Oszust z Tindera netflix

Oszust z Tindera to nie ostrzeżenie – to zachęta dla oszustów

Bartosz Szczygielski Bartosz Szczygielski Artykuły

„Oszust z Tindera” to nowy film dokumentalny, który można obejrzeć na Netflix. To też jeden z największych hitów platformy, który w Polsce jest najczęściej oglądaną teraz produkcją. Zresztą chyba nie tylko w Polsce, ponieważ o filmie rozpisują się w zasadzie media na całym świecie. Po obejrzeniu dokumentu w głowie zostaje jednak więcej pytań, niż odpowiedzi, a na dodatek to idealny poradnik dla przyszłych oszustów.

Oszust z Tindera – nowy hit Netflix to prawie poradnik dla oszustów

Zacznę na wstępie od tego, że w poniższym tekście pojawią się SPOILERY, więc warto wziąć to pod uwagę przy dalszym czytaniu. Nie jest to może coś, czego nie dowiecie się z innych tekstów na temat tej sprawy, ale mimo wszystko to może być jakiegoś rodzaju niedogodność. Zacznę od samego streszczenia tego, o czym w ogóle opowiada „Oszust z Tindera”. Jak można domyślić się po nazwie filmu, ten opowiada o człowieku, który z wykorzystaniem m.in. Tindera oszukiwał różne osoby. Jednak sam Tinder nie jest tutaj żadną stroną, ani nie ma nic wspólnego z oszustwem. Portal został wykorzystany zarówno przez oszusta, jak i twórców filmu jako wabik. Ten dokument ogląda się trochę jak thriller. Mamy tutaj szybki, aczkolwiek czasem męczący montaż i tajemnice, które dopiero na końcu zostają częściowo rozwiązane.

Film skupia się na historii trzech kobiet (Cecili, Pernilli oraz Ayleen), które dały się oszukać mężczyźnie o imieniu Simon. Tego każda z nich poznała właśnie na Tinderze i to jedyna relacja platformy z całą tą sprawą. Równie dobrze można byłoby napisać, że to „Oszust z WhatsAppa”, ale to już takie chwytliwe by nie było. Można powiedzieć, że przedstawiona w filmie historia to jedna z tych, które często słyszymy odnośnie Internetowych przekrętów. Ktoś stracił pieniądze z powodu swojej łatwowierności. W tym przypadku dużo pieniędzy, ponieważ jedna z kobiet zaciągnęła pożyczki na około 250 tysięcy dolarów. Co więc sprawiło, że „Oszust z Tindera” jest tak popularnym dokumentem?

Zobacz też: Czy warto kupić Samsunga Galaxy S22 Ultra?

Sam sposób, jaki Simon wykorzystywał, by oszukać bohaterki filmu. Przedstawiał się bowiem jako syn miliardera odpowiedzialnego za wydobycie i handel diamentami. Na takiego zresztą się kreował i to nie tylko w mediach społecznościowych. Latał prywatnymi odrzutowcami, ubierał się w drogie ciuchy i chętnie stawiał kolacje czy finansował całe imprezy.

Mechanizm oszustwa, na który każdy mógłby się nabrać

Oszust z Tindera netflix opinia

Uwaga, tutaj zaczną się wspomniane SPOILERY. Twórcy „Oszusta z Tindera” w rozmowie z pokrzywdzonymi kobietami pokazują, jak Simon zdobywał fundusze. Najpierw przywiązywał do siebie kobiety, czyli nawiązywał z nimi różnego rodzaju bliższy kontakt. Spotykał się z nimi lub po prostu stawał się przyjacielem. Później pojawiało się zagrożenie ze strony „konkurencji”, a Simon miał być w niebezpieczeństwie. I co najważniejsze dla całej sprawy, nie mógł wtedy korzystać ze swoich środków. Prosił więc o pożyczki, gotówkę czy nawet o przesłanie karty kredytowej na inne nazwisko, niż jego. Pieniędzy później oczywiście nie oddawał, ale zapewniał, że albo zaraz odda albo jest jakiś problem w banku. Pieniędzmi od jednej pokrzywdzonej finansował pokaz dla drugiej i kolejnej i kolejnej.

Szacuje się, że Simon wyłudził w ten sposób około 10 milionów dolarów. Nie tylko od kobiet, ale to one były głównie jego celem. „Oszust z Tindera” nie stawia kobiet w roli naiwniaczek i bardzo dobrze, bo w podobnej sytuacji mógł znaleźć się każdy. Pieniądze potrafią zaimponować, a Simon był cierpliwy. Od jednej z pokrzywdzonych zaczął wyciągać gotówkę dopiero po 14 miesiącach związku. Dokument dobrze pokazuje techniki, którymi posługiwał się Simon i tym samym stał się nawet poniekąd poradnikiem, jak działać ma oszust. Wyobraźcie sobie, że wyciągacie w ten sposób od ludzi 10 milionów dolarów, a do więzienia trafiacie na… piętnaście miesięcy. Wychodzicie po pięciu. W więzieniu lądujecie nie za wyłudzenie, ale za kradzież czeku, co było jednym z pierwszych wykroczeń oszusta i to popełnionym jeszcze w Izraelu, gdzie odsiedział wyrok i teraz mieszka. Miał nawet konto na Instagramie i wyglądało na to, że powodzi mu się znakomicie.

Oszust z Tindera zostawia wiele niedopowiedzeń

Oszust z Tindera netflix

Po sensie filmu nie wie się jednak wszystkiego o sprawie. Nie ma wytłumaczenia, dlaczego wyrok był tak niski i co z resztą ofiar wyłudzenia. Widz nie odczuwa także ulgi wiedząc, że zło zostało ukarane. Wręcz przeciwnie, bo ma się wrażenie, że za tego typu wyłudzenia dostanie się co najwyżej lekko po nosie. Dobrze za to portretuje psychologiczny sposób w jaki działają oszuści. Powolne zdobywanie zaufania ofiary, uśpienie jej czujności, a dopiero później atak. I to nie zawsze taki, który widzi się od razu.

W dokumencie wspomniano także, że część z pokrzywdzonych kobiet dalej spłaca zaciągnięte pożyczki. Powstała nawet specjalna zrzutka na GoFoundMe, żeby pomóc ofiarom oszusta. Tam jednak nie ma słowa o tym, że celem jest spłacenie zadłużenia, a jedynie na powrót do życia. Trudno więc oceniać, czy wspomniane w filmie zadłużenie jest dalej aktualne. Nie jest to oczywiście najważniejsze w kontekście całej sprawy, ale jako widz chciałbym to wiedzieć. W sieci na ten temat informacji nie znalazłem. Cieszy to, że „Oszust z Tindera” nie pokazuje kobiet jako bezbronnych ofiar, jednak całość traci na mocy w momencie finału opowieści. Tutaj oczywiście niewiele można było z tym zrobić, bo to już szara, smutna rzeczywistość. Patrząc na tą opowieść można niestety dojść do wniosku, że bycie oszustem jest wyjątkowo opłacalne. Oby tylko film faktycznie nie stał się poradnikiem. I pozwólcie, że przypomnę – nie ufajmy każdemu!

Sprawdź najlepsze prezenty na Komunię

Partner poradnika:

Kup prezent na Komunię z apką PAYBACK i zgarnij punkty
Impression Tag
Sprawdź najnowsze wpisy