Najgorsze filmy na Netflix

Najgorsze filmy na Netflix – 5 tytułów, których lepiej unikać

Artykuły

Jakie są najgorsze filmy na Netflix? Niestety, jest w czym wybierać, bo choć sama platforma zasypuje swoich klientów premierami, to trafienie pośród nich na perełkę, graniczy z cudem. O wiele łatwiej znaleźć to, czego oglądać zwyczajnie nie warto. Czujcie się ostrzeżeni.

6 Underground
Fot. Netflix

Wyróżnikiem serwisów VOD jest nie tylko katalog produkcji, ale też to, co same tworzą. Nie będzie chyba zaskoczeniem dla nikogo, jeżeli powiedziałoby się, że HBO produkuje najlepsze seriale. Netflix też ma całkiem sporo wartościowych produkcji, ale jeżeli spojrzymy na ich pełnometrażowe produkcje, czasem można załamać ręce. Oczywiście nie wszystkie, ale akurat teraz zajmiemy się chwilę tymi, które lepiej omijać szerokim łukiem.

Nie przegap
Nie pozwól, by cię inwigilowano – zainwestuj w VPN!
polacy internet
Żyjemy w czasach, w których słowa „prywatność” i „internet” niekoniecznie idą w parze. W Sieci jesteśmy obserwowani cały czas, co oczywiście nie oznacza, że musimy się na to godzić. Są bowiem rozwiązania, które pozwalają ukryć swoją prawdziwą tożsamość w internecie i tym samym utrudnić osobom trzecim podglądanie naszych zachowań. Niewiele osób wie, że kilka lat temu […]

Najgorsze filmy na Netflix

Zaznaczamy, że to oczywiście subiektywny wybór autora tego wpisu, więc pozwolę sobie zmienić formę na bardziej felietonową. Wybierając najgorsze filmy na Netflix, kierowałem się oczywiście swoimi gustami i tym, czego od konkretnej produkcji oczekiwałem. Niektóre z niżej opisanych zawiodły mnie nie dlatego, że były źle nakręcone, zmontowane czy też napisane. Spodziewałem się po nich po prostu czegoś innego, a kampania marketingowa Netflixa, zwyczajnie wprowadziła mnie w błąd. Dobra, kończę się tłumaczyć i przechodzę do sedna. Oto najgorsze filmy na Netflix, które obejrzałem w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Zobacz też: Wyniki Disney+ zaskakują

6 Underground

Zaczynam chyba od najgłośniejszej premiery ostatnich tygodni. Nowy film Michaela Baya z gwiazdorską obsadą. Spodziewałem się przesadzonego kina akcji, ale jednak takiego, które będzie miało jednak choć odrobinę sensu. Tymczasem dostałem orgię wybuchów, kraks samochodowych oraz zbliżeń na martwe ciała. Owszem, Bay oferował to swoim widzom już wcześniej, ale chyba nigdy nie z taką intensywnością. „6 Underground” wyglądało dla mnie jak nieudany pastisz, a zamiast interesującego „odmóżdżacza”, dostałem niestrawną produkcję. Do jej końca wytrzymałem z wielkim trudem, a najgorsze jest to, że film może doczekać się kontynuacji. I to nie jednej…

Cisza

„Bird Box” mnie nie zachwycił, ale miał swój klimat, czego nie da się powiedzieć o „Ciszy”. Nastała moda na to, by produkować horrory, które starają się przełamać znane od dawna schematy. Mieliśmy „Uciekaj” czy „Ciche miejsce”. „Cisza” też próbowała pokazać strach z odrobinę innej strony, ale poległa na prawie każdym możliwym polu. Począwszy od tragicznego CGI, poprzez fabułę, a skończywszy na grze aktorskiej. Całości nie uratował nawet Stanley Tucci, który chyba znalazł się na planie przez pomyłkę lub przez zbyt szybko podpisany kontrakt. Jeżeli macie ochotę na niestandardowy horror, to lepiej obejrzycie „Ciche miejsce”, a „Ciszę” omijajcie z daleka.

Polar

Od premiery „Polar” na Netflix minął już prawie rok, ale ja do produkcji podchodziłem kilkukrotnie. Za pierwszym razem poddałem się pod 15 minutach, a kolejne podejścia niewiele w moim odbiorze tego dzieła zmieniały. Adaptacja komiksu miała wszelkie zadatki na to, by stać się interesującym kinem zemsty. Mrocznym, krwawym i wciągającym, choć opierającym się na ogranych schematach. Zamiast tego otrzymałem jednak coś, co wyglądało jak produkcja skierowana na rynek VHS, ale ze znacznie większym budżetem. Dodatkowo wszystko podkręcone do granic absurdu.

W wysokiej trawie

Netflix lubi się ze Stephenem Kingiem, a niektóre z adaptacji jego powieści są naprawdę przyzwoite (jak chociażby „1922”). Jednak kiedy bierze się na warsztat krótkie opowiadanie (napisane razem z synem dodatkowo), trudno z niego uszyć coś naprawdę wartościowego. Mamy za to sporo absurdów i ludzi błąkających się w… wysokiej trawie. Grozy tutaj nie uświadczymy, ale za to parę razy można załamać się, patrząc na poczynania głównych bohaterów. Lepiej powtórzyć sobie seans „Misery”.

Zabójczy rejs

Mógłbym powiedzieć, że to po prostu kolejny film z Adamem Sandlerem i to wystarczyłoby za wyjaśnienie, ale nie przesadzajmy. Aktor ma naprawdę wybitne role w swojej karierze („Lewy sercowy”), to jednak w „Zabójczym rejsie” zagrał tak, jak w każdym innym filmie komediowym. Sama fabuła miała ogromny potencjał. Twórcy świadomie bawili się z konwencją kryminału, ale coś tutaj „nie zagrało”. Przynajmniej dla mnie był to wielki zawód.

Zgadzacie się z moim wyborem czy może macie swoją listę najgorszych produkcji na Netflix?

Źródło: Netflix






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x