Sailfish OS, czyli Aurora OS. O tym, jak Rosjanie zaanektowali system operacyjny

mm Maciej Olanicki Artykuły 2019-02-21

Sailfish OS miał wszystko, czego potrzeba do osiągnięcia spektakularnego sukcesu. Wyrosły z kultowych korzeni Nokii system stanowił tak bardzo pożądaną przez użytkowników trzecią drogę i nadal jest ciekawym przedsięwzięciem również od strony technicznej. Burzliwa historia tego systemu operacyjnego jest pełna zwrotów akcji i balansowania na granicy abandonware. Ale czy ktoś spodziewałby się, że Sailfish OS zostanie kiedykolwiek… zaanektowany?

Sailfish OS – co poszło nie tak?

Sailfish OS

Mobilna dystrybucja Linuksa oparta na MeeGo, rozwijana przez byłych pracowników Nokii, którzy rozstali się z firmą po aliansie z Microsoftem – co mogło pójść nie tak? Na papierze Sailfish OS miał wszystko, czego trzeba, by zostać kontynuatorem fińskiego podejścia do produkcji mobilnego sprzętu i oprogramowania. Przedsięwzięcie jednak nie powiodło się, zaś moim celem nie jest teraz próba wyjaśnienia powodów niepowodzenia. Dość powiedzieć, że po wielu latach, a nawet próbach finansowania dzięki crowdfundingowi, Sailfish OS to wciąż niszowa ciekawostka.

Ale nie na wszystkich szerokościach geograficznych, jak się okazuje. Nie chodzi tutaj wcale o eksperymenty, na jakie pozwala Sony ze swoimi Xperiami (udostępnianie Saiflish OS-a jako Custom ROM-u do samodzielnej instalacji), choć z całą pewnością postawa Japończyków zasługuje na dużą pochwałę. Chodzi o pozycję, jaką Sailfish OS ma w Rosji. Już w 2015 roku Ministerstwo Komunikacji i Łączności Federacji Rosyjskiej ogłosiło, że w Rosji konieczne jest stworzenie konkurenta dla Androida i iOS-a.

Konkurent ów miał powstać na bazie Sailfish OS-a. Oprócz deweloperów z Jolla nad oprogramowaniem mieli pracować także przedstawiciele państw z grupy BRIKS: Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA. Tajemnicą poliszynela jest, że finansowanie przez BRIKS prac nad Sailfish OS-em lub jego forkiem miało uniezależnić administracje tych państw od oprogramowania rozwijanego przez korporacje amerykańskie – Apple i Google. Mowa o przedsięwzięciu w pewnym sensie strategicznym, nic więc dziwnego, że o jego rozwoju nie rozpisywały się media.

Aneksja i nacjonalizacja Sailfish

Aż do niedawna. Na początku lutego biