Apple stworzyło lepszy świat usuwając gniazdo słuchawkowe z iPhone

mm Mariusz Nowak Artykuły 2019-05-28

Nieco ponad dwa lata temu opłakiwaliśmy zadziwiającą decyzję Apple. Amerykanie postanowili wtedy usunąć gniazdo słuchawkowe z iPhone’a 7. Flagowy wtedy model smartfona otrzymał nowy, bardzo błyszczący czarny kolor, nowy przycisk Home, a w zestawie słuchawki EarPods ze złączem Lightning. Amerykanie, żeby nie wywołać aż tak dużego szoku do zestawu dołączyli przejściówkę do podłączenia standardowych akcesoriów z gniazdem mini jack. Z tego pomysłu z resztą wycofali się w tamtym roku. Podczas prezentacji iPhone’a 7, Phil Schiller poinformował, że decyzja o usunięciu, znanego od lat złącza, wymagała niesamowitej odwagi.

Zobacz także: Klawiatura to najgorsza rzecz w iOS. Czas na zmiany

Gniazdo słuchawkowe – czy usunięcie to niezrozumiała decyzja?

W tamtym czasie decyzja ta wydawała się niezrozumiała, choć bardzo w stylu firmy z Cupertino. Zamiast próbować przekonać użytkowników do zalet bezprzewodowego ładowania lub słuchawek na Bluetooth, jeden z szefów Apple powiedział zupełnie coś innego. Chodziło o to, że teraz ta decyzja może wydać się niektórym bezsensowna, ale pewnego dnia na pewno zmienią zdanie. Wszystko to wtedy brzmiało śmiesznie, a widzieliśmy tylko niedogodności. Phil Schiller miał rację. Decyzja spółki z nadgryzionym jabłkiem w logo to nie był zwykły kaprys. To początek nowej strategii, która przyniosła wygodę i prostotę. 

gniazdo słuchawkowe

Konsekwentna strategia bezprzewodowa

Kiedy Apple pozbawiło iPhone’a 7 gniazda słuchawkowego, zaoferowało małą nagrodę pocieszenia w postaci przejściówki Lightning do gniazda 3,5 mm. To nie było najlepsze rozwiązanie. Nie tylko trzeba było nosić dodatkowy kabel. Podłączenie go powodowało choćby to, że nie mogliśmy ładować telefonu i słuchać muzyki w tym samym czasie. Problem ten został naprawiony w kolejnym roku. Smartfony zaprezentowane w 2017 roku otrzymały możliwość ładowania bezprzewodowego. Sama przejściówka z telefonów zniknęła w 2018 roku.

AirPods symbolem nowej epoki

To największa gwiazda nowej strategii. AirPods stały się fenomenem i najpopularniejszym akcesorium tego typu. Po słuchawki wciąż ustawiają się kolejki. Tak, były i są lepiej brzmiące zestawy. Jednak to AirPods zapewniają najlepsze bezprzewodowe wrażenia – łatwość ich podłączania i sposób działania są naprawdę niedoścignione. Podczas prezentacji słuchawek nikt w nie nie wierzył. Apple chciało przecież żebyśmy kupili akcesorium za 799 złotych, które wygląda tak jakbyśmy mieli zaraz je zgubić. Pojawiło się też pełno obaw o wypadanie ich z uszu. Okazało się, że jest inaczej. AirPods były lepsze niż starsze modele. Łatwa synchronizacja, inteligentne wykrywanie uszu, długa praca na jednym ładowaniu. Amerykanie chcieli, żeby użytkownicy przestawili się jak najszybciej i to się udało. Stara, kablowa strategia prezentowała się nagle nienowocześnie. 

Gniazdo słuchawkowe – konkurencja próbuje robić to samo

Plan się udał. W takim stopniu, że zniknięcie gniazda słuchawkowego z iPada Pro pozostało chyba niezauważone. To tak jak z USB czy napędem optycznym. Zniknęły i większość po nich nie płacze. Apple nie czekało na masową adaptację technologii. Ryzyko zostało podjęte i się opłaciło. Reszta branży chciała zrobić dokładnie tak samo. Mimo wszystko wielu producentów próbuje, ale nie mają takiej dyscypliny. Google pozbawił mini jacka już Pixela 2, ale Pixel Buds nie mogły się równać z AirPods. Naprawdę dobre, konkurencyjne rozwiązanie ma Samsung w postaci Galaxy Buds, jednak najnowsze flagowce tej firmy dalej dysponują złączem słuchawkowym. Pytanie do kiedy? Tak samo było z notchem. Wszyscy śmiali się z iPhone’a X, a potem bezczelnie go kopiowali. Apple pokazało, że bezprzewodowy świat jest dużo lepszy. Kiedy na rynku będzie wreszcie więcej dobrych, podobnych pomysłów, zaczniemy myśleć jak mogliśmy żyć z kablami. Oczywiście Tim Cook i spółka kopiują pewne funkcje. Nowy iPhone 11 otrzyma możliwość ładowania AirPods. To samo przecież w tym roku pokazał Samsung w Galaxy S10. Fani koreańskiej firmy czy Huawei pewnie będą się śmiać. Jednak strategia Apple jest zdecydowanie szersza, tylko w tym wypadku widać odwagę i dalekowzroczność.

Źródło: Macworld





x