USA chce mieć pełną kontrolę nad działaniami ZTE i Huawei

mm Paweł Maretycz Artykuły 2019-11-28

Departament Handlu USA podobno rozważa dość niepokojący wniosek. Miałby on upoważnić do formalnego zatwierdzenia sekretarza ds. handlu Wilbura Rossa wszystkich wrażliwych transakcji, które wiążą się z importem zagranicznych technologii i związanym z tym ryzykiem dla bezpieczeństwa narodowego. Zgodnie z Financial Times plan ten ma przede wszystkim na celu udaremnienie ryzyka infiltracji osób trzecich. To natomiast rzekomo wynika ze sprzętu pochodzącego z Chin. Warto tutaj jednak jeszcze raz podkreślić, że jak do tej pory USA nie było w stanie udowodnić tego typu działań. Mimo to wszelkie swoje akcje i naciski na sojusznikach opiera na domniemanym szpiegowaniu.

USA dąży do kontroli nad ZTE i Huaweiem

USA kontrola ZTE Huawei

Chociaż to nakreślone podejście nie wspomina konkretnie o ZTE czy Huaweiu, implikacje dla tych dwóch gigantów technologicznych są oczywiste. Zgodnie z przekazanymi szczegółami, Ross będzie uprawniony do wstrzymania lub zmiany wszelkich transakcji, które dotyczą wymiany wrażliwego sprzętu, oprogramowania lub usług danych pomiędzy podmiotem amerykańskim a podmiotem powiązanym z zagranicznym przeciwnikiem. Co ciekawe, ustalenie, kto lub co stanowi zagranicznego przeciwnika, pozostanie w wyłącznej gestii sekretarza handlowego. Jednak obecnie ten status obejmuje Chiny i firmy pochodzące z tego kraju. Wszystko to ma w końcu miejsce w kontekście wojny handlowej USA i Chin. Za wrażliwy sprzęt uchodzi natomiast ten do budowy sieci telekomunikacyjnej. To właśnie ZTE i Huawei są jednymi z największych producentów takich urządzeń na świecie. Jednocześnie wypadają najkorzystniej pod względem finansowym.

USA zdało sobie sprawę z problemów

Stany Zjednoczone do tej pory utrzymywały pełny zakaz udziału w budowie sieci dla powyższych firm. Jednak jak widać, w końcu doszły do nich konsekwencje takich decyzji. Bez udziału Huaweia i ZTE nie będą w stanie pokryć sensownego obszaru zasięgiem tej sieci. Warto tutaj zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone są olbrzymim krajem. Dlatego pokrycie tak dużego terenu zasięgiem nie jest łatwe i wymaga wielu nadajników. W samych metropoliach sytuacja także nie wygląda lepiej. A to ze względu na gigantyczną wręcz liczbę urządzeń logujących się do sieci, co także wymusza bardzo gęste rozmieszczenie nadajników.

Działania te zabezpieczą łańcuch dostaw technologii informacyjno-komunikacyjnych i zademonstrują nasze zaangażowanie w zabezpieczenie gospodarki cyfrowej, jednocześnie realizując zaangażowanie prezydenta Trumpa w naszą infrastrukturę cyfrową.

— powiedział Wilbur Ross.

Zobacz też: Microsoft nie wierzy w rozrywkę przy pomocy wirtualnej rzeczywistości

Ze swojej strony, Departament Handlu poinformował, że sekretarz ds. handlu przyjmie indywidualne, specyficzne dla każdego przypadku podejście do ustalenia, które transakcje muszą być zakazane, a które mogą być złagodzone. Eksperci techniczni, firmy amerykańskie i inne zainteresowane strony mają teraz 30 dni na przedstawienie propozycji zmian w Departamencie Handlu, który nie opracował jeszcze protokołów wdrożeniowych dla tego planu. Wydaje się to być krokiem w stronę złagodzenia ograniczeń nałożonych na firmy z Państwa Środka.

Obawy względem tej decyzji

Kilka zainteresowanych stron wyraziło dość słuszne zastrzeżenia co do skali uprawnień przyznanych jednej osobie. I rzeczywiście, w chwili obecnej ostateczna decyzja zależy od jednego człowieka. I to takiego, który przy okazji dostał już łatkę bycia marionetką Trumpa. Financial Times zacytował Kevina Wolfa, partnera w kancelarii Akin Gump:

Jest to swego rodzaju nowy CFIUS [Komitet Do Spraw Inwestycji zagranicznych — przy. autora]. Jednak taki, który nie dotyczy inwestycji w amerykańską firmę, ale każdej transakcji technologicznej. To tworzy zupełnie nową biurokrację i zupełnie nową strukturę regulacyjną.

I samo to nie byłoby aż tak złe, mimo niepotrzebnego zwiększania biurokracji. Jednak największym problemem jest to, że w całej tej strukturze będzie tylko jedna osoba decyzyjna. Samo to grozi natomiast korupcją i nepotyzmem, stojąc w całkowitej sprzeczności do wartości demokratycznych.

Stany Zjednoczone największym przegranym wojny handlowej

Od ponad roku chińskie firmy technologiczne są poddawane intensywnej kontroli w Waszyngtonie. Oficjalnie dzieje się tak z powodu powszechnych obaw przed  szpiegostwem Pekinu. W maju prezydent Trump powołał się na International Emergency Economic Powers Act. Ten daje mu prawo do regulowania handlu w odpowiedzi na zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Co więcej, poprzez rozporządzenie wykonawcze, Trump zakazał korzystania z dotacji federalnych na zakup sprzętu telekomunikacyjnego od pięciu chińskich podmiotów, które również obejmowały Huawei.

W całej tej sytuacji Departament Handlu został centralnym punktem intensywnych działań lobbingowych. Te są podejmowane przez szereg amerykańskich firm telekomunikacyjnych w celu zniesienia zakazu dla Huaweia. Kilku dostawców usług szerokopasmowego dostępu do internetu na obszarach wiejskich ostrzegło przed przedłużającymi się opóźnieniami i wzrostem kosztów wdrożenia 5G, jeśli sprzęt Huawei nie będzie dostępny. Wydaje się, że pan Ross wziął pod uwagę te ostrzeżenia. Pozostaje jednak pytanie: co jeśli Huawei odmówi brania udziału w tej grze? Osobiście uważam, że dobrym ruchem ze strony chińskiego giganta byłoby postawienie w tej sytuacji warunków obejmujących zniesienie, bądź złagodzenie zakazu także na innych płaszczyznach. Na przykład przywrócenie dostępu do usług Google dla ich urządzeń z Androidem.

Źródło: wccftech






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x