Smartfony ze zginanymi ekranami zaliczyły trudny start. Galaxy Fold po wydaniu zniknął z przedsprzedaży z uwagi na odchodzącą folię chroniącą ekran. Huawei Mate X z kolei został opóźniony między innymi z uwagi na wojnę USA – Chiny i problemy z dostępem do Androida. Rewolucja, która dopiero wchodzi na rynek jest jednak dobrze przemyślana i z pewnością w kolejnych latach zyska wielu klientów.

Technologia składanych ekranów nie jest jeszcze dojrzała

O ile można docenić samą idę smartfonów ze składanym ekranem, to pierwsze modele nie są zbyt zachwycające. Za „grube pieniądze” dostajemy bowiem urządzenie, którego konstrukcja i wytrzymałość może budzić obawy. Dotyczy to wszystkich trzech modeli, które są lub będą dostępne na rynku, a mianowicie: Galaxy Fold, Mate X i Royole Flexpai. Szczególnie ten pierwszy smartfon borykał się z problemami konstrukcyjnymi. Samsung musiał odłożyć premierę swojego urządzenia na początek września po tym, jak kilku amerykańskich dziennikarzy miało problemy z pierwszymi jednostkami, jakie dostali do recenzji. Potrzebny był czas na udoskonalenie modelu i poprawę bezpieczeństwa ekranu przez rozszerzenie warstwy ochronnej na jego powierzchni. Samsung musiał zrobić wszystko, aby nie było łatwo jej usunąć. Czy tak się stało? Mam pewne wątpliwości, ponieważ we wrześniu JerryRigEverything zamieścił powtórny test wytrzymałości flagowca, który nie wypadł zbyt dobrze. Zobaczcie zresztą go sami na zamieszczonym wideo.

Ponadto użytkownicy Galaxy Fold doświadczyli już swoich pierwszych „nieszczęść” w smartfonie. Samsung, świadomy problemu delikatności urządzenia, oferuje wymianę ekranu po obniżonej cenie w pierwszym roku i podaje listę wskazówek dotyczących użytkowania urządzenia w pudełku. To nie powinno dziwić, ponieważ technologia zginanych ekranów nie jest dojrzała. Wielu producentów z jakichś powodów odwleka wejście na rynek. Być może boją się problemów, jakich doświadczył Samsung z modelem Galaxy Fold.

Jeśli chodzi o Huawei, nie wiemy, czy chińskie rozwiązania są lepsze. Chiński gigant wreszcie wprowadził na rynek składany smartfon, kilka miesięcy po planowanej dacie (w czerwcu), ale tylko w Chinach.

Zobacz także: Duopol Android i iOS bez przyszłości?

Smartfony ze zginanymi ekranami pozostawiają miejsce na nowe zastosowania

Jednak pomimo wszystkich problemów ze składanymi smartfonami, pozostaję uwiedziony przez tę koncepcję. Innowacje wprowadzone w smartfonach w ostatnich latach są dość ograniczone. Postęp polegał na ulepszeniu aparatów, które robią lepsze zdjęcia w nocy czy wprowadzeniu bezramkowych ekranów. Jednak rynek smartfonów wyraźnie zwolnił, ponieważ ludzie dłużej przechowują swoje urządzenia. Nowy format to powiew świeżości na rynku, który z pewnością mnie interesuje. To zupełnie coś nowego i ekscytującego w branży.

Galaxy Fold

Składany format budzi przede wszystkim ciekawość, podobnie jak pierwszy iPhone. Wielu moich znajomych pyta mnie o opinię na temat nowego urządzenia Samsunga. Flagowiec ze zginanym ekranem wprowadza nowy sposób korzystania ze smartfona i zapewnia użytkownikom niesamowite wrażenia. Nietrudno dostrzec jego zalety. Zachowując kompaktowy format, składany telefon oferuje większy ekran po rozłożeniu, który zapewnia większy komfort korzystania z multimediów. Z kolei ich konsumpcja wzrośnie w nadchodzących latach wraz z pojawieniem się 5G.

Składane smartfony dla mas

Mimo że rewolucja już tu jest (Galaxy Fold jest dostępny w Polsce), to jest ona dostępna dla nielicznych z uwagi na cenę. Technologia składanych wyświetlaczy z biegiem czasu będzie tańsza, ale należy uzbroić się w cierpliwość. Ponadto, potrzebny jest czas niezbędny do ulepszenia technologii i dostosowania oprogramowania do zastosowań składanego smartfona. Ten z kolei na pewno nie wyprze z rynku konwencjonalnych urządzeń, jakie znamy dzisiaj. Te ostatnie prawdopodobnie będą istnieć przez długi czas, podobnie jak telefony bez wyświetlaczy z fizyczną klawiaturą nadal istnieją i sprzedają się bardzo dobrze.

Źródło: androidpit

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Adam Lulek

Doktor nauk ekonomicznych w dyscyplinie finanse, wykładowca, maniak GPW, gier strategicznych, smartfonów i nowych technologii. Sympatyk kolejnictwa i muzyki elektronicznej.