarówno rankiem, popołudniem, jak i wieczorową porą.

 

Co wybrać?

 

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Mój Kindle 5 nie posiada podświetlenia ekranu. Funkcja ta trafiła do czytników nieco później, a ja nie odczuwałem potrzeby jego wymiany. Smartfon pozwala mi na czytanie w miejscach gorzej oświetlonych, w nieprzewidzianych sytuacjach (wszak mam go przy sobie częściej niż czytnik), stanowi więc wygodne narzędzie do pokonywania nudy.

 

Mimo iż czytanie na Kindle jest wygodne, lekkie dla oczu i pozwala się cieszyć lekturą długie tygodnie (tak, telefon zdążę naładować kilkanaście razy zanim podłączę czytnik do prądu) to czytanie na smartfonie również ma swój urok. Zwłaszcza, że pod względem software’owym pozwala na nieco więcej. Ale o tym innym razem.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x