Służby przesyłają nasze dane na kanałach otwartych, choć niektóre z nich mają już dostęp do tych szyfrowanych. Problem nakreślił Niebezpiecznik i trzeba przyznać, że jest on większy, niż można podejrzewać. Wprawdzie nic złego nie powinno się stać, jeżeli ktoś ma takie hobby i podsłuchuje kanały otwarte Policji czy Straży Pożarnej, ale mimo wszystko, niektóre informacje nie powinny wyciekać. Tymczasem każdy może mieć do nich dostęp, choć nie powinien.

Służby przesyłają nasze dane

Służby przesyłają nasze dane
Fot. Unsplash

Trzeba przyznać, że sam temat nie jest do końca jednoznaczny. Z jednej strony, służby przesyłają nasze dane z wykorzystaniem otwartych kanałów, a z drugiej potrzeba kogoś, kto by tego nasłuchiwał. Trzeba jednak przyjąć, że osoby skłonne do siedzenia ze skanerem częstotliwości się znajdą i takie dane mogą jakoś wykorzystać. O jakie dane może chodzić? Niebezpiecznik podaje kilka przykładów od osoby, która się do nich zgłosiła. Wśród nich znajdziemy informacje o interwencjach policji i miejscu prowadzenia obserwacji, adresy osób z podejrzeniem COVID-19 czy nawet numery PESEL konkretnych osób. Jeżeli zastanawiacie się, komu chciałoby się nasłuchiwać takich komunikatów, to podano także przykład… pomocy drogowej. Chwilę po zgłoszeniu kolizji ta pojawiła się na miejscu zdarzenia, a informacje o nim miała właśnie z nasłuchu.

Oczywiście nie wszystkie służby przesyłają nasze dane na kanałach otwarty, bo duża część z nich korzysta już z systemu TETRA. Szyfrowanie jednak jest stosunkową nowością w naszym kraju. Na stronie głównej Policji można znaleźć informację, że jego wprowadzenie nastąpiło w 2019 roku. I to nie we wszystkich miastach w Polsce, a jedynie kilku. Od tego czasu zapewne dalej jest to rozwijane, ale trudno powiedzieć w jakim stopniu. Wraz ze wprowadzeniem zaostrzonych przepisów o danych osobowych, zdawałoby się, że służby będą pierwszymi, które będą tego przestrzegać. Jednak tak nie jest, a przynajmniej nie do końca.

Zobacz też: Uwaga na „prezenty” od Allegro

Sprzęt do nasłuchu można kupić, ale lepiej uważać

Fot. Pexels

Sprzęt, który pozwala na nasłuchiwanie częstotliwości używanych przez służby, można spokojnie kupić w Internecie. Ile za niego zapłacimy? Nie są to ogromne pieniądze, bo rzędu 130-150 złotych. Trzeba mieć jakieś pozwolenie? Nie. Czy to oznacza, że taki nasłuch służb jest legalny? Nie do końca, choć to „śliski” temat dla znawców prawa. Teoretycznie sprawę rozwiązuje artykuł 267 Kodeksu Karnego, który brzmi następująco:

§1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego.

§ 3. Tej samej karze podlega, kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem.

§ 4. Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1-3 ujawnia innej osobie.

§ 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 1-4 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Tylko że tutaj podniesiona jest kwestia tego, że „otwiera się pasmo zamknięte”. W sytuacji, gdzie nasłuch następuje na otwartych i niezabezpieczonych niczym pasmach, nie powinno być mowy o żadnych problemach. Teoretycznie, bo za tego typu słuchania radia, zdarzały się już zatrzymania. Niebezpiecznik dotarł do sprawy sądowej, gdzie Sąd Okręgowy dość jasno się na ten temat wypowiedział, a sam czyn według Sądu został błędnie zakwalifikowany, jako naruszenie art. 267 §1 KK.

Trzeba zaś mieć na względzie – napisał sąd w uzasadnieniu – że informacje przesyłane za pomocą urządzeń radiowych pomiędzy funkcjonariuszami Policji nie są w żaden szczególny sposób zabezpieczane. Przesyłane są wprawdzie na określonej częstotliwości (tzw. kanale), jednak nie jest on w żaden sposób zabezpieczany (np. szyfrowany), a osoby postronne mogą uzyskać dostęp do tych informacji poprzez zwykłe przeszukanie częstotliwości, odnalezienie danego kanału i jego nasłuch.

Fot. Pexels

Co dalej z naszymi danymi i służbami?

Można więc powiedzieć, że sytuacja jest kuriozalna. Informacje przesyłane drogą radiową mogą naruszać RODO, ale mogą także sprawiać, że służby same są narażone na niebezpieczeństwo. Obywatel nie powinien podsłuchiwać służb, ale teoretycznie nie robi nic złego, skoro rozmowy prowadzone są na zwykłych, niezabezpieczonych częstotliwościach. Dobra wiadomość jest taka, że coraz więcej służb korzysta jednak z szyfrowanych połączeń. Szkoda tylko, że nie wszystkie.

Źródło: Niebezpiecznik

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Bartosz Szczygielski

Nowymi technologiami zajmuje się od kilku lat. Kiedy o nich nie pisze, to pewnie pisze kolejną książkę. Jeżeli nie pisze kolejnej książki, to pewnie ogląda seriale, a jeżeli nie ogląda seriali, to najprawdopodobniej śpi.