W ostatnim czasie coraz częściej odchodzimy od posiadania pewnych rzeczy na własność i wybieramy abonamenty. Dotyczy to niemal wszystkich gałęzi rynku, jednym ze skrajnych przypadków są samochody na abonament. Wszystko ma swoje wady i zalety, jednak w przypadku serwisów streamingowych i VOD uważam, że coś poszło nie tak.

Piractwo i multimedia

Dawno temu, głównie w czasach kaset VHS filmy wypożyczało się w wypożyczalniach lub kupowało. Z czasem pojawiły się płyty CD i DVD, upowszechnił się dostęp do internetu, a wypożyczalnie znikły z rynku. Piractwo osiągnęło niewyobrażalny poziom. Z handlu pirackimi multimediami i oprogramowaniem słynął między innymi nieistniejący już Stadion Dziesięciolecia w Warszawie, choć tam można było kupić dosłownie wszystko. Po upowszechnieniu się nagrywarek w domowych komputerach multimedia były kopiowane przez samych użytkowników. Później upowszechnił się wspomniany wcześniej internet, zaczęła się era programów takich jak uTorrent, eMule czy Ares.

VOD i piractwo

Amazon Prime Video

Wraz ze wzrostem przepustowości łączy internetowych zaczęły się pojawiać usługi, które kiedyś nie miałyby racji bytu. VOD szybko okazało się lekiem na piractwo. Po co szukać filmów na pirackich stronach, skoro można zapłacić miesięczny abonament i mieć dostęp do ogromnej bazy wideo? Po drodze coś się jednak zepsuło. Pojawiały się kolejne serwisy VOD, które próbowały ze sobą konkurować. Nie byłoby problemu, gdyby konkurowanie ograniczało się do bazy filmów, ceny czy ewentualnych ograniczeń. Zaczęły pojawiać się produkcje na wyłączność, które okazały się problemem dla użytkowników. Chcąc obejrzeć np. serial „Mr. Robot” lub program „The Grand Tour” trzeba wykupić usługę Amazon Prime. Niedawno CDA dogadało się z Bartoszem Walaszkiem, autorem słynnej kreskówki „Kapitan Bomba”, w efekcie czego w CDA Premium możemy obejrzeć „Porucznika Kaburę”. W takim wypadku musimy opłacić dwie różne usługi. Co jeśli potencjalny użytkownik jest zainteresowany także produkcjami Netfliksa? Prawdopodobnie skorzysta z pirackich źródeł, ponieważ opłacanie kilku abonamentów nie ma sensu.

Co zostanie po serwisach VOD

Jakiś czas temu z polskiego rynku uciekł serwis Showmax. Tam także dostępne były produkcje oryginalne, do których prawa Showmax próbował sprzedać innym serwisom. Ponownie wracamy do postaci Bartosza Walaszka i tworzonej przez niego kreskówki „Egzorcysta”, która nie doczekała się kontynuacji. Walaszek na własną rękę udostępnił wydane wcześniej odcinki w serwisie YouTube, co skończyło się zablokowaniem jego kanału. Finalnie kreskówka nie jest nigdzie dostępna. Warto się tu zastanowić co się stanie, gdy któraś z obecnie działających usług zostanie zamknięta. Co zostanie z tych wszystkich oryginalnych produkcji?

Co nam pozostanie po streamingu muzyki?

Nie ukrywam, że kupowanie filmów nie ma żadnego sensu, ponieważ przeważnie oglądamy je tylko raz. Inaczej sprawa wygląda w przypadku muzyki, którą słuchamy wielokrotnie. Za około 20 złotych miesięcznie mamy dostęp do dużej bazy muzyki, co mogłoby wydawać się świetnym rozwiązaniem. Pierwszy problem polega na tym, że nie znajdziemy wszystkiego, dotyczy to głównie starszej muzyki. Drugim problemem jest to, że w razie wstrzymania subskrypcji zostajemy z niczym. Opłata miesięczna wynosi mniej więcej tyle, co przeciętny album. Po kilku latach subskrypcji możemy mieć powód do niezadowolenia. Pomijam już ograniczenie w postaci możliwości odtwarzania muzyki wyłącznie na telefonie, komputerze, telewizorach ze SmartTV i rzadko spotykanych odtwarzaczach strumieniowych. Cała reszta jest w zasadzie niekompatybilna. Jeśli w przyszłości całkowicie przejdziemy na streaming to może dojść do sytuacji, w której pewne albumy będą znikały bez śladu z sieci. Czy to na pewno dobra droga?

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Adrian Celej

Fan nowych technologii, Androida i Linuksa. W wolnych chwilach także elektronik-amator.