ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii
subskrypcja abonament

Pamiętam Windowsa na dyskietkach i zaczyna wkurzać mnie życie na subskrypcji

Autor: Bartosz Szczygielski Kategoria: Artykuły

Poniższy tekst może brzmieć jak narzekanie starego człowieka, który twierdzi, że „kiedyś to było lepiej”. I zapewne częściowo można to będzie tak odebrać, choć nie o to mi chodziło, kiedy zasiadałem do pisania. Ostatnio naszła mnie bowiem taka refleksja, która nie jest ani specjalnie odkrywcza ani zmieniająca światopogląd, ale zacząłem tęsknić do czasów, gdzie coś miało się na zawsze. Może nie na zawsze, ale na dłużej, niż jest to teraz.

Życie na subskrypcji

subskrypcja abonament

Chciałem obejrzeć ostatnio Snowpiercera, ale nie serial wyprodukowany przez Netflix, a film. Pamiętałem, że kiedyś był w ofercie VOD serwisu, ale oczywiście kiedy tylko chciałem go obejrzeć ponownie, już go tam nie zastałem. Można powiedzieć, że to często spotykana sytuacja. Zresztą podobne „zaskoczenie” spotkało mnie pod koniec zeszłego roku, kiedy Netflix skasował tyle ciekawych produkcji, że mogło zrobić się słabo. Chwilowo więc korzystam z HBO Go, ale aplikacja potrafi doprowadzić mnie do szału. Jednak ja tutaj nie o tym.

Im bardziej wszystko wokół nas przyśpiesza, tym mamy mniej rzeczy na własność. Subskrypcje są świetnym rozwiązaniem, któremu niejako kibicuję, bo sam z nich korzystam. Jednak jeżeli dłużej się nad tym zastanowić, to im więcej tego typu usług, tym gorzej. Patrząc na same VOD, to opłacanie wszystkiego, co mnie może interesować, daje sporą sumkę. Netflix, HBO Go i Amazon Prime Video to mój zestaw podstawowy. Do tego dochodzi jeszcze Apple TV+, choć tutaj korzystam z darmowego okresu próbnego i wiem, że do tego serwisu nie wrócę, dopóki nie pojawi się trzeci sezon serialu Ted Lasso.

Zobacz też: CES 2022 przyniósł wysyp… dziwnych robotów.

Dodajmy do tego subskrypcje na inne usługi – PlayStation Plus czy Spotify chociażby, a do tego programy potrzebne mi do pracy. Żadnej z tych rzecz tak naprawdę nie posiadam na własność. Filmów, muzyki czy niektórych gier i programów, a nawet książek. Skończy się płacenie, skończą się przyjemności. To trochę przypomina życie na subskrypcji i nijak nie pasuje do tego, co znam z czasów swojej młodości.

Kiedyś to było lepiej

Nawet nie chcę liczyć, ile pieniędzy zmarnowałem na subskrypcje, z których finalnie nie korzystałem lub robiłem to sporadycznie. Były miesiące, kiedy w ogóle nie odpalałem konkretnego VOD, a kasa leciała i tak wiem, to moja wina. Zgadzam się z tym, ale subskrypcje zaczynają pojawiać się w coraz to nowszych miejscach. Pakiety do samochodów czy możliwość drukowania to ostatnie z rzeczy, które przychodzą mi teraz do głowy. I obawiam się, że będzie tego coraz więcej i więcej. Powoli zmienia się stan rzeczy z posiadania na wypożyczanie. I to nie do końca takie, jak kiedyś. Nikt bowiem nie zagwarantuje mi, że dany serwis zapewniający konkretną usługę będzie istniał za rok.

Stąd też nawiązanie w tytule do Windowsa, którego dawno temu, można było mieć na dyskietkach, a potem na płytach CD. Dziś dostaje się cyfrowy klucz lub ten po prostu zapisany jest już na kupowanym sprzęcie. Niby to samo, ale nie do końca. Dalej mam uczucie, że jak nie mam czegoś w formie fizycznej, to nigdy tak naprawdę nie będzie to moje. Wiem, że w takim myśleniu mogę być odosobniony. Nowe technologie przyzwyczaiły nas do tego, że wszystko mamy „na już”. Chcę w coś zagrać? Nie muszę iść do sklepu czy zamawiać – dwa kliknięcia w cyfrowym sklepie i gotowe. Z filmami podobnie, bo przecież cyfrowe wypożyczalnie mają się dobrze. Książka? E-book po paru sekundach może być mój. Super, ale jak stracę z jakiegoś powodu dostęp do konta, nie mam nic.

Subskrypcje zostaną z nami na zawsze

Subskrypcje nie znikną już z naszego życia. Zbyt szybko użytkownicy się nimi zachłysnęli i zamiast czegoś, otrzymali jedynie namiastkę własności. Oczywiście takie rozwiązania też mają swoje plusy i jest ich całkiem sporo, ale jednocześnie zaczyna mnie martwić to odchodzenie od „fizyczności”. Laptopy bez czytników płyt, coraz większa dystrybucja cyfrowa filmów i gier. To wszystko ma służyć naszej wygodzie i po części tak jest, ale pozbawia nas także własności. Ostatnio uzupełniłem swoją domową bibliotekę kilkoma płytami z filmami i mam zamiar być w tym uzupełnianiu konsekwentny. Tylko co z tego, skoro od subskrypcji nie ma już ucieczki? Zanim się obejrzę, będę musiał wykupić subskrypcję na bułki w piekarni, a potem się okaże, że te zostały wycofane z oferty, ale mogę zamiast tego dostać jogurt. I wszystko będzie zgodne z regulaminem.

Sprawdź najnowsze wpisy