Czy Redmi K20 Pro to faktycznie zabójca flagowców? Zestawmy go z konkurencją

Łukasz Pająk Artykuły 2019-05-28

Ten wstęp zapewne znacie doskonale, ale po wielu tygodniach oczekiwania w końcu poznaliśmy model X. Tym razem za X wstawiamy Redmi K20 Pro, który tak naprawdę niczym nas nie zaskoczył, bo wszelkie aspekty poznaliśmy doskonale przed premierą. Co tu dużo mówić, topowe podzespoły zamknięte w ciekawej obudowie i za to wszystko producent nie wymaga ogromnych funduszy. Brzmi jak ideał i dla wielu osób niewątpliwie taki jest. Szczególnie że ceny też są atrakcyjne, więc… trzeba brać. Jednak przyjrzyjmy się, czy konkurencja Redmi K20 Pro ma w ogóle coś do powiedzenia. Tylko tak naprawdę ciężko ją jednoznacznie ustalić.

Czy w ogóle istnieje konkurencja Redmi K20 Pro?

Pierwsza moja myśl, gdy patrzę na Redmi K20 Pro, to Xiaomi Mi 9. Oba smartfony są bardzo zbliżone do siebie. Oczywiście w niektórych kwestiach wygrywa Xiaomi, w innych Redmi, więc oto zalety Mi 9:

  • bezprzewodowe ładowanie
  • potencjalnie lepszy aparat
  • lepszy na papierze wyświetlacz (jakość obrazu)

Z kolei przewaga Redmi bazuje na:

  • wysuwany aparat selfie, brak wycięć w wyświetlaczu
  • większy akumulator
  • gniazdo słuchawkowe

Kwestią sporną może być sam wysuwany aparat, bo to jednak kwestia upodobań, czy zostanie potraktowany jako wada, czy zaleta. Dla osób, co nie korzystają często z aparatu do selfie, to jest to wyraźny plus. Mimo wszystko zagadką wydaje się jeszcze cena. O ile ta chińska naprawdę robi wrażenie, to obawiam się, że jednak zmiana nazwy na Xiaomi Mi 9T Pro w Europie sprawi, że zwykły Mi 9 będzie po prostu tańszy. Ok, ale to jeden konkurent, a co z pozostałymi? Okazuje się, że jest problem, ale najbliżej Redmi K20 Pro jest do Asusa Zenfone 6, z którym chiński produkt wygrywa za sprawą:

  • czytnika linii papilarnych w ekranie AMOLED (Asus ma LCD)
  • szybszemu ładowaniu

Z drugiej strony Tajwańczycy wytaczają działa:

  • ciekawsze rozwiązanie aparatu, choć bez teleobiektywu (brak bezstratnych zbliżeń)
  • zdecydowanie większy akumulator
  • czyste oprogramowanie
  • karta pamięci

Kluczowa może się okazać wspomniana już cena. Asus za podstawową wersję Zenfone’a 6 prosi o niecałe 2200 złotych. Czy Xiaomi Mi 9T Pro dobije do tej kwoty? Przeczucie mi mówi, że nie.

 

Redmi K20 Pro ma ten sam problem z zabójcą flagowców, co OnePlus

Redmi K20

Co z OnePlusem ktoś zapyta? Teoretycznie OnePlus 7 też jest w cenie zbliżonej do Asusa, ale jednak to nieco inna liga. Mimo wszystko takie zestawienie sprowadza się tak naprawdę do wyboru pełnego wyświetlacza i większego akumulatora w Redmi lub po prostu dużo szybszego OnePlusa. Jednak z pewnością Redmi K20 Pro nie nazwałbym zabójcą flagowców. Tak, jest to smartfon kompletny, ale nie ma zabójcy tak, jak pierwsze OnePlusy, które były reklamowane tym hasłem. Redmi K20 Pro wygrywa jedynie ceną, być może akumulatorem, wyświetlaczem bez wycięcia i teoretycznie niczym więcej, gdy zmierzymy go z Huawei P30 Pro czy też Samsungiem Galaxy S10. Z drugiej strony mamy wręcz zmasowany atak świetnych aparatów, wyświetlaczy czy też dodatkowych rozwiązań w oprogramowaniu. Pomijam obecne zamieszanie z Huawei.

Zobacz też: Co powiecie na… smartfony retro?

Dochodzimy do oprogramowania, czyli kolejny punkt, który sprawi, że Redmi K20 Pro nie jest rewelacyjny, czyli reklamy. Celowo zostawiłem tę kwestię na końcu, bo po prostu to formalność. Reklamy w MIUI są, ale nie są uciążliwe. Dużo bardziej może irytować niedopracowanie tej nakładki, które z modelu na model się pogłębia. Mam cichą nadzieję, że w Redmi K20 Pro sporo naprawiono, ale też nie zdziwię się, jak smartfon bez wycięć w wyświetlaczu nadal nie będzie w stanie pokazywać ikon powiadomień na dedykowanym pasku. Ot, taka zaszłość z notcha.





x