Etykieta – czyli jak odbieramy technologie

Konrad Tomaszek Artykuły 2016-04-30

najbardziej wartościowe marki świata 2016 samsung google apple

 

Etykiety, etykiety i jeszcze raz etykiety… „Made in China” kojarzone ze słabą jakością okazuje się być już przeżytkiem. Ostatnio pisał o tym mój redakcyjny kolega. Jednak co rusz spotykam się z utożsamieniem marki z krajem, z którego pochodzi. Samsung – Korea, Sony – Japonia, Xiaomi – Chiny, a Apple – USA. Jednak, czy w dzisiejszych czasach można mówić o marce w kontekście państwa? Czy faktycznie w dobie globalizacji i wszechogarniającego procesu mieszania się ludzi z różnych kultur i regionów można znaleźć wspólny mianownik pod postacią kraju?

 
Wiemy już, że Chiny nie równają się słabemu wykonaniu. To tak jakby mówić, że Polak za granicą to złodziej. Przylepiamy wszędzie metki, które tak naprawdę nie pozwalają nam na realną ocenę tego, co mamy przed sobą. Przecież Xiaomi musi oszczędzać na materiałach, bo tak, a bend test jeszcze to potwierdzi. Sądzicie, że nie wynika to po prostu z niższych kosztów pracowniczych? Innej specyfiki rynku? Apple napotkało na ten sam problem, ale napis „Designed by Apple in California” sprawia, że to wina „tylko” złego projektu.

 

Nie oszukujmy się, o wynikach sprzedaży decyduje reklama oraz aktualne trendy. Większość osób, które kupuje nowe telefony daje się im porwać. Tłumaczenie, że mogę lub mnie na to stać jest dobre jak każde inne, ale nie zmienia faktu, że pozwalamy sobie na wciskanie nam coraz gorszych jakościowo produktów. Chyba, że Galaxy S7 ze swoją wodoodpornością i slotem kart pamięci to faktycznie tak wielki skok do przodu. Nie oczekuję funkcji czajnika, wiem już również, że nie dostanę „idealnego” smartfona. To wszystko kwestia tego, że każdy z nas jest inny i widzi świat swoimi oczyma. Mówienie, że ktoś widzi sens w kupnie nowego telefonu dla mnie jest pogonią za tym co modne, a dla niego wynika z możliwości, które ma.

 

Jakość. Nie oszukujmy się, nie opłaca się tworzenie telefonu, który będzie działał dłużej niż 2-3 lata. Rynek musi być w jakiś sposób napędzany i nie można go o to winić. Chcemy nowości, a to cena jaką przychodzi nam zapłacić za postęp. Czy jest to działanie celowe? Nie chcę rzucać oskarżeń, więc powiem tylko, że poleganie jedynie na trendach sprzedażowych i nowości samej w sobie byłoby słabą taktyką. Badania kosztują, a zysk jest ważny. Wiem, że każdy fan danej marki powie, że jego telefon jest najlepszy, a dana firma dba o niego. Jednak naprawdę myślicie, że jesteście jak latarnie wśród tych ośmiu miliardów i firmy biorą Was pod uwagę?

 

Samsung Galaxy S7 jest fajny, tak samo, jak każdy z tegorocznych flagowców… Nie ma wśród nich zwycięzcy, bo wszystko zależy od kryteriów naszej oceny. Twierdzenie, że kupowanie LG G5 jest „głupie” i lepiej kupić tańszą G4 jest prawdziwe również w drugą stronę. Nie można powiedzieć, czy lepiej kupić Porsche, czy Ferrari, bo oba to świetne wozy, jeżeli mówimy o jednej półce cenowej. Jednak to my, nie mogąc sobie na nie pozwolić, przylepiamy im etykiety. IPhone – hipster, Samsung – modniś… Nie zmienia to faktu, że tak naprawdę nie kontrolujemy rynku, a ocenę dzisiejszych flagowców można porównać do degustacji wina z średniego przedziału cenowego. Jeden się zachwyci, drugi powie, że nie nadaje się do niczego.

 

My jednak nie możemy zdecydować, czy za rok dostaniemy coś lepszego. Dostaniemy coś, co zapewni większe zyski i taka jest rola dzisiejszych smartfonów. Wiem, że fani marki chcą sobie wyobrażać proces projektowy jako dążenie do zapewniania użytkownikowi niezapomnianych doznań. Jednak zazwyczaj ogranicza się to do stworzenia czegoś, na czym uda się jeszcze więcej zarobić. Czy naprawdę uważacie, że rok to wystarczająca ilość czasu na stworzenie urządzenia, które będzie świetne, a nie „trochę” lepsze?

 

A Waszym zdanie, czy da się realnie ocenić dany smartfon?






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x