O tym jak CyanogenMod 12 odwiódł mnie od kupna iPhone’a

Kamil Lewicki Artykuły 2015-09-30

CyanogenMod12

Kiedy wymieniłem swojego starego smartfona na Nexusa 4, nie miałem do niego żadnych zastrzeżeń. Jak to przy nowym sprzęcie bywa zachwycało mnie dosłownie wszystko. Z czasem zaczęło się pojawiać parę wad, których nie sposób zauważyć przy pierwszych piętnastu minutach. Z czasem zacząłem go nienawidzić, chcąc wymienić na produkt spod znaku nadgryzionego jabłka. Z czasem znów go pokochałem. Ten wpis dedykuję twórcom CyanogenMod.

 

Veni, vidi, vici

 

LG_Nexus_4_back_glass

 

Nexus 4 był u mnie na szczycie smartfonów, które sobie upatrzyłem. Dobra specyfikacja techniczna oraz nietuzinkowy design skutecznie odstraszały od niego pozostałych konkurentów. Podobał mi się również jego duży, wyraźny ekran HD. I te wszystkie cechy pozostawały niezmienne przez pierwsze kilka tygodni użytkowania. Nie myślałem, bym kiedykolwiek pragnął zmienić stockowego Androida na jakiś inny. Jednak mocno rozbudowana scena modderska, gros najlepszych i najbardziej wydajnych wariantów sprawił, że przegrałem walkę z samym sobą i podjąłem się modowania mojego Nexusa 4.

 

I wiecie co? Nie żałowałem ani chwili. Wtedy dopiero zobaczyłem, jakie ten smartfon ma możliwości, co dzięki kilku minutom poświęconym na wgranie innego ROMu mogłem zdziałać. Stało się to uzależniające, a minuty na zmienienie systemu zamieniały się w godziny zabaw dostosywywania kompozycji interfejsu. Jednak to nie zwolniło smartfona od kilku wad…

 

Gorący jak patelnia

 

Kiedy w moim telefonie drzemał jeszcze Android KitKat w wersji 4.4.2, a ja korzystając ze słuchawki łączyłem się z siecią Wi-Fi wszystko było w jak najlepszym porządku. Problemy zaczęły się pojawiać w chwili wyjścia na miasto i zapragnięcia posurfowania po Sieci za pośrednictwem 3G. Dosłownie kilka minut później Nexus zaczął się niemiłosiernie grzać. Zabawy z innymi systemami i kernelami na niewiele się zdały. Na szczęście Google zapowiedział nadejście Lollipopa. Czekałem jak na zbawienie.

 

Wow, wow, WOW!

 

lollipop

 

Android Lollipop zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po kilku chwilach użytkowania stockowej wersji systemu znów nie spodziewałem się, że kiedykolwiek wrócę do „zmodowanych” wariantów. Zwłaszcza, że wersje na najnowszym Androidzie dopiero raczkowały i miały masę błędów. Ja byłem wolny od wszystkiego – koniec z przegrzewaniem, koniec z problemami z baterią.

 

Niestety Google chyba za bardzo chciało pomóc nam, użytkownikom i zaczęło wypuszczać co jakiś czas aktualizacje – mniejsze, większe. W gruncie rzeczy zamiast usprawniać działanie systemu, zaczęły mu przeszkadzać. Z każdą kolejną paczką uaktualnień odnotowywałem wyraźnie krótszy czas pracy na jednym ładowaniu, a mój nadajnik GPS coraz częściej gubił sygnał. Będąc w środku miasta, korzystając z opcji „wysokiej dokładności” i mając pełny zasięg! Te niepotrzebnie przebyte dziesiątki kilometrów stały się bardzo cenne.

 

Pomocy, pomocy… CyanogenMod 12!

 

maxresdefault

 

Właśnie wtedy nadeszła ta chwila, kiedy zdecydowałem się na kolejną zmianę systemu. Straciłem na to dobre kilka godzin testując poszczególne wersje czystego Androida Lollipop – na każdej z nich występowały niepożądane przeze mnie problemy. W końcu zdecydowałem się na produkt sceny modderskiej – CyanogenMod. To była dobra decyzja.

 

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to mnogość ustawień – do teraz pewnych opcji po prostu nie ruszyłem, gdyż mija się to z moimi potrzebami. Niemniej możliwości „customizacji” są na tyle duże, że nie omieszkałem tego sprawdzić. Ustawienie wszystkiego pod siebie zajęło mi chwilę, więc w duchu wyczekiwałem następnego dnia, kiedy poddam smartfona testom w terenie. Już z samego rana zauważyłem, że spadek baterii jest znacznie mniejszy, a łapanie sygnału GPS nieco szybsze. Co więcej, nawet w lesie, pośród wielu drzew i na drogach umiejscowionych z dala od centrów miast nawigacja świetnie dawała sobie radę ani razu nie rozłączając się. Nie wskazywała też odmiennych kierunków, co w poprzednich wersjach systemu się zdarzało.

 

Również definitywnie zniknęło przegrzewanie się przy przeglądaniu Internetu po 3G. Co więcej, bateria trzyma znacznie dłużej i już nie muszę się martwić w połowie dnia o zasilanie, by nagle nie stracić kontaktu ze światem. Dzięki instalacji CyanogenMod znów czerpie przyjemność z korzystania z Nexusa 4, nie czuję potrzeby jego wymiany ani pociągu do iOS. Być może kiedyś to się zmieni, lecz na razie mam na powrót wszystko to, czego oczekuję od smartfona.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x