Czy istnieje coś, co może kiedyś zagrozić Facebookowi?

Jędrzej Markiewicz Artykuły 2019-07-09

Co może zagrozić Facebookowi? Portalowi społecznościowemu, przez który codziennie przepływają miliardy informacji pomiędzy użytkownikami z całego świata. Katastrofa światowa? Międzynarodowy skandal? A może protest społeczeństwa, które w pewnym momencie będzie miało już dosyć korzystania z Facebooka i przerzuci się na inne portale? Sprawdźmy, czy Facebook faktycznie już w pełni nas zdominował i czy faktycznie nie ma przed nim odwrotu.

Alternatywy, które chciałyby zagrozić Facebookowi

Pretendentów do zdetronizowania tego portalu społecznościowego nie brakuje. Niezadowolonych użytkowników, którzy mówią, że Facebook to najgorsze zło i powinniśmy się go pozbyć jak najszybciej również. Brałbym jednak na te słowa sporą poprawkę. Nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek miał pojawić się portal tak ogromny, jak Facebook. Przy jego obecnej infrastrukturze, zaawansowaniu technologicznym i planach rozwojowych, małe portale nie są dla takiego giganta żadnym zagrożeniem. A duże portale? Nie istnieją, bo nie ma dla nich miejsca. Facebook puchnie zbyt szybko. Obecnie z serwisu według danych opublikowanych przez samego Facebooka korzysta już niespełna 3 miliardy użytkowników.

Zainteresowanie portalem rośnie. Pomimo Afery Cambridge Analytica, pomimo wycieków danych i pomimo jakże licznych przesłuchań Marka Zuckenberga. Wydawać mogłoby się to niewiarygodne. Czego jeszcze potrzeba, aby przelała się czara goryczy?! O żadnym przelewaniu nie będzie mowy. Ten portal społecznościowy w erze internetyzacji świata jest nam potrzebny jak tlen. Facebook posiada najwięcej użytkowników, więc najprościej można za jego pomocą zaznaczyć swoją obecność w Internecie. A oprócz tego świetnie sprawdza się do nawiązywania kontaktu i do odnajdywania znajomych.

Korzystam z Messengera, nie korzystam z Facebooka

jak zagrozić facebookowi messenger

Spotkałem się ostatnio z poradą, by pozbyć się z telefonu aplikacji Facebooka i zostawić sobie jedynie samego Messengera. Z jednej strony można byłoby to uznać za normalny przejaw chęci posiadania komunikatora w serwisie, którego treści nas już męczą. Z drugiej jednak taka praktyka najczęściej nie wiąże się ze skasowaniem konta w serwisie, a jedynie na tym, że ogranicza się przeglądania jego zawartości. Istnieją co prawda konta Messenger, z których można korzystać, nie posiadając konta na samym portalu społecznościowym. To jednak raczej kropla w morzu. Większość z nas, korzystając z Messengera, tak naprawdę jedynie „wyciszyło sobie” Facebooka, ale on nadal z nami jest.

Zobacz też: Facebook obiecuje przywrócenie grup zablokowanych z powodu sabotażu

Wszystkim osobom, które naprawdę chcą się pozbyć tego portalu społecznościowego, zalecam konsekwencję. Przecież Messenger nie jest niczym innym jak aplikacją napisaną tak, by łączyć użytkownika A i B. Na takiej samej zasadzie działają przecież wszystkie inne komunikatory na świecie. Na wielu z nich założenie zajmie nam chwilę, na przykład poprzez podanie maila lub numeru telefonu. Jeśli więc usprawiedliwieniem do korzystania z Messengera miałoby być to, że tylko tam można szybko skontaktować się ze znajomymi… Polecam przypomnieć sobie czym były i dalej są SMSy.

Działania ograniczające w ten sposób wpływ Facebooka na nasze życie mijają się więc raczej z rzeczywistością. Tak czy siak, w takim przypadku dalej używamy infrastruktury tej firmy.

Korzystam z Facebooka wyłącznie w celach zawodowych

linked in zagrozić facebookowi

Jeżeli istnieją użytkownicy, którzy nie mają do serwisu zbyt dużego przywiązania, Facebook łatwo mógłby ich stracić. Spotkałem się z opinią znajomych, którzy twierdzą, że fejs jest im potrzebny jedynie w pracy/na studiach. W takim przypadku istnieje wiele fantastycznych zamienników, dzięki którym moglibyśmy porzucić korzystanie z serwisu Zuckenberga. Już samo LinkedIn nadaje się o wiele lepiej do kontaktów biznesowych niźli taki Facebook. Zdaję sobie jednak sprawę, że porzucanie jednej aplikacji na rzecz drugiej to nie tylko kwestia użyteczności, ale i przyzwyczajenia.

