Powszechnie uważa się, że iPhone’y to bardzo bezpieczne smartfony, odporne na różnego rodzaju malware. Coś w tym rzeczywiście jest, ale to nieprawda, że smartfonów od Apple nie da się zhakować. Dobitnie przekonał się o tym miliarder Jeff Bezos, właściciel m.in. Amazona, którego dane wykradziono w 2018 roku. Teraz wyszło na jaw, w jaki sposób hakerzy dostali się do jego iPhone’a X oraz kto najprawdopodobniej jest za to odpowiedzialny.

Jak zhakowano iPhone’a X Jeffa Bezosa?

apple iphone

W 2018 roku iPhone X Jeffa Bezosa został zhakowany. Za atakiem rzekomo stał saudyjski książę. Choć brzmi to absurdalnie, jest w tym jakieś wytłumaczenie. Otóż The Washington Post, który również należy do Bezosa, prowadzi śledztwo w sprawie możliwego udziału Mohammeda bin Salmana w zabójstwie dziennikarza Jamala Khashoggi. Atak hakerski na smartfona właściciela Amazona rzekomo miał na celu zebranie odpowiednio dużo materiałów przeciwko mężczyźnie, by następnie zmusić go do zakończenia wspomnianego śledztwa.

Zobacz także: [Promocje dnia] HTC Desire 19+, Google Pixel 3, Canon EOS M50 i więcej w super cenach

Odpowiadając na pytanie w nagłówku – Jeff Bezos otrzymał na WhatsAppie od saudyjskiego księcia wiadomość z plikiem wideo, który ważył zaledwie 4,4 MB. Co ciekawe, wspomniany plik zawierał też złośliwy kod, który umożliwiał atakującym dobranie się do wszystkich plików iPhone’a ofiary (m.in. wiadomości tekstowych, zdjęć). Najbardziej przerażający w tym wszystkim jest fakt, że wideo wcale nie musiało zostać odtworzone, by malware zaczęło działać.

Wszystkie opisane powyżej odkrycia zawdzięczamy firmie zajmującej się cyberbezpieczeństwem, którą wynajął Bezos do zbadania smartfonu po incydencie. Według specjalistów ds. bezpieczeństwa malware użyte do ataku pasowało do programów szpiegujących wykorzystywanych w innych atakach przeprowadzanych przez saudyjskie służby wywiadowcze.

Wszystkie poszlaki wskazują na jedną osobę

Nie da się ukryć, że wszystkie poszlaki w sprawie ataku hakerskiego na iPhone’a X Jeffa Bezosa wskazują na Mohammeda bin Salmana, choć to oczywiście nie oznacza, że to rzeczywiście on stoi za całym przedsięwzięciem. Teoria The Washington Post jak najbardziej ma sens, a jeśli chodzi o odkrycia firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem, to po prostu ciężko uwierzyć, by były one zwykłym zbiegiem okoliczności.

Jak nie trudno się domyślić, rząd Arabii Saudyjskiej zaprzecza wszelkim oskarżeniom. Zresztą dość zaskakujące byłoby, gdyby się przyznali. Cała sprawa jeszcze nie przeszła do historii, a co więcej, jest ogromna szansa, że kraj Mohammeda bin Salmana stanie w obliczu śledztwa karnego prowadzonego przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ). Wydaje się to być jedynie kwestią czasu.

Sytuacja jest rozwojowa. Gdy pojawią się jakieś nowe informacje, to na pewno damy znać.

Źródło: PhoneArena, 9to5Google

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Kacper Kościański

Pasjonat nowych technologii, dobrych seriali i gier.