Libra. Facebookowi daliśmy już wszystko, damy i pieniądze

mm Maciej Olanicki Artykuły 2019-08-09

Człowiek w swojej złożoności ma naturalną potrzebę systematyzacji rzeczy. Nazywania ich i porządkowania. Gdy zatem doświadcza czegoś nowego, próbuje to zdefiniować. Często poprzez spostrzeżenie różnic i podobieństw do rzeczy mu już znanych. Problemy z tą systematyzacją napotykałem w ciągu ostatnich tygodni każdorazowo, gdy wzmiankowana była Facebook Libra.

Kim jesteś, Libro?

Wbrew dziesiątkom powierzchownych publikacji, Libra nie jest przecież kryptowalutą. Publikacje te, napędzane charakterystycznym dla kryptowalutowego światka entuzjazmem spod znaku twórczości muzycznej Damiana Żukiewicza (poniżej), zwyczajnie wprowadzają Czytelników w błąd. Libry nie będzie sobie można wykopywać. Libra nie będzie także zdecentralizowana. Łańcuch blokowy transakcji będzie mógł być przetwarzany tylko za zgodą pracowników Marka Zuckerberga. Facebook dla Libry będzie bankiem centralnym.

Z przekonaniem graniczącym z pewnością można zakładać, że dzięki bogatemu portfolio usług towarzyszących Facebook będzie chciał zachować pełnię władzy nad tym, co dzieje się z Librą. Nie pozwoli na to, by ktoś mógł przechowywać swoje środki np. na sprzętowym portfelu na Raspberry Pi, słowem – posiadał Librę w skarpecie. Powiedzieć, że instytucjonalny nadzór nie idzie w parze z kryptowalutami, to nic nie powiedzieć. Instytucjonalny nadzór był jednym z powodów, dla którego w ogóle kryptowaluty powstały. Hipotezę, że Facebook Libra jest jedną z nich, należy odrzucić.

Libra – nie kryptowaluta, nie token

Warto przy tym poświęcić chwilę na radosną refleksję – jak dobrze, że wizerunek Facebooka i Marka Zuckerberga został w zeszłym roku tak zrujnowany między innymi przez aferę Cambridge Analytica. Nie należy z tego powodu oczekiwać znaczącego odpływu użytkowników, bo odpływać zwyczajnie nie ma dokąd. Ale gdyby Librę zapowiedziano 3 lub 5 lat wcześniej, zapewne do dziś wszyscy pialiby z zachwytu, jak wspaniale Mark Zuckerberg kształtuje świat dla dobra nas wszystkich. Czyni go równiejszym, więc lepszym. Dziś zachwytów nie uświadczymy, a Zuckerbergowi wszyscy chcą patrzeć na ręce. Za sabotowanie prac nad Librą zabrali się a priori państwowi regulatorzy, choć oni zapewne także nie wiedzą, co tak naprawdę prewencyjnie sabotują.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o życie lepszym życiem.

Libra nie jest bowiem kryptowalutą, ale nie jest też tokenem. Ma mieć co prawda zabezpieczenie w rezerwach USA i być wymienialna na kilka walut, ale nie sposób nazywać tego stałym związaniem wartości z wartością czegokolwiek innego, a tak w uproszczeniu moglibyśmy rozumieć token. Gdy zapoznawałem się z tematem, nietrudno było dostrzec, że nie tylko ja znalazłem się w terminologicznych tarapatach. W rozsądniejszych opracowaniach Librę nazywa się cyfrową walutą, walutą internetową, środkiem płatniczym. Zasób wspólny tych wszystkich zbiorów zapewne daje jakieś wyobrażenie, co gotuje dla nas Mark Zuckerberg.

Eureka! Libra to Eurogąbka

I nagle olśnienie – kto pomyślałby, że odpowiedź na to, czym jest Libra, będzie tak blisko? Wystarczyło naprędce przypomnieć sobie historię polskich portali społecznościowych, by wszystko stało się jasne. Wszak Facebook Libra to nic innego jak rozwinięcie pamiętnych Eurogąbek wprowadzonych przez serwis nasza-klasa.pl w 2009 roku. Wystarczy przyjrzeć się opisowi wciąż dostępnemu na nk.pl, by zauważyć już nawet nie podobieństwo, lecz identyczność:

Eurogąbki są wewnętrzną, wirtualną walutą, którą możesz posługiwać się na nk.pl. Umożliwia ona korzystanie z płatnych usług portalu, takich jak wirtualne Prezenty, Super Zdjęcie, Wrzuta, Tapety na telefon, Goście, Czapka Niewidka czy Super Minki w bardzo prosty sposób. Wystarczy zakupić wybrany pakiet spośród dostępnych i po autoryzacji transakcji w Twoim portfelu pojawią się środki zgodnie z wartością wybranego pakietu, które możesz przeznaczać na wyżej wymienione usługi.

Mamy zatem walutę, której nie można samodzielnie wykopywać. Można ją jedynie kupić od serwisu, który ją emituje. Nie mamy możliwości korzystania ze środków poza serwisem. Administracja pełni jedyny i całkowity nadzór nad emisją i dystrybucją wśród użytkowników. Eurogąbki można sobie było przekazywać, co ma też stanowić z jedną z największych zalet propozycji Facebooka. Raczej nie sposób założyć, że Eurogąbki miały jakąkolwiek rezerwę, ale też raz kupionych Eurogąbek – w przeciwieństwie do Libry – nie można już było konwertować na walutę emitowaną przez którekolwiek z państw. Wnioski nasuwają się same – Facebook jest 10 lat za… Polakami.

Potok kasy musi płynąć

Eurogąbki były rzecz jasna wpisane w model biznesowy Naszej Klasy jako źródło przychodów. Administracja się z tym nie kryła, a użytkownicy nie mieli co do tego złudzeń. Należy uświadomić sobie, że dokładnie tym samym jest Facebook Libra – nie walutą, kryptowalutą, tokenem czy sposobem na zbawianie świata przez Marka Zuckerberga, lecz chęcią wyciągnięcia pieniędzy od 2,41 mld użytkowników błękitnego serwisu. Już wcześniej takie przedsięwzięcia się udawały, o czym przypomniał mi w swoim najnowszym materiale na TVGry Grzegorz Boberek. Facebook około 2010 roku zaczął dostarczać gry przeglądarkowe, na czele z Farmville.

Facebook wszedł na giełdę 18 maja 2012 roku i musiał wówczas ujawnić strukturę swoich finansów. Świat dowiedział się, że produkcje studia Zynga, twórców między innymi Farmville, stanowią aż 12% przychodów Facebooka. Nie brakowało tam przecież mikropłatności i różnych innych metod wyciągania pieniędzy od użytkowników. Czar tych podobnych do siebie przeglądarkowych gier szybko przeminął, a pieniądze, zamiast trafiać do Facebooka, zostają w kieszeniach użytkowników. Nie ma podstaw twierdzić, że Facebook Libra jest czymś innym, niż kolejnym skokiem na kasę, próbą przywrócenia dawnego koryta potokowi gotówki płynącej do Menlo Park.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x