Jeżeli jednak mielibyśmy potraktować Facebooka tylko jako platformę służącą nam za wizytówkę w sieci, są na to naprawdę inne, lepsze sposoby. Pozwolę sobie nawet postawić tezę, że stworzyliśmy z fejsa wizytówkę tylko dlatego, że tak było nam najłatwiej i najprościej. Darmowe założenie konta wygrywa ze stworzeniem strony internetowej, a LinkedIn, chociaż coraz bardziej popularny, dalej przegrywa z Facebookiem. Jakoś tak… bywa, że mamy LinkedIn, ale to dalej nie to, więc musimy mieć też Facebooka. Jeżeli więc korzystamy i z tego — i z tego — LinkedIn nie może zagrozić Facebookowi.

Korzystam z Facebooka, bo mam tam znajomych

Wiele razy wykorzystywałem dobrodziejstwa Facebooka do znalezienia osoby, do której nie miałem żadnego innego kontaktu. O wiele prościej jest poszukać człowieka, wpisując jego imię i nazwisko, aniżeli poprzez szukanie numeru telefonu po znajomych. To faktycznie fantastyczna platforma do utrzymywania ze znajomymi choćby szczątkowych form kontaktu. Nie jesteśmy w stanie spotykać się z tysiącem swoich znajomych. Według obliczeń w jakiejś bliższej niż tylko na cześć relacji możemy być jednocześnie z około 150 osobami. Lubimy jednak wiedzieć co się dzieje u reszty. Narodziny dziecka, ślub, nowa praca, przeprowadzka. Śledzimy naszych znajomych i odwiedzamy grupy, bo chcemy mieć z ludźmi kontakt i wymieniać się informacjami.

Z tego powodu nigdy raczej z Facebooka nie zrezygnuje. Trudno jest mi wyobrazić sobie, by namówić tych wszystkich ludzi na kontakt ze mną za pomocą innego serwisu. Takie rozwiązanie niesie jednak za sobą bardzo pozytywny szczegół. Wtedy naprawdę widzimy ilu mamy znajomych, którzy chcą podtrzymywać kontakt. Jeśli ktoś założy inny komunikator tylko po to, by móc się z nami skontaktować, albo przerzuci się na SMS-y… byłby to naprawdę bardzo miły gest. To jednak w dalszym ciągu nie zastąpi nam treści Facebooka, która tylko tam na nas czeka.

Korzystam z Facebooka, ale boję się o swoją prywatność

Facebook bezpieczeństwo

Pod ostatnim artykułem o naszej klasie, na naszym Facebooku wywołała się mała dyskusja na temat prywatności i tego, jakie dane zostawiamy po sobie w sieci. Mimo tych wszystkich afer ze sprzedawaniem naszych danych, kradzieżami, aferą Cambridge Analytica… jakoś niewiele nas to ruszyło. Dalej korzystamy z portalu społecznościowego, o którym mamy raczej mieszane zdanie. Wiemy, co robi i na podstawie jakich algorytmów działa, ale i tak się na to godzimy, by być beneficjentami jego zawartości. Co z tego, że są alternatywy: istnieje na przykład serwis Minds, który bazuje na otwartym kodzie źródłowym. Zero konieczności podawania swoich danych osobowych, serwis reklamuje się jako niezależny i wolny. Jednak… jest przy tym pusty i o wiele mniej funkcjonalny niż Facebook.

Zobacz też: Nasza klasa w 2019 roku – seks, gry i mikropłatności

Po zarejestrowaniu w Mindsie, nawet po odnalezieniu jakichś stron, znajomych, czy grup, okazuje się, że większość korzysta z niego wyłącznie po to, aby ten serwis przeglądać. Najwięksi jego influencerzy, jeżeli można ich tak nazwać, posiadają do 10 tysięcy fanów. Zasięg publikowanych postów, z uwagi na brak znajomych, jest raczej niewielki. Istnieje natomiast bardzo tania reklama, nawet za 1 dolara, która może tę sytuację poprawić. Niestety, nawet 1000 kupionych wyświetleń nie sprawi, że serwis będzie żył, jeśli będą to różne osoby ze świata, zupełnie niestargetowane na nasz wpis. Dlatego, nawet jeśli Minds jest wolny od skandali, które znamy z Facebooka, raczej i tak siłą rzeczy zostaniemy przy tym drugim. A już na pewno nie powiemy, że Minds mógłby zagrozić Facebookowi.

Wszystko dla wygody? Być może. Jeżeli Facebook robi nas w konia i zatrzymuje nas przy sobie w sprytny dla siebie sposób — robi to dobrze. Moim zdaniem zatrzymać tej machiny się już nie da. Bo i po co.





    x