ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii
Elon Musk nie przejął Twittera Twitter cenzuruje prawicę

Elon Musk nie przejął Twittera i szokuje wypowiedziami – ta sprawa ma drugie dno

Autor: Adam Lulek Kategoria: Artykuły

Do tej pory Elon Musk nie przejął Twittera. Telenowela wokół portalu społecznościowego sięga już kilkunastu tygodni. Można było się spodziewać, że miliarder zechce zrobić dużo medialnego szumu wokół ewentualnego przejęcia spółki, co wydaje się ważniejsze niż jej ewentualne posiadanie. Zakup portalu społecznościowego przez ekscentryka stoi pod dużym znakiem zapytania. Co, jeśli ewentualnie do niego dojdzie? Czy faktycznie doświadczymy najwyższego poziomu demokracji i wolności słowa? Wbrew pozorom może tak nie być – ta historia ma drugie dno.

Sprawdź też: Xiaomi Mi Band 6 w rewelacyjnej ofercie z pewnego źródła – tylko z tego linku!

Elon Musk nie przejął Twittera – ta telenowela trwa za długo

Elon Musk nie przejął Twittera Twitter cenzuruje prawicę

Historia przejęcia Twittera trwa już tak długo i ma tyle wątków, że można się w tym pogubić. Postarajmy się zatem wszystko uszeregować chronologicznie. Historia sięga czasów, w których miliarder wielokrotnie pisał na Twitterze, że chciałby założyć własny portal społecznościowy. Ten wymarzony środek komunikacji miałby być pełen wolności słowa i demokracji, w przeciwieństwie do obecnie funkcjonujących mediów. Słowa te wywołały szeroką dyskusję, która została zakończona rychłą informacją, że Musk kupił ponad 9% akcji Twittera. Ten news był jak grom z jasnego nieba. Chyba nikt nie spodziewał się, że miliarder zdecyduje się na taki krok.

Jednak to, co stało się później było już dla mnie jasne. Przewidywałem, że Musk zechce sięgnąć po całość i tak też się stało. Miliarder zaproponował za portal zawrotną sumę 44 mld USD. Pakiet ten to 54,2 USD w przeliczeniu na jedną akcję. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Twitter pracuje nad nowym guzikiem do edycji postów, a Musk ma wiele propozycji, aby uczynić go oazą wolności słowa. Zarząd firmy początkowo zareagował histerycznie na ofertę miliardera i ją odrzucił. Pojawiły się plotki, że władze będą robiły wszystko, aby do przejęcia nie doszło stosując np. metodę posion pill. Do dziś zastanawiam się, co nagle się stało, że zarząd Twittera zmienił zdanie i zgodził się na ofertę Muska – trudno dywagować w tej kwestii.

Umowa między stronami została zawarta, po czym Musk ogłosił, że wstrzymuje przejęcie. Powodem miała być duża ilość spamu generowanego przez portal oraz ogromna liczba botów „zamieszkująca” witrynę. Minął miesiąc od tego zdarzenia, a w kwestii Twittera niewiele się zmieniło. Musk wypowiadał się kilka razy na ten temat – spróbujmy więc ułożyć jego słowa w jakiś konkretny obraz.

Co tak naprawdę z Twitterem chce zrobić Elon Musk?

Elon Musk nie przejął Twittera i nie wiemy, kiedy to się w ogóle stanie. Żadne nowe informacje w tej kwestii do nas nie napływają. Wiemy za to, co miliarder planuje wobec portalu – a to chyba oznacza, że jednak planuje go ostatecznie przejąć. W ostatnim tygodniu ekscentryk udzielił kilku wywiadów i odpowiadał na pytania pracowników.

Elon Musk wstrzymał zakup Twittera

Dowiedzieliśmy się między innymi, że:

  • Pracownicy Twittera będą mogli nadal pracować z domu, ale Musk preferuje pracę bezpośrednią, co niejednokrotnie w sposób dosadny podkreślał, grożąc zwolnieniami w swojej macierzystej Tesli.
  • Plan Muska dotyczący wolności słowa na portalu to możliwość „mówienia dość oburzających rzeczy zgodnie z prawem”. Musk wyróżnił tutaj wolność słowa i wolność sięgania.
  • Elon po raz kolejny podkreślił twarde stanowisko wobec botów i spamu. Co może szokować, Musk stwierdził, że chciałby, aby ludzie płacili za weryfikację kont. Ma to wpłynąć na priorytety w rankingu postów publikowanych na Twitterze. Czy to oznacza, że im więcej płacisz, tym większe masz zasięgi? Jeśli tak ma wyglądać wolność słowa, to ja podziękuję. Według Muska jest to sposób na zwalczenie armii trolli na Twitterze, ponieważ ma to być (przez weryfikację) znacznie droższe. To element zniechęcający do takich działań.
  • Ekscentryk skrytykował bany dla konserwatystów w tym dla byłego prezydenta – Donalda Trumpa. Co ciekawe, miliarder prawdopodobnie cofnie tę decyzję i umożliwi Trumpowi wypowiadanie się na portalu.
  • Twitter ma być platformą do wyrażania siebie – cokolwiek to znaczy.
  • Musk stwierdził, że Twitter musi być tak popularny jak WeChat – chińska aplikacja z ponad miliardem użytkowników. Ma to być miejsce do zdobywania informacji i dobrej zabawy. Jest to swoisty konglomerat, jakiego nie ma świat.
  • Miliarder pochwalił algorytm TikToka twierdząc, że nie jest nudny – chciałby, aby podobny algorytm „rządził” na Twitterze. Musk ma nadzieję, że portal społecznościowy zacznie znacznie lepiej informować ludzi o poważnych problemach.

Ta historia ma drugie dno?

Dlaczego Elon Musk nie przejął Twittera? Czy Twitter faktycznie będzie oazą wolności słowa? To niekoniecznie musi być prawdą w niektórych regionach. Musk będzie musiał dostosować działanie portalu do regionu, w którym ten będzie używany. Miliarder napisał na Twitterze 9 maja:

„Moją preferencją jest zbliżanie się do praw krajów, w których działa Twitter. Jeśli obywatele chcą, aby coś zostało zakazane, należy wprowadzić takie prawo, w przeciwnym razie powinno być to dozwolone”.

– napisał Musk.

W przypadku USA, wolność słowa może obejmować np. rasizm. To szokujące, że tak duży portal będzie prawdopodobnie zezwalał na tego typu poniżanie i obrażanie ze względu na rasę. W innych krajach, „wolność” ta może być z kolei skrajnie ograniczona np. w Turcji, Indiach czy Rosji. Warto dodać, że Twitter często proszony jest o rządy państw o usuwanie niektórych treści. Portal spełniał takie wymagania prawne w nieco ponad 54% przypadków. Problem polega na tym, że jeśli Twitter ma być całkowicie dostosowany do lokalnych społeczności, to wskaźnik ten może być bliski 100%. Wtedy trudno mówić o jakiejkolwiek wolności słowa.

Niektóre kraje zaczęły wywierać presję na platformy, aby spełniły ich żądania w sposób natychmiastowy. Przykładowo, w Indiach ten czas wynosi 24h, a wskaźnik usuwania nieodpowiednich dla rządu postów – aż 89%.  W przypadku odmowy, pracownicy Twittera mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności prawnej. Trudno więc się dziwić, że portal ulega w wielu przypadkach i wygląda na to, że będzie to robił jeszcze częściej, a może nawet zawsze. To nie ma nic wspólnego z wolnością słowa, o jaką walczy miliarder. Lepiej byłoby gdyby Elon Musk nie przejął Twittera.

Źródło: theverge, wired

Sprawdź najnowsze wpisy