5 rzeczy, które denerwują mnie w Instagramie

Kamil Lewicki Aplikacje 2015-11-27

instagram-iphone-app-1920

Pamiętam, kiedy Instagrama nie było jeszcze na Androidzie. Wtedy aplikacja raczej raczkowała, mieli ją tylko posiadacze sprzętu marki Apple, a jej uboższa baza zdjęć, choć wciąż oszałamiająca, prezentowała się znacznie ciekawiej. Teraz jednak mam pewne wątpliwości, co do idei samej aplikacji. I jest kilka rzeczy, które bym w niej zmienił. Na razie jednak… 5 rzeczy, które mnie w niej denerwują.

 

1. Selfie

 

Tak, oczywiście, społeczność Instagrama tworzymy my, użytkownicy zatem nie powinno być problemu ze znalezieniem ciekawego profilu. Jednak jest pewna tendencja – i nieważne, czy profil prowadzi znajomy, celebryta, czy sportowiec – im więcej selfie, tym więcej polubień. Tak naprawdę, kiedy przewijam listę ze zdjęciami na palcach jednej ręki mógłbym policzyć ile razy skupiłem na czymś wzrok. Nawet gdybym był kalekim drwalem.

 

Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego wszyscy sądzą, że inni chcą oglądać ich twarz. Niemniej, jest popyt, jest i podaż. Rozumiem, że bycie twarzą jakiejś marki wymaga od czasu do czasu wrzucenia zdjęcia, które bezpośrednio by nas z nią wiązało. Ale tak bez powodu? Chciałbym by ta moda była w końcu passe.

 

2. Jedzenie aka #foodporn

 

27DA0B1400000578-3050116-Taking_a_good_food_picture_for_Instagram_requires_thought_planni-a-12_1430212889456

 

Ta tematyka jest już zdecydowanie ciekawsza, niestety czasami traktowana na wyrost. O ile jeszcze oglądanie zdjęć znajdujących się już w bazie Instagrama jest całkiem przyjemne dla oka i dla naszych kubków smakowych (wyobraźnia mocno pracuje!), o tyle patrzenie na ludzi z telefonem w ręku w restauracjach, którzy szukają odpowiedniego światła oraz kąta do zrobienia instagramowej fotki jest nieco komiczne. I nawet jeśli chcielibyśmy nie zwracać na nich uwagi to zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci ciut za głośny komentarz do swojego partnera: „Ale to już jest zimne!”.

 

3. Nagość wprost proporcjonalna do popularności

 

ebe9e7_instagram_banner.jpg_960x400_c_

 

Bynajmniej nie mówię tutaj o nagości rozumianej w dosłownym sensie tego słowa. Wystarczy bielizna, odsłonięcie pewnych części ciała i nagle profil zostaje wywindowany na wyżyny popularności. Dosłownie nie trzeba robić nic oprócz pokazania tego i owego, by polubienia z każdym dniem rosły w górę, a liczba „followersów” zwiększała się w postępie geometrycznym. Tą najbardziej dotykająca mnie w tym punkcie sprawą jest spłycenie poziomu serwisu, zejście do naszych zwierzęcych instynktów.

 

Ktoś może powiedzieć, że trenerzy personalni, trenerzy fitness czy osoby zajmujące się kształtowaniem swojej sylwetki wrzucają takie zdjęcia, bo jest to dla nich najlepszą reklamą. Z tym nie ma dyskusji, pozostaje jedynie pytanie dlaczego tak bardzo promują efekty treningu jednej części ciała?

 

4. Reklama dźwignią handlu

 

Każdy serwis społecznościowy, który osiągnie sukces prędzej czy później skazany jest na komercję. Tak też się stało z Instagramem i wieloma profilami przeznaczonymi wyłącznie w celu popularyzacji hojnych marek. Mam wrażenie, że social media straciły już cel integracji ludzi, a zajmują się jedynie product placementem.

 

Mógłbym jeszcze co nieco powiedzieć o wprowadzeniu do aplikacji pojawiających się reklam sponsorowanych, czy to w formie zdjęcia, czy w formie krótkiego wideo, lecz po co to komu? Czasami aż trudno na pierwszy rzut oka stwierdzić, że tego profilu na pewno nie obserwujemy.

 

5. Tagi

 

resize_image

 

Bywały chwile, które zmieniały się w dni, a te w miesiące, kiedy zastanawiałem się ile wody w rzece musi upłynąć, by ludzie nauczyli się poprawnie używać tagów. Zaskakujące jest to, że fotografia z podpisem „#naturalnepiekno” miała być wyszukiwana pod „#naturalne #piekno”. Jasne, więcej tagów = więcej miejsc, gdzie się ona pojawi. Prawdziwym hitem i tak były podpisy typu „#było #super #powtorka #za #tydzien #to #samo #miejsce”. To po prostu trzeba przełknąć i popić dużą ilością #wody.

 

Mimo wymienionych przeze mnie wad przyznaję, że i tak od czasu do czasu zerknę na Instagrama. Nie zmienia to jednak faktu, że robię to coraz rzadziej. Oczywiście mógłbym stworzyć podobną listę, podając jednak rzeczy, w których widzę potencjał. Instagram to społeczność, którą wspólnie tworzymy. Tylko od nas zależy, jak będzie ona wyglądać.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x