Wymieniłem Galaxy S8 na Galaxy S10e i nie żałuję

Kacper Kościański Artykuły 2019-04-15

Galaxy S8 kupiłem w czerwcu, 2 miesiące po tym jak oficjalnie trafił do sprzedaży w Polsce. Korzystałem z niego aż do ostatniej soboty, kiedy to w końcu znalazłem osobę, która go ode mnie odkupi. Z bólem serca sprzedałem go za 1/3 ceny, za którą go kupiłem i następnego dnia wybrałem się do sklepu. Cel był jasny – kupić Galaxy S10e lub Galaxy S10. Ostatecznie zdecydowałem się na tego pierwszego, co było strzałem w dziesiątkę.

Wymiana Galaxy S8 na Galaxy S10e okazała się strzałem w dziesiątkę, jednak nie jest to smartfon bez wad

Samsung Galaxy S10E

Recenzję Galaxy S10e możecie przeczytać na łamach naszego portalu. Ten tekst jest tylko i wyłącznie podsumowaniem moich wrażeń po pierwszym dniu spędzonym z Galaxy S10e. Galaxy S8, z którego korzystałem prawie dwa lata, od dłuższego czasu mocno mnie irytował. Smartfon działał wolno, trzymanie aplikacji w pamięci dłużej niż 5 minut było sporym wyzwaniem, a do tego mój egzemplarz miał problemy z nieostrzącym się aparatem i dotykiem. Po pierwszym odpaleniu Galaxy S10e poczułem prawdziwą ulgę.

Miałem spory dylemat, czy nie dopłacić do Galaxy S10, ale stwierdziłem, że w moim przypadku byłoby to bez sensu. Czytnik linii papilarnych w ekranie, którego posiada Galaxy S10 jak i Galaxy S10+ jest Samsungowym „debiutem”, a więc nic dziwnego, że ma wiele niedoskonałości. Co prawda najnowsza aktualizacja nieco poprawia jego działanie, jednak mimo wszystko wolę poczekać na Galaxy S11 lub S12. Zdjęć nie wykonuje przesadnie często, a więc trzeci obiektyw jest mi całkowicie zbędny. Mówiąc krótko: na chwilę obecną z Galaxy S10e jestem bardzo zadowolony. Skłamałbym jednak, gdybym nie napisał, że brakuje mi kilku rozwiązań z Galaxy S8.

Funkcje, które miał Galaxy S8, a brakuje mi ich w Galaxy S10

Samsung Galaxy S10E

Pierwsze co rzuca się w oczy to brak diody powiadomień. Poważnie – nie ma jej. Zdążyłem się do tego rozwiązania już tak przyzwyczaić, że ciężko mi teraz przestawić się na jego brak. Być może jednak wyjdzie mi to na dobre, bo dioda powiadomień ma to do siebie, że potrafi strasznie rozpraszać. Drugim rozwiązaniem, za którym tęsknie (a nie myślałem, że będę tęsknił) jest skaner tęczówki oka. Czytnik linii papilarnych w Galaxy S8 był fatalny – skaner tęczówki oka zresztą też, ale zwykle gdy jedna funkcja odmawiała posłuszeństwa, to druga akurat działała, wskutek czego z niej korzystałem. Niestety, ale w Galaxy S10e czytnik linii papilarnych również jest fatalny. Co prawda jest jeszcze skaner twarzy, jednak nie jest to zbyt bezpieczne rozwiązanie, przez co z niego nie korzystam. Niestety, najczęściej telefon odblokowuje wpisując hasło – żeby czytnik linii papilarnych działał jak należy, palec musi być suchy jak… hmm, piasek na pustyni. Jeśli miałbym się jeszcze do czegoś przyczepić, co nie jest „funkcją”, to byłby to kabel od ładowarki, który jest o jakieś pół metra krótszy od tego w zestawie z Galaxy S8. Dziwna decyzja Samsunga.

Galaxy S10e

Wymiana Galaxy S8 na Galaxy S10e to ogromny wzrost wydajności

Tak, po wymianie mojej wysłużonej S-ósemki na Galaxy S10e odczułem ogromny wzrost wydajności. Nic się nie zacina, wszystko działa bardzo szybko i bardzo płynnie. Niebo a ziemia. Nowszy procesor i dodatkowe 2 GB RAM-u jednak robią robotę. Problemy z trzymaniem aplikacji w pamięci, które wyjątkowo mnie irytowały w Galaxy S8, przestały istnieć. Same aplikacje rzecz jasna także wczytują się szybciej.

Co urzekło mnie w Galaxy S10e?

Jest tego wiele. Design Galaxy S8 nieco mi się znudził. Wspomniany smartfon ma oczywiście zakrzywione ekran, którego S10e już nie posiada. Mam ten sprzęt zaledwie jeden dzień i mogę już śmiało powiedzieć, że wcale za nim nie tęsknie. A skoro już o designie mowa, to Galaxy S10e moim zdaniem jest najładniejszym przedstawicielem serii S10. Smartfon wygląda bardzo elegancko i widać, że to urządzenie należy do segmentu premium. Jakość wykonania stoi tu na najwyższym poziomie. Nie byłbym sobą, gdybym nie napomknął o dziurce w wyświetlaczu. Nie jest ona tak irytująca, jak myślałem że będzie – powoli przestaje ją w ogóle zauważać. Oczywiście wolałbym, by w ogóle jej nie było, ale zanim zniknie na dobre, to zapewne pojawią się jeszcze 2-3 generacje.

Wspominając o elementach, które urzekły mnie w Galaxy S10e, nie mógłbym zapomniec o ekranie, który jest po prostu fenomenalny. Wyświetlacz w Galaxy S8 także jest świetny, jednak Galaxy S10e postawił poprzeczkę jeszcze wyżej. Kolory są piękne, a sam obraz ostry jak żyletka. Nie wiem jak Samsung to robi, ale z roku na rok jego flagowce mają coraz lepsze ekrany. Gdy wydaje się, że lepiej już być nie może, to Samsung pokazuje, że jednak się da.

Warto jeszcze napomknąć o oprogramowaniu, w którym Samsung umieścił też kilka nowych funkcji. Zdecydowanie moją ulubioną jest tryb ciemny, który można włączać w każdej chwili ręcznie lub automatycznie – od zachodu do wschodu słońca lub w ustalonych godzinach.

galaxy s10e

Zobacz także: Co by było, gdyby smartfony przejęły rolę komputerów?

Podsumowanie

Korzystam z Galaxy S10e dopiero jeden dzień, jednak już śmiało mogę powiedzieć, że wymiana Galaxy S8 na Galaxy S10e była świetną decyzją. Zupełnie nie żałuje, że w zamian nie kupiłem Galaxy S10 czy Galaxy S10+. Mam nadzieję, że w przyszłych generacjach Samsung poprawi czytnik linii papilarnych i usunie dziurkę w ekranie. Wtedy będzie to ideał. A Wy planujecie zakup któregoś smartfona z serii Galaxy S10? Dajcie znać w komentarzach!

PS. jeśli macie jakieś pytania co do tego smartfona lub samej wymiany Galaxy S8 na Galaxy S10e, to śmiało zadajcie je w komentarzach. Chętnie odpowiem 🙂





x