Wirtualne graffiti | Realny problem? – imitowana sztuka nowoczesna w technologii AR

Jędrzej Markiewicz Artykuły 2019-10-16

Wirtualne graffiti brzmi dość niewinnie i na pierwszy rzut oka może wydawać się mało interesującym zagadnieniem. To takie… graffiti stworzone w Photoshopie? A może namalowany rysunek w telefonie na zdjęciu istniejącego budynku? W świecie coraz bardziej odważnie kroczącym w stronę wirtualnej rzeczywistości definicja wirtualnego graffiti musi być inna. I rodzić zupełnie nowe zagadnienia i problemy, z którymi już wkrótce będziemy musieli się zmierzyć.

Wirtualne graffiti — założenia i powód powstania idei

wirtualne graffiti w miastach

Przede wszystkim trzeba powiedzieć wprost, że mowa o nowoczesnej sztuce tworzonej w świecie AR (Augmented Reality), czyli rzeczywistości rozszerzonej. To trochę inna technologia niż VR (Virtual Reality), chociaż często używamy tych znaczeń zamiennie. AR pozwala nam łączyć świat rzeczywisty z wirtualnym, przy pomocy warstw. Przykładem takiej technologii są nakładki na Snapchacie, Facebooku i Instagramie, które dodają do realnych postaci wirtualne animacje i grafiki. Inaczej więc niż w przypadku VR (w którym cały obserwowany świat jest nierzeczywisty, imitujący świat rzeczywisty), łączymy ze sobą dwie rzeczywistości: istniejące materialnie i niematerialnie.

Zobacz też: Fuzja jądrowa coraz bliżej: Sztuczne gwiazdy przyszłością energetyki

Dlatego też wirtualne graffiti z założenia ma być sztuką nakładaną na prawdziwe obiekty w przestrzeni publicznej. Możliwość ich odnalezienia i identyfikacji zależeć będzie oczywiście od wielu czynników. Co jednak ważne, sama idea nie ma być docelowo kierowana (tylko) do artystów ulicznych, aby ograniczyć ich działalność w realu. Graffiti AR może być także krótką notką pozostawioną dla naszych znajomych, wskazówką, psikusem albo chwilowym przypływem chęci do zmalowania czegoś i wyrażenia siebie.

Wirtualne graffiti – Mark AR

Z pomysłem stworzenia takiej odrębnej rzeczywistości graficznej wyszedł iDreamSky (producent Subway Surfers), we współpracy z firmą Sybo (deweloper). Aplikacja mARk docelowo miałaby zrzeszać miliony użytkowników na całym świecie. Cała koncepcja była (i jest!) możliwa dzięki wsparciu Google i powstającemu systemowi ARcore, który ma właśnie umożliwiać taką zabawę z rozszerzoną rzeczywistością.

Wyobraźmy sobie na moment świat, w którym wszystkie budowle byłyby pokryte niewidzialnymi graffiti. Wystarczyłoby jedynie odpalić aplikację, która przy pomocy aparatu na litym murze wyświetlałaby kolorowe wzory i pejzaże. Albo jeszcze lepiej! Każdy z nas mógłby za pomocą kilku ruchów polecić znajomym dobrą restaurację, tworząc proste graffiti „Tu jadłem wczoraj, polecam!”. Odkrywanie takich „smaczków” porozrzucanych w różnych miejscach świata przez naszych znajomych mogłoby być naprawdę interesujące. Za pomocą takiego wirtualnego graffiti można byłoby śledzić w podróży inne (znane?) postacie, które zwiedzały to miejsce przed nami. Chociaż sama idea wirtualnych graffiti wydaje się błaha, stwarza naprawdę wiele niesamowitych możliwości.

Zobacz też: Technologie przyszłości: nowoczesne substancje na wyciągnięcie ręki

Ale, ale! Ta sama idea stworzenia nowego, kreatywnego social medium z masą graficznych informacji i pomysłów ich wykorzystania (o czym za chwilę) niesie też sporo zagrożeń. Aplikacja mogłaby być też wykorzystywana przez cyber-wandali, dla których takie wirtualne środowisko byłoby idealne do szerzenia nienawiści. Mark AR nie będzie nigdy dobrą aplikacją, jeżeli zamiast oglądać przyjemne graffiti i inne pozostawione notki, naszym oczom ukarze się coś… zgoła mniej przyjemnego. Na przykład akty prześladowcze, chamskie komentarze i niecenzuralne, obsceniczne malowidła (stawiam na to, że bez kontroli treści całe miasta pokryłyby się karnymi k*tasami). Zlikwidowanie nienawiści i niepożądanych treści to główne problemy, które pojawią się wraz ze startem aplikacji. Trzeba będzie także chronić prywatne domostwa, na których nikt nie życzy sobie takich malowideł. To też może być bardzo trudne, no bo kogo nigdy nie śmieszył prawidłowo postawiony karny k*tas, na przykład w miejscu niedozwolonego parkowania? 😉

Wirtualne graffiti — nowe medium z masą pomysłów do wykorzystania „na już”

Jeżeli jako świat bylibyśmy gotowi na to, aby przenieść chociaż część sfery „ulicznej” do innej rzeczywistości, żyłoby nam się lepiej. Zdaję sobie sprawę, że obecnie mało który grafficiarz zechciałby porzucić farby na rzecz tabletu graficznego… być może jednak kiedyś się to wydarzy. Już teraz przecież grafiki wykonane komputerowo dorównują profesjonalizmem tym tworzonym na żywo. I chociaż zawsze będą zarówno zwolennicy Photoshopa, jak i zwykłej farby, te światy coraz mocniej na siebie oddziałują. A przecież w przestrzeni miejskiej nie ma miejsca dla każdego grafficiarza. Tak samo, jak powoli toniemy pod kolejnymi warstwami reklam, bilbordów i innych treści marketingowych.

A przecież wirtualne graffiti z pewnością mogłyby wykorzystać sklepy, restauracje i inne lokale w miastach. To dobra przestrzeń na zamieszczanie wirtualnych reklam, do umieszczania wskazówek typu „jak do nas dotrzeć”. To też przecież świetna okazja do wymieniania się doświadczeniami ze swoimi znajomymi!

Jeżeli aplikacja pokroju Mark AR miałaby zbudowany sprawny system, zabezpieczający użytkowników przed niepożądanym graffiti, mogłaby wkrótce podbić mobilny rynek. Wtyczka do Facebooka/Instagrama, lista znajomych i postaci, od których chcemy odbierać wirtualne dzieła — i do dzieła!

Dlatego też, jeżeli Mark AR będzie aplikacją z dobrymi zabezpieczeniami i przemyślanym systemem wyświetlania treści (a wszystko na to wskazuje), może to być kolejna wiralowa produkcja dla wszystkich. Na razie producent zapewnia jedynie, że będzie to platforma, w której każdy będzie mógł postawić swój znacznik na mapie, pod którym będzie się kryć jakiś wirtualny obraz. Kto będzie mógł dalej go zobaczyć, zdecydujemy sami (jeżeli oczywiście administracja zaakceptuje nasze graffiti).

To jak — czy jako ludzkość jesteśmy już gotowi na rozszerzoną rzeczywistość i bazgranie po budynkach w sposób wirtualny?






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x