Zaryzykowałem, pozbyłem się Huawei Mate 20 Pro, mam OnePlus 7 Pro

mm Adam Lulek Artykuły 2019-05-31

Od kilku miesięcy użytkowałem Huawei Mate 20 Pro. Poprzednim moim smartfonem był Huawei P20 Pro. Wydawało mi się, że z tym pierwszym, spędzę ponad rok, mimo iż trudno mi się oprzeć pokusie wymiany smartfonu co pół roku. Gdy wyszedł OnePlus 7 Pro, w mojej głowie zakiełkowała myśl, aby go kupić. Gwoździem do podjęcia decyzji był ban Huawei przez Google i amerykańskie firmy. Stwierdziłem, że to świetny moment i argument, aby wymienić telefon i pozbyć się urządzenia, które nie będzie spełniało już moich oczekiwań pod względem aktualizacji do nowego Androida. No dobra, mam OnePlus 7 Pro w kolorze Nebula Blue. Czy warto było go kupić?

Plusy OnePlus 7 Pro vs Huawei Mate 20 Pro

Przypomnę specyfikację techniczną OnePlus 7 Pro:

  • Procesor Snapdragon 855 (7 nm)
  • 6,67-calowy ekran o rozdzielczości 1440 x 3120 pikseli i odświeżaniu 90 Hz
  • 8 GB RAM oraz 256 GB pamięci wewnętrznej
  • Potrójny aparat: 48 MPx (f/1.6) + 16 Mpx obiektyw szerokokątny (f/2.2) + 8 MPx teleobiektyw (f/2.4)
  • Przedni wysuwany aparat 23 MPx (f/2.0)
  • Bateria o pojemności 4000 mAh

Huawei Mate 20 Pro vs OnePlus 7 Pro

Największą „wygraną” OnePlus 7 Pro jest duży i piękny ekran. Te 90 Hz i wyświetlacz Fluid AMOLED sprawiają, że nie mogę oderwać od niego wzroku. Aplikacje i konsumowanie treści na tym smartfonie to płynna poezja. Mogę się jedynie przyczepić do bieli, która jest nieco żółtawa, a w modelu Mate 20 Pro bardziej zimna. Trzeba zaznaczyć, że wyświetlacz, jak i samo urządzenie jest naprawdę duże, co zaliczam na plus, ponieważ preferuję urządzenia o nieco większych gabarytach. Efekt ekranu bez notcha mógł zostać osiągnięty przez „bajer”, który mi się podoba. Jest nim wysuwany przedni aparat. Proces wysuwania trwa bardzo szybko. Ba, nawet na co dzień używam funkcji odblokowywania urządzenia skanerem twarzy (w 2D), a cały proces jest naprawdę szybki i nie wywołuje frustracji.

Zobacz także: Oto dwie nowe aktualizacje Windowsa 10!

Na plus względem modelu Mate 20 Pro mogę zaliczyć oprogramowanie, a właściwie nakładkę Oxygen OS. Działa ona bardzo płynnie, a ustawienia są uszeregowane w sposób funkcjonalny i łatwy do znalezienia. W przypadku urządzeń Huawei, są one ustawione bardziej chaotycznie. Miło, że urządzenie nie jest przeładowane zbędnymi usługami, z których i tak nie korzystałem (jak np. chmura czy dodatkowy sklep w przypadku Huawei). Dużym plusem jest wsparcie OnePlusa. Firma na bieżąco wydaje łatki, a Androida Q mogę się spodziewać zaraz po Pixelach! Niestety w przypadku Mate’a 20 Pro, raczej go w ogóle nie zobaczę.

Doskonale działa też skaner linii papilarnych. Jest on znacznie bardziej niezawodny i szybszy niż w Mate 20 Pro, gdzie jego skuteczność czy też efektywność była niska. Złego słowa nie mogę powiedzieć o baterii. Mam wrażenie, że urządzenie trzyma nieco dłużej na jednym ładowaniu niż w przypadku mojego poprzednika. Na plus zaliczę też opcję Ambient Display, która pokazuje po dotknięciu ekranu wszystkie powiadomienia, w postaci ikonek, a nie jedynie nieodebrane połączenia i SMS-y jak w przypadku Mate 20 Pro.

W czym OnePlus 7 jest gorszy od Huawei Mate 20 Pro?

Przypomnę najpierw specyfikację tego drugiego:

  • Procesor Kirin 980 (7 nm)
  • 6,39-calowy ekran o rozdzielczości 1440 x 3120 pikseli
  • 6 GB RAM oraz 128 GB pamięci wewnętrznej
  • Potrójny aparat: 40 MPx (f/1.8) + 20 MPx obiektyw szerokokątny (f/2.2) + 8 MPx teleobiektyw (f/2.4)
  • Przedni wysuwany aparat 24 MPx (f/2.0)
  • Bateria o pojemności 4200 mAh

Huawei Mate 20 Pro vs OnePlus 7 Pro

Są jednak cechy, których mi w OnePlus 7 Pro brakuje. Pierwsza to mnogość opcji, czy też funkcji aparatu. Zaznaczę, że nie chodzi mi o ustawienia PRO, ale o podstawowe ustawienia, dla amatora. OnePlus 7 Pro jest pod tym względem zbliżony do iPhone’ów… Brak bloatwareu i zbędnych funkcji to z pewnością plus OnePlus 7 Pro, jednak to Huawei miał więcej możliwości customizacji systemu dla własnych potrzeb. Jedną z nich, której mi brakuje, jest wyłączenie menu z aplikacjami. Do minusów dodam jeszcze brak oficjalnego certyfikatu IP, który gwarantuje wodoszczelność oraz brak wsparcia dla bezprzewodowego ładowania, z którego zdarzało mi się korzystać.

Podsumowując, nie są to jednak wady, które mnie odrzucają od korzystania z nowego urządzenia, czy też wzbudzają mój niesmak.

Źródło: własne



x