Militaryzacja kosmosu, czyli powrót „Gwiezdnych Wojen”?

Mateusz Fronczak Artykuły 2019-11-19

W momencie, gdy w 1969 roku Amerykanie pomyślnie wylądowali na powierzchni księżyca, ludzie na całym świecie mogli uznać to za początek nowej, kosmicznej ery rozwoju człowieka. O ile jednak zdobycie srebrnego globu było wydarzeniem bez precedensu, to główną motywacją pozostawała walka polityczna w tle. Gdy osiągnięto cel, entuzjazm szybko się wyczerpał, misje Apollo pozostały astronomicznie drogie, a priorytety uległy zmianie i temat schodził na dalszy plan. W poprzednich dekadach głównymi rozgrywającymi w kosmosie pozostawały Stany Zjednoczone i Rosja, które osiągnęły pewien konsensus dla rozwoju nauki – współpracowali, okazjonalnie dopuszczając do zabawy przedstawicieli innych krajów. Jednak w związku z rozwojem technologii, na scenie pojawiają się nowi, samodzielni gracze…

Defensywa w kosmosie

kosmos

Pod koniec lipca 2019 roku prezydent Emmanuel Macron ogłosił zamiar powołania sił kosmicznych Republiki Francuskiej, podobnych w założeniu do „Space Force” Donalda Trumpa, zapowiedzianych w 2018 roku. Głównymi celami nowego rodzaju sił zbrojnych ma być zwiększenie możliwości odpierania zagrożeń w kosmosie, wzmocnienie środków nadzoru i przysposobienie własnej infrastruktury kosmicznej do samoobrony. W grudniu 2019 roku – podczas londyńskiego szczytu – przywódcy NATO mają pochylić się nad kwestią uznania przestrzeni pozaziemskiej za możliwy teatr działań zbrojnych. Wszystko to odbywa się w tym samym czasie, w którym Chiny i Indie przeprowadzają testy naziemnej broni anty-satelitarnej i planują bazy księżycowe, Rosjanie modernizują wojsko – w tym siły powietrzno-kosmiczne, a prywatne firmy są zdolne do produkcji rakiet i wynoszenia własnych obiektów na orbitę.

Zobacz też: Chińczycy świętują

Fair play i Traktat Kosmiczny z 1967 roku

kosmiczny

Interesujące, że USA i Francja otwarcie określiły przestrzeń pozaziemską jako teatr potencjalnych działań militarnych i stanowczo wyraziły koncepcję aktywnej obrony własnych zasobów. Obrony, gdyż atak byłby niezgodny z prawem międzynarodowym. Wszyscy przecież wiemy, że światowi politycy mają głęboko w sercu przestrzeganie funkcjonujących przepisów, zwłaszcza tych transnarodowych… Obecnie 108 państw jest sygnatariuszami Traktatu Kosmicznego z 1967 roku o pokojowej współpracy w sferze kosmicznej. Dokument nie pozwala umieszczać na orbicie broni ofensywnej i masowego rażenia czy przeprowadzania manewrów wojskowych i fortyfikowaniu ciał niebieskich. O ile brzmi to futurystycznie, warto wspomnieć, że NASA po sukcesie misji Apollo 11, przewidywało niezwłoczną budowę atomowej stacji badawczej na księżycu. Przyszłość zweryfikowała te plany. Wracając do czasów teraźniejszych – w minionych latach państwa-gracze ograniczały się do działalności wywiadowczej i logistycznej, teoretycznie nie łamiąc wspomnianej umowy. Jednak postępujący rozwój kosmicznej samoobrony napędza inne państwa do opracowywania własnych rozwiązań, które zapewnią bezpieczeństwo na wypadek konfliktu w przyszłości.

Zobacz też: Messenger na Windowsa

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku?

kosmiczna

USA oskarża Chiny i Rosję o militaryzację kosmosu, więc musi przeciwdziałać. Indie budują swoje siły defensywy w obawie przed Państwem Środka. Rosja pręży muskuły i rozwija swój arsenał. Francuzi chcą zasiąść do kosmicznego stołu, a Niemcy kręcą głową. Chińczycy planują dominację kosmiczną w ciągu najbliższych lat, a ich sondy badają już księżyc… Moim zdaniem, to o tyle interesujące, że taka forma „Gwiezdnych Wojen” mocno przyśpieszy rozwój technologii kosmicznych, które podobnie do np. GPSu, mogą później służyć zwykłym ludziom i różnym sektorom cywilnym – o ile wojskowi wybawią się w spokoju, oczywiście. Rywalizacja niekoniecznie musi być negatywnym zjawiskiem. Może jestem optymistą, ale zakładam, że konflikt na dużą skalę nie jest możliwy w najbliższej przyszłości, gdyż jest zwyczajnie nieopłacalny w dobie globalnej wioski. Ponadto niszczenie satelitów wroga może wpływać na własne obiekty, państw neutralnych czy sojuszniczych, a to ogromne koszty dla wszystkich – szczątki mogą zaśmiecać przestrzeń okołoziemską, doprowadzając do paraliżu funkcjonujących technologii albo katastrof ekologicznych. Po co to komu? Niech zatem politycy montują swoją wymyślną broń laserową, karabiny, rakiety. Wynoszą coraz lepsze maszyny i budują stacje kosmiczne, niech wydobywają kosmiczne pierwiastki i rewolucjonizują gospodarkę. Mam nadzieję, że ostatecznie zyska na tym ludzkość. Jeśli nie my, to nasze dzieci i wnuki. Albo to, albo pożremy się nawzajem… Co uważacie o nowym wyścigu zbrojeń? Może my również powinniśmy powołać swój „Space Force”?

Źródło: space24.pl






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x