Zakupy online są obecnie bardzo popularne – w wielu przypadkach sklep, którego ofertą się interesujemy, jest polski, ale dostawca zagraniczny. W takich przypadkach możemy mieć do czynienia z platformą działającą w modelu dropshippingu. Przed decyzją o zrobieniu zakupów, lepiej zweryfikować kilka faktów.

Polski sklep i zagraniczny dostawca – czy robimy zakupy online u pośrednika?

źródło: UOKiK

Prosto od zagranicznego producenta, Nasi sprzedawcy z Azji Klient jest importerem towaru – spotkaliście się z takimi hasłami robiąc zakupy w sieci? Jeśli tak, najwyraźniej mieliście do czynienia z platformami działającymi w modelu dropshippingu. Polega on na tym, że proces wysyłki towaru do klienta jest przeniesiony na dostawcę, a konsument ma w zasadzie do czynienia z dwoma przedsiębiorcami. Pierwszy z nich to najczęściej firma zarejestrowana w Polsce. Drugim jest przeważnie podmiot z siedzibą na Dalekim Wschodzie, np. w Chinach.

W czym jest problem? Jeśli sprzedawca jest w Azji, możemy mieć problem z dochodzeniem naszych praw konsumenckich. Dlatego przed zrobieniem zakupów online powinniśmy sprawdzić w regulaminie, kto naprawdę jest sprzedawcą i za co odpowiada polski sklep. Jeśli na stronie internetowej lub w regulaminie pojawiają się zapisy typu „sprzedawca towaru z Azji” czy „klient jako importer towaru uiszcza opłaty celno-skarbowe”, konsumentowi powinna się zapalić czerwona lampka – mówi Tomasz Chróstny, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zdarza się, że po zakupie w sieci chcemy złożyć reklamację, bo produkt jest wadliwy. Czasami napotykamy na problemy z dostawą – zapłaciliśmy za towar, a go nie otrzymaliśmy. Konsumentom z Polski może być trudno cokolwiek wyegzekwować od sprzedawców z Azji.

Dropshipping ma różne warianty – które są korzystne dla klientów, a które nie?

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyróżnił trzy warianty dropshippingu i za chwilę do nich przejdziemy. Dla jasności dodajmy, że przedsiębiorca A to sklep internetowy zarejestrowany w Polsce, natomiast przedsiębiorca B – podmiot zagraniczny, od którego sprowadzane są towary.

  1. Przedsiębiorca A jest sprzedawcąa przedsiębiorca B – dostawcą. Taki wariant jest najkorzystniejszy dla kupujących. Za wszystko odpowiada polska firma, obowiązuje polskie prawo konsumenckie, a jeśli będziemy mieli jakieś problemy, będziemy dochodzić roszczeń od sklepu, który jest na miejscu.
  2. Przedsiębiorca A jest pośrednikiem, ale działa w imieniu i na rzecz konsumenta, a przedsiębiorca B jest sprzedawcą. W tym wariancie polski sklep zaznacza w swoim regulaminie, że bierze na siebie niektóre lub wszystkie obowiązki sprzedawcy. Jako klienci powinniśmy sprawdzić, za co dokładnie odpowiada sklep z Polski. W optymalnym wariancie przedsiębiorca A odpowiada np. za wady towaru z tytułu rękojmi oraz za dostarczenie zakupów w określonym czasie. Dobrze też, jeśli przyjmuje zwroty w przypadku odstąpienia od umowy.
  3. Przedsiębiorca A jest tylko pośrednikiem, a przedsiębiorca B – sprzedawcą. Ten wariant jest najmniej korzystny dla klienta i niestety najczęściej spotykany. Polski przedsiębiorca ma wobec konsumenta tylko takie obowiązki, jakie sam wpisał do regulaminu. Zdarza się, że… nie wpisał żadnych. Klient jest narażony na to, że w razie np. reklamacji będzie wysyłał produkty do dalekich krajów, gdzie obowiązują odmienne przepisy.

Apeluję do polskich przedsiębiorców, aby konstruując regulaminy swoich e-sklepów korzystali z wzorców, które są przyjazne, korzystne i przejrzyste dla konsumentów, aby brali na siebie obowiązki sprzedawców dotyczące reklamacji czy odstąpienia od umowy – mówi Tomasz Chróstny. Prezes UOKiK przekonuje, że taka postawa opłaci się przedsiębiorcom. Na rynku e-commerce jest duża konkurencja i klienci mogą docenić to, że w razie ewentualnych problemów nie będą odsyłani np. do Chin.

Zagraniczny dostawca towaru nie oznacza, że zakupy online będą nieudane. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach

UOKiK przygotował kilka rad dla osób robiących zakupy online. Co powinniśmy sprawdzić przed zakupem?

  • Regulamin na stronie sklepu internetowego. Jeśli go nie ma, zrezygnujmy z zakupu, jeśli jest – dokładnie go przeczytajmy i sprawdźmy, kto jest stroną umowy (sprzedawcą).
  • Kompletność informacji o sprzedawcy. Brak danych kontaktowych, siedziby lub pełnej nazwy wskazuje, że przedsiębiorca chce coś przed nami ukryć.
  • Czas oczekiwania na dostawę. Przepisy UE mówią, że nie powinien być dłuższy niż 30 dni. Jeśli podany termin jest dłuższy, możemy mieć do czynienia z dropshippingiem.
  • Lokalizacja siedziby sklepu, a dokładnie to, czy znajduje się ona w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Jeśli tak, obowiązują bardzo podobne prawa konsumenckie jak w Polsce.
  • Renoma sklepu u innych konsumentów.
  • Szczegółowe informacje odnośnie ceny. Jeśli jest podejrzanie niska, może nie uwzględniać cła i podatków.
  • Adres do wysyłki towaru w przypadku odstąpienia od umowy lub reklamacji.

Czytaj także: Oszuści na OLX są bardzo aktywni i ciągle udoskonalają swoją metodę

Co natomiast powinniśmy zrobić, jeśli napotkaliśmy nieuczciwego sprzedawcę w internecie? Jeżeli płaciliśmy kartą, możemy odzyskać pieniądze dzięki procedurze chargeback. W tym celu trzeba złożyć reklamację w banku. Strona sklepu jest podejrzana? Możemy powiadomić o tym firmę hostingową lub rejestratora domeny. W przypadku, gdy doszło do oszustwa, zawiadommy organy ścigania.

źródło: UOKiK

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Mateusz Nowak

Student dziennikarstwa i komunikacji społecznej, interesują go nowe technologie, a także kwestie społeczne i polityczne. W wolnym czasie czyta, słucha muzyki (głównie hip-hop) lub ćwiczy na siłowni.