Aplikacje deepfake stają się coraz popularniejsze. W ostatnim czasie szczególnie głośno było o DeepNude, czyli aplikacji do rozbierania kobiet oraz o FaceApp. Na rynku w zeszły piątek pojawił się nowy gracz. Aplikacja, która od swojego niedawnego debiutu zdążyła już zdobyć ogromną popularność metodą wirusową. Mowa tutaj o Zao, apce deepfake, która pozwala na wstawienie dowolnej twarzy do scen z wybranych filmów i seriali. Jej możliwości są naprawdę imponujące i bez wątpienia wprawią wiele osób w osłupienie, jednak nie ma róży bez kolców – pojawiły się także słuszne obawy o naruszenia prywatności.

Zao – aplikacja deepfake

To, co widzicie powyżej, to możliwości aplikacji Zao, która wylądowała w chińskim App Store w zeszły piątek. Aplikację od tego momentu pobrało naprawdę wiele osób, które skuszone krążącymi po sieci gifami, postanowiły przetestować ją samodzielnie. Nie da się ukryć, że to, co potrafi Zao naprawdę wprawia w osłupienie. Dzięki opisywanej aplikacji możemy wstawić dowolną twarz w wybrany fragment filmu czy serialu. Niestety użytkownicy nie mogą samodzielnie wgrywać urywków, w których chcieliby zobaczyć swoją (lub czyjąś) twarz – można tylko wybrać jeden z dostępnych fragmentów.

Zobacz także: Mam na imię Kacper i porzuciłem komputer z Windowsem na rzecz najnowszego Macbooka Pro

Twórca aplikacji najprawdopodobniej przystosował algorytmy aplikacji do dostępnych w niej urywków filmowych, by bez problemu udało się w realistyczny sposób podmienić twarze. Nie da się ukryć, że technologia tu użyta wygląda na naprawdę zaawansowaną. Doskonale pokazuje to, jak szybko wspomniana technologia się rozwija – jeszcze nie tak dawno temu, aby stworzyć w miarę realistyczny deepfake, trzeba było wykorzystać setki zdjęć konkretnej osoby. Teraz wystarczy tylko jedno, a na dodatek w przypadku Zao, cały proces podmiany twarzy trwa tylko około ośmiu sekund. Dla uzyskania jak najlepszego efektu, przed podmianą twarzy aplikacja pokieruje nas, jak zrobić odpowiednie zdjęcie. Podczas wykonywania selfie poprosi nas także o otwarcie i zamknięcie oczu oraz ust, by wszystko wyszło realistycznie.

Zao i kontrowersje wokół polityki prywatności aplikacji

Jak już wspomniałem wyżej, nie ma róży bez kolców. To popularne powiedzenie doskonale pasuje do Zao, bo choć aplikacja jest dostępna całkowicie za darmo, a na dodatek działa świetnie, to jej polityka prywatności pozostawia wiele do życzenia. Z tego też powodu aplikacja w ostatnim czasie zarobiła bardzo dużo negatywnych opinii w App Store. W polityce prywatności Zao jeszcze niedawno mogliśmy bowiem przeczytać, że korzystając z aplikacji automatycznie udzielamy zgodę na wykorzystanie przez chińską firmę Momo utworzonych przez nas przeróbek. Po wiadrze pomyj wylanych na deweloperów, spółka została zmuszona do odpowiedzenia na krytykę. Szybko usunięto wspomnianą wzmiankę i zastąpiono ją informacją mówiącą o tym, że firma nie będzie wykorzystywać stworzonych przez użytkowników treści w innych celach niż usprawniania działania apki. Co więcej, nasze dane mają być kasowane z serwerów w momencie usunięcia przez nas opisywanej aplikacji.

Podsumowanie

Nawet wprowadzone zmiany nie zmieniły nastawienia większości użytkowników, którzy twórcom aplikacji po prostu nie ufają. Nie pomaga też fakt, iż wywodzi się ona z Chin, czyli kraju, w którym słowo „prywatność” nie figuruje w słowniku. Jeśli zdecydujecie się skorzystać z Zao, to robicie to na własną odpowiedzialność. Choć efekty jej działania wyglądają naprawdę dobrze, tak myślę, że nie warto ryzykować.

Źródło: The Verge




Kacper Kościański

Pasjonat nowych technologii, dobrych seriali i gier.