[Felieton] Snapchat to zło

Paweł Bilski Aplikacje 2015-11-18

snapchat

 

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o Snapchacie, to ani przez chwilę nie mogłem zrozumieć fenomenu tej aplikacji. Widziałem jedynie ludzi wokół cały czas mówiących o „snapach”, jednak tak naprawdę dużo mi to nie mówiło. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem fenomen tego wszystkiego. Musicie się ze mną zgodzić, że Snapchat osiągnął tak ogromny sukces dzięki swej prostocie. Aplikacja ma nam służyć przede wszystkim do wysyłania między sobą zdjęć lub filmów, które po określonym czasie znikają. Sama inicjatywa i popularność u znajomych nie zachęciła mnie jednak na tyle, aby zainstalować tę aplikację. W końcu się jednak skusiłem, i o tym poniżej.

 

Kontakt ze swoim idolem?

 

Taka opcja to był impuls, który przemówił za wszystko inne. No bo kto nie chciałby sprawdzić, co słychać u jego ulubionego aktora, muzyka czy sportowca. W moim przypadku zachęciło same NBA, które śledzę od lat.

 

nba snapchat

 

Możliwość zerknięcia za kulisy tego magicznego koszykarskiego świata naprawdę zachęcała do spróbowania – nie zawiodłem się. Dostęp do wielu ciekawych informacji na temat rozgrywek, wyników,  śledzenie życia zawodników czy choćby sama ich integracja z fanami dawały naprawdę pozytywne odczucia. Pewnie wielu z Was teraz spyta „Chwila, to gdzie ten problem?”. Problem jest w tym, że Snapchat ma też swoją ciemną stronę.

 

Jeśli posiadacie Snapchata, to na sto procent wiecie o czym mówię. Są jednak tacy, którzy nadal stronią od tej aplikacji, dlatego też wytłumaczę. Możliwości tego typu programów z wielką chęcią wykorzystują osoby, które nie powinny mieć moim zdaniem do nich w ogóle dostępu. Nie ma chyba bardziej irytującej rzeczy niż skupiska ludzi na mieście, które każdej, nawet największej głupocie zrobią zdjęcie i wyślą znajomym, albo grupy nastolatek w klubie, które muszą, powtarzam – muszą pochwalić się reszcie świata, że właśnie przez ich gardło przepływa kolejny drink. Nie wspomnę już nawet o tym, że nie dotyczy to tylko szarej masy. Celebryci również nie stronią od tego typu rozrywek, ale tego poruszał nie będę, bo jednak bliżej nam do nieco bardziej przyziemnych kręgów. Powoli odnoszę wrażenie, że Snapchat przechodzi tę samą metamorfozę co niegdyś Facebook. Nie masz Facebooka? Nie żyjesz. To samo jest ze Snapchatem. Byłeś na imprezie i nie wysłałeś zdjęcia? Nie byłeś na imprezie. Nie pochwaliłeś się co jadłeś na śniadanie? Wcale go nie jadłeś.

 

Przykłady można by mnożyć, ale nie o to chodzi. Zwracam tylko uwagę na to jak idea Snapchata zbacza ze swoich rdzennych torów. Aplikacja, która miała pozwolić na lepszy kontakt z ludźmi zamienia się w platformę do chwalenia się każdą, nawet największą pierdołą. Program, który miał służyć do dzielenia się ciekawymi momentami został studnią nic niewartego contentu. Co gorsze, gwóźdź do trumny wbijają aplikacji sami twórcy. Kolejne animowane selfie, filtry, efekty, płatne odtworzenia zdjęć – to wszystko powoduje, że cała idea już tak naprawdę zaniknęła.

 

snapchat-lenses

 

Cóż się dziwić, pieniądze się zgadzają. Oczywiście wiecie, że Snapchat w ciągu dwóch lat zwiększył swoją wartość o 7 miliardów, i jest teraz warty ponad 10 miliardów dolarów? No właśnie. Szkoda tylko, że kolejna, naprawdę świetna inicjatywa ląduje w komercyjnym koszu.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x