W coraz większej ilości szkół dyrektorzy decydują się na elektroniczne dzienniki. Zastępują one tradycyjne, papierowe bruliony, w których nauczyciele mieli zapisywać oceny uczniów, a także ich obecność na zajęciach. Dzisiaj przyjrzymy się elektronicznym dziennikom z perspektywy trzech osób: nauczyciela, rodzica oraz ucznia. Kto skorzystał na technologicznym postępie w szkołach, a kto stracił?

Nauczyciel wie więcej, ale dzienniki elektroniczne potrafią też narobić problemów

Dla nauczyciela wprowadzenie przez szkołę elektronicznego dziennika oznacza usprawnienie pracy. Nie musi on już nosić ze sobą list ocen i obecności, ani też pilnować, żeby ktoś nie dopisał sobie dodatkowej oceny. Pracownik szkoły ma także większą wiedzę na temat sytuacji panującej w klasach, które uczy. Elektroniczny dziennik umożliwia bowiem sprawdzenie szeregu interesujących statystyk. Są to informacje o procentowym wskaźniku obecności, różnicach w ocenach między uczniami poszczególnych oddziałów, ilości sprawdzianów z innych przedmiotów w ciągu tygodnia. Nauczyciel może też dodawać opisy do ocen, dzięki czemu wiadomo, za co dokładnie Jaś dostał 1 cztery miesiące temu i w jaki sposób może to poprawić, aby zaliczyć semestr. Dzięki dziennikom elektronicznym osoby prowadzące zajęcia mogą łatwo komunikować się z uczniami. Nic nie stoi na przeszkodzie wpisywania w odpowiedniej rubryce planowanych sprawdzianów i zadań domowych. Wymówki młodych ludzi, że nie mieli pojęcia o zadaniu, tracą sens.

Nie przegap
Wywiad z CEO realme w Europie – Madhav Sheth zapowiada zmiany
Madhav Sheth
Nowy wiceprezes oraz CEO realme w Europie i Indiach, czyli Madhav Sheth, znalazł chwilę czasu dla nas i zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań. Ostatnie dni dla marki były wyjątkowo zajęte, bo firma po raz pierwszy pojawiła się na międzynarodowych targach IFA w Berlinie. W związku z tym postanowiliśmy porozmawiać o planach na przyszłość, rozwoju […]
dzienniki elektroniczne

Wszystko to działa świetnie w teorii, ponieważ pojawiają się pewne bariery, głównie technologiczne. Wielu polskich szkół nie stać na to, aby wyposażyć każdą salę w przyzwoity komputer z dostępem do internetu. Stąd też zdarza się, że nauczyciel przez 10 minut lekcji męczy się z uruchomieniem systemu, aby móc sprawdzić obecność. Pamiętam też z liceum historie z awariami systemu, kiedy nauczyciele prosili nas, by dokładnie sprawdzać wpisywane przez nich oceny oraz usprawiedliwienia nieobecności, ponieważ czasem nie były one prawidłowo rejestrowane. Tak więc wiele zależy od konkretnego dziennika elektronicznego, z którego korzysta dana szkoła, oraz od możliwości technicznych zapewnianych przez dyrektorów.

Zabiegany rodzic wreszcie wie, co się dzieje w szkole

Rodzice uczniów często niechętnie udają się na zebrania w szkole, nie zawsze mają też czas na rozmowę z wychowawcą. W czasach dzienników elektronicznych nie są to już niezbędne elementy. Kilkanaście sekund przed komputerem i rodzic wie, czy jego dziecko było w szkole. Dowiaduje się także o tym, jakie dostało oceny oraz kiedy ma najbliższy sprawdzian. Ci, którzy aż do przesady chcą wiedzieć wszystko o swoim dziecku i pilnować jego postępów, dostali mocne narzędzie do ręki.

dzienniki elektroniczne

Rodzice, którzy pozostawiają dzieciom więcej swobody i wychodzą z założenia, że każdy powinien uczyć się dla siebie i na miarę swoich możliwości, przejdą obok dziennika elektronicznego raczej obojętnie. Jest jednak także grupa starszych rodziców, mniej obytych z technologią. U nich wprowadzenie przez szkołę elektronicznego dziennika może wywołać sporo frustracji i nerwów. Chcieliby zwyczajnie iść na zebranie lub odebrać telefon od wychowawczyni. Tymczasem oczekuje się od nich, że będą logowali się do systemu i tam zapoznawali się z komunikatami ze szkoły.

Uczeń pozornie ma najgorzej, ale też na dzienniku elektronicznym skorzysta

Dziennik elektroniczny daje duże możliwości nauczycielom i rodzicom, co dla ucznia pozornie nie zwiastuje niczego dobrego. System co do ułamka wyliczy średnią jego ocen. Wskaże prowadzącemu zajęcia, że 4- to dokładnie 3,75 i do 4 na koniec roku jednak trochę uczniowi brakuje. W dodatku rodzice dziecka wiedzą dokładnie o każdej jego ocenie, uwadze lub nieobecności, co sprawia wrażenie pełnej kontroli.

dzienniki elektroniczne

Prawda jest taka, że rodzice tylko mogą sprawdzać dowolną ilość razy informacje o tym, co robi ich dziecko w szkole. Mogą, ale nie muszą. Poza skrajnymi przypadkami dorośli powinni korzystać z tej możliwości raczej okazjonalnie. Tym bardziej, jeśli ich syn lub córka nie dają im szczególnych powodów do niepokojów. Wtedy dziecko będzie mogło się skupić na zaletach, które dostarcza mu funkcjonowanie dziennika elektronicznego. Przede wszystkim jest to możliwość kontroli tego, co robi nauczyciel. W dzienniku papierowym w ciągu roku pojawia się tak wielka liczba informacji, że błędy są nieuniknione. Z pewnością niejednokrotnie każdy nauczyciel wpisał ocenę nie tej osobie, co powinien, a po dłuższym czasie nie dało się dojść do tego, kto i gdzie popełnił błąd. Teraz jest inaczej. Uczeń chwilę po wpisaniu oceny przez nauczyciela może sprawdzić w aplikacji na telefonie, czy wszystko się zgadza i ewentualnie poinformować nauczyciela o pomyłce. Wszystko jest wyjaśniane sprawnie i na bieżąco.

Czytaj także: Kradzież tożsamości — Jak poradzić sobie, gdy ktoś podszywa się pod nas w Internecie?

Dzienniki elektroniczne z czasem wszystkim wyjdą na dobre

Dzięki elektronicznej formie dziennika każda z zainteresowanych grup może sprawniej poruszać się w szkolnej rzeczywistości. Do pokonania w niektórych placówkach pozostają jeszcze bariery techniczne – warto się tym zająć. Funkcjonalność dziennika elektronicznego zależy też w dużej mierze od postawy rodziców. Powinni oni zaakceptować zmiany technologiczne w szkołach. Drugie wyzwanie, przed jakim staną, to znalezienie rozsądnego kompromisu między niewykazywaniem zainteresowania losami dziecka a jego permanentną, przytłaczającą kontrolą.




Mateusz Nowak

Student dziennikarstwa i komunikacji społecznej, interesują go nowe technologie, a także kwestie społeczne i polityczne. W wolnym czasie czyta, słucha muzyki (głównie hip-hop) lub ćwiczy na siłowni.