Netflix usuwa filmy i seriale ze swojej bazy dość często. Jednak taki pogrom, jaki ma nastąpić z końcem tego roku, sprawia, że wiele osób poważnie się zastanowi nad tym, czy warto przedłużać subskrypcję na kolejny miesiąc. Oczywiście wiele zależy od tego, czego oczekuje się od platformy VOD. Mimo wszystko ostatnie ruchy na rynku pokazują, że pozycja Netflixa może zostać zachwiana.

Netflix odbiera – filmy i seriale znikają z platformy

Netflix usuwa seriale

Przywykliśmy już do tego, że nic nie jest dane na stałe na Netflix. Produkcje usuwane są z platformy w różnych okresach, ale końcówka roku to prawdziwy exodus filmów oraz seriali. Zniknie ich naprawdę bardzo dużo, a wśród tytułów, które zostaną z platformy usunięte, będą praktycznie same „klasyki”. Jeżeli chodzi o seriale, to możemy pożegnać się z takimi tytułami, jak „Przyjaciele”, „Teoria wielkiego podrywu”, „Bajer z Bel-Air” czy „Plotkara”. Dla wielu użytkowników, a w tym i dla mnie, to seriale, które czasem lubiłem włączyć. Robiły za „tło”, kiedy miałem coś do zrobienia, a niekoniecznie chciałem się wpatrywać w telewizor. Owszem, cześć z produkcji dostępna jest także na kanale Comedy Central, ale nie o to chodzi.

Z Netflixa korzystam zapewne tak, jak większość z Was, czyli wybieram konkretną produkcję o konkretnej godzinie. Mam na coś ochotę i to włączam. Nie interesuje mnie to, że „Przyjaciele” lecą na Comedy Central od lat, bo choć jako „tło” może się to sprawdzać, to już słuchanie reklam i zapowiedzi jakoś mnie nie bawi. Tutaj Netflix miał dużą przewagę nad tradycyjnymi stacjami telewizyjnymi, ponieważ dawał mi wybór. Mogłem włączyć ulubiony odcinek czy nawet sezon, bez potrzeby sprawdzania w programie telewizyjnym, gdzie i o której będę mógł obejrzeć serial. Teraz ulubionych sitcomów oglądać na Netflix nie będę.

Zobacz też: Xiaomi Electric Scooter Pro 2 – jak sprawdził się sprzęt w naszym teście?

Nie jest problem, z którym nie da się żyć, ale to coś, co sprawia, że niekoniecznie mam ochotę na to, by przedłużać subskrypcję. Jednak seriale, które znikną z platformy, to nie wszystko, co skłania mnie ku temu, by zrezygnować z Netflixa.

Netflix daje, ale…

Niebo o północy Netflix

Trafić na dobry film, który został wyprodukowany przez Netflix, to prawie jak wygrać na loterii. Zdarza się, ale do raczej rzadkość. Ostatnio na platformie pojawiło się „Niebo o północy”. Szeroko reklamowana produkcja, gdzie pierwsze skrzypce grał George Clooney, który nie tylko był w produkcji aktorem, ale także ją reżyserował. I to rola Clooneya była jednym z największych plusów tego filmu, który miał interesujący pomysł wyjściowy, ale gdzieś po drodze zupełnie z niego zrezygnował. Nie będę tytułu Wam recenzował, bo jeżeli macie ochotę, sami go obejrzycie lub już to zrobiliście. Produkcja zajmuje w końcu pierwsze miejsce na TOP 10 najchętniej oglądanych tytułów na Netflix w Polsce. A to oznacza, że marketing zadziałał dobrze.

Klasyki też znikają

Lśnienie

Niezależnie od tego, czyli „Niebo o północy” jest dobrą produkcją, czy też nie, ta z Netflixa nie zniknie. Mówimy przecież o tytule, do którego to platforma ma prawa, więc możemy być pewni, że da się go obejrzeć tam przez całe lata. Tego samego powiedzieć się nie da o innych produkcjach, które mają na świecie miliony fanów. Z końcem roku pożegnamy z Netflixa m.in. trylogię „Władca Pierścieni”, „Ocean’s” i „Powrót do przyszłości”. Usunięte zostaną także wszystkie filmy z Batmanem, które reżyserował Christopher Nolan oraz cała seria filmów „Harry Potter”. Do tego znikną także „Lśnienie”, „2001: Odyseja kosmiczna”, „Wielki Gatsby”, „Gladiator”, „Ostatni samuraj” czy „Zapach kobiety”. Pełną listę produkcji, które zaraz znikną z Netflixa znajdziecie tutaj.

Dla mnie większość z tych filmów to tzw. „pewniaki”. Kiedy mam wolny wieczór i znudzi mnie już poszukiwanie czegoś do obejrzenia, włączam klasykę. Coś, co dobrze znam i wiem, że znajdę to na Netflix. W Święta, zamiast oglądać kolejną komedię romantyczną, których na platformie jest całe zatrzęsienie, odpaliłem „Ocean’s eleven”. I dobrze zrobiłem, bo 1 stycznia 2021 roku już bym tego zrobić nie mógł.

Netflix

Ulubione filmy tylko na płytach

Takie czyszczenie katalogu Netflixa to wynik tego, że platformie kończą się licencje na tytuły. I to logiczne, bo wiele z tych filmów i seriali trafi zaraz na HBO  Max lub Disney Plus. Netflix inwestuje w swoje tytuły i to można zrozumieć. Ja czekam na kolejne „Stranger Things” oraz „Wiedźmina”, ale do tego czasu z Netflixa korzystał już nie będę. Nie widzę sensu, ponieważ ich katalog w Polsce robi się coraz gorszy. To oczywiście moja opinia, ale wydaje mi się, że nie jestem w niej osamotniony. Takie czyszczenie na platformie pokazało mi także, że jeżeli chce mieć dostęp do klasyków, to muszę je mieć na płytach lub dysku. Wydatek większy, ale przynajmniej mam pewność, że mój ulubiony film dalej będzie dla mnie dostępny. A Wy jak podchodzicie do takich „czystek”? Nie obchodzą Was, a może macie podobne zdanie do mojego?

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Bartosz Szczygielski

Nowymi technologiami zajmuje się od kilku lat. Kiedy o nich nie pisze, to pewnie pisze kolejną książkę. Jeżeli nie pisze kolejnej książki, to pewnie ogląda seriale, a jeżeli nie ogląda seriali, to najprawdopodobniej śpi.