Czy Xiaomi zbiera dane z przeglądarki? Niestety, ale może tak się zdarzyć, a przynajmniej tak donosi spec od cyberbezpieczeństwa, który przeprowadził testy zabezpieczeń w smartfonie Xiaomi. Oczywiście firma zaprzeczyła, żeby jej urządzenia zbierały takie dane, ale jednocześnie jedno słowo w ich oświadczeniu sprawia, że nie do końca można im wierzyć. No, chyba że jesteśmy zbyt wyczuleni na niektóre kwestie.

Xiaomi zbiera dane z przeglądarki

Xiaomi zbiera dane z przeglądarki
Fot. PixaBay

Przetestowano kilka urządzeń z portfolio firmy, a wynik na każdym z nich był niestety podobny. Mowa tutaj o urządzeniach  Xiaomi Redmi Note 8, Xiaomi Mi A1, Xiaomi Mi 10, Xiaomi Redmi K20, oraz Xiaomi Mi Mix 3. Co ciekawe, w sprzętach z Android One na pokładzie, także dopatrzono się kodu w przeglądarce, który raczej nie powinien się tam znaleźć. Warto tutaj zaznaczyć, że mówimy o przeinstalowanej przeglądarce od Xiaomi oraz Mi Browser Pro czy Mint. Wszystkie są dostępne w sklepie Google Play, a pobrało je do tej pory ponad 15 milionów osób na całym świecie.

Okazuje się, że Xiaomi zbiera dane z przeglądarki oraz wysyła je na zewnętrzne serwery. Mowa tutaj o historii przeglądania, wynikach wyszukiwania, metadane czy informacje o tym, jakiej muzyki się słuchało. Dotyczyło to również sytuacji, kiedy korzystało się z trybu incognito. Brzmi poważnie i choć dobrze wiemy, że każda firma robi coś takiego, to tutaj eksperci Forbesa stwierdzili, że rozwiązania od Google oraz Apple zbierają mniej danych od użytkowników. Patrząc na to, można się zacząć zastanawiać, czy przypadkiem niższe ceny urządzeń od Xiaomi nie sprawiły, że płaci się za nie w inny sposób. Wprawdzie trudno ocenić, po co firmie z Chin byłaby informacja o tym, co oglądało się w trybie incognito, ale jest to odrobinę niepokojące.

Mało? Otóż okazuje się, że w tych danych znajdowały się także informacje o wyszukiwaniach z przeglądarek Google czy DuckDuckGo. Można było także zobaczyć, które foldery w telefonie się otwierało, czy jak poruszało się po ekranie smartfona. Forbes donosi, że paczki z takimi danymi wędrowały na serwery w Singapurze i Rosji, ale domeny zarejestrowane były w Pekinie.

Zobacz też: Wirtualna rzeczywistość od HTV na nowym poziomie

Co na to Xiaomi?

Xiaomi oczywiście zaprzecza, że zbieranie danych z ich telefonów jest niezgodne z prawem czy tym, na co zgodzili się użytkownicy. W przesłanych do redakcji Forbes odpowiedziach, pojawiło się jednak jedno słowo, które może martwić. Odpisano bowiem, że Xiaomi przestrzega praw oraz dba o bezpieczeństwo danych swoich klientów, a same wyniki przeprowadzonych testów są nieprawdziwe. Dodano także, że regulamin „strictly follows and is fully compliant with local laws and regulations on user data privacy matters”, co można przetłumaczyć jako „ściśle przestrzega i jest w pełni zgodny z lokalnymi przepisami i regulacjami dotyczącymi prywatności danych użytkowników”. I w tym wszystkim najbardziej może martwić słowo „lokalnymi”.

bezpieczeństwo danych
Fot. PixaBay

W końcu czytając regulamin korzystania z jakiejś aplikacji, zazwyczaj użytkowników nie interesuje to, jakie regulacje prawne występują w innych krajach. Przecież może się okazać, że to co gdzieś jest wątpliwe moralnie, gdzie indziej jest absolutnie normalne. Na postawione przez Forbesa zarzuty, Xiaomi odpowiedziało tak, jak można się było spodziewać. Czy faktycznie dane są zbierane w sposób, który nie powinny? Na załączonym filmie widać sposób ich pobierania, więc tutaj każdy odpowiedzieć musi sobie sam.

Poniżej oficjalne oświadczenie Xiaomi:

Xiaomi jest zaniepokojone tym, co przeczytało w artykule opublikowanym przez Forbes. Firma uważa, że została źle zrozumiana w związku z tym, co przekazała odnośnie zasad związanych z polityką prywatności danych. Prywatność i bezpieczeństwo internetowe naszych użytkowników są najwyższym priorytetem w Xiaomi. Jesteśmy przekonani, że ściśle przestrzegamy i stosujemy się do lokalnych przepisów i regulacji. Jesteśmy w kontakcie z Forbes, by wyjaśnić tę niefortunną, błędną interpretację.

Xiaomi Polska

Po co firmom nasze dane?

Nasze dane to waluta, która przekłada się potem na spore pieniądze. Firmy wiedzą, czego szukamy, jakie są nasze przyzwyczajenia i na co wydajemy pieniądze. Można więc podsyłać nam reklamy, które potencjalnie nas zainteresują. Czy to coś, czym trzeba się przejmować? Jeżeli jako użytkownicy nie jesteśmy świadomi takiego zachowania, to jak najbardziej.

Źródło: Forbes / XDA-Developers

Bartosz Szczygielski

Nowymi technologiami zajmuje się od kilku lat. Kiedy o nich nie pisze, to pewnie pisze kolejną książkę. Jeżeli nie pisze kolejnej książki, to pewnie ogląda seriale, a jeżeli nie ogląda seriali, to najprawdopodobniej śpi.