Tesla wyłączyła autopilota w używanym aucie po jego sprzedaży

Bartosz Szczygielski Artykuły 2020-02-07

Tesla wyłączyła autopilota w swoim samochodzie, kiedy ten trafił w ręce nowego klienta, bo ten za dodatek nie zapłacił. Funkcję wyłączono bez wiedzy nowego właściciela, ale jeżeli będzie miał ochotę ją włączyć, to wystarczy, że ją… kupi. Wygląda na to, że przyszłość rynku motoryzacyjnego wygląda nieciekawie.

Tesla wyłączyła autopilota zdalnie
Fot. Tesla Model S

Cała sytuacja brzmi wyjątkowo absurdalnie, ale widocznie w Stanach Zjednoczonych podejście do klienta może być różne. Ostatnio doszło tam bowiem do sytuacji, która wydaje się tak dziwna, że aż niemożliwa. I nie chodzi tutaj tylko o to, co zrobiła Tesla, ale co może zrobić i to bez wiedzy użytkownika.

Tesla wyłączyła autopilota w używanym aucie

Jak doszło do tego, że Tesla wyłączyła autopilota w używanym aucie w momencie, kiedy doszło do jego ponownego zakupu? Całą historię naświetliła strona Jalopnik, do której odezwał się właściciel Tesli Model S, którą zakupił od dealera samochodowego. Ten wcześniej wszedł w posiadanie samochodu na aukcji bezpośrednio od Tesli. W momencie zakupu auta, to było wyposażone w funkcję autopilota oraz całe FSC (Full-Self Driving Capability). Tymczasem kilka dni po tym fakcie, Tesla przeprowadziła zdalny audyt oprogramowania, a w jego efekcie w kolejnej aktualizacji systemu, wyłączyła autopilota.

Nowy właściciel samochodu o tym fakcie przekonał się dość boleśnie, bo w momencie, kiedy auto stało już u niego pod domem. Odezwał się więc do producenta, a ten stwierdził, że w funkcjonalność została usunięta, bo nowy właściciel za nią nie zapłacił. Dealer, który sprzedawał auto, reklamował m.in. jego funkcje autopilota i wygląda na to, że nie upewnił się, czy są one dalej dostępne w modelu. Jednak do ich usunięcia doszło już po zakupie Modelu S od samej Tesli. Audyt firmy powinien być raczej przeprowadzony przed wystawieniem samochodu na aukcję, a nie tuż po tym. Nawet jeżeli w tym konkretnym modelu nie była przewidziana funkcja autopilota (bo np. był to błąd w systemie), możliwość zdalnego wyłączania za pomocą aktualizacji to coś, co nie powinno mieć miejsca.

Zobacz też: Czego nie oglądać na Netflix?

Kto ma rację?

Człowiek, który zgłosił się do Jalopnik, chciał pozostać anonimowy, ale przesłał szereg dokumentów, które potwierdzają jego wersje wydarzeń. Alec (taki pseudonim przyjął właściciel samochodu, by pozostać anonimowym) oczywiście skontaktował się z producentem, ale ten nie miał dla niego dobrych wiadomości. Tesla w odpowiedzi potwierdziła usunięcie autopilota, przeprosiła za zamieszanie, ale była otwarta na to, żeby przeprowadzić dodatkowy zakup w celu wprowadzenia funkcji ponownie do samochodu. Takie coś kosztuje około 8 tysięcy dolarów, czyli mniej więcej 31 tysięcy złotych.

Fot. Tesla Model S

Najbardziej niepokojące jest w tym wszystkim nie to, że Tesla chciała ponownie namówić klienta na zakup czegoś, co już raz kupił. Najgorsze jest tutaj to, że Tesla wyłączyła autopilota w używanym aucie, które nie należało już do nich. Audyt został już przeprowadzony przecież po sprzedaży Modelu S. Takie coś sprawia, że zaczynamy wątpić w to, czy warto kupować samochód, który w każdej chwili może być zdalnie pozbawiony funkcjonalności. To tak, jakby inny producent stwierdził, że należy wymontować w naszym samochodzie ABS, a potem przyjechał i fizycznie rozmontował auto na podjeździe. Tutaj wszystko odbyło się zdalnie, ale mechanizm jest ten sam.

Zobacz też: Bielizna od T-Mobile

Używany samochód to problem?

Jeżeli faktycznie wszystko przebiegło tak, jak opisał to Jalopnik, to należy poważnie zastanowić się nad tym, czy kupowanie używanego samochodu jest bezpieczne. Jeżeli Tesla jest w stanie wyłączyć w nim pewne funkcje w dowolnym momencie, to lepiej chyba nie ryzykować. W sieci można także znaleźć wypowiedzi innych użytkowników samochodów Tesli, którzy skarżyli się, że ich funkcje FSC ostatnio przestały działać. Wprawdzie sprawa wyjaśniła się i naprawiła z kolejną przesłaną do nich aktualizacją, ale niepewność i tak pozostaje. Nagle możemy bowiem zostać bez czegoś, co powinno działać i to bez wcześniejszego powiadomienia.

Opisany przypadek pokazuje, że bycie właścicielem samochodu, niekoniecznie oznacza, że ma się nad nim kontrolę. A Tesla daje i Tesla odbiera.

Źródło: Jalopnik / The Verge / Engadget






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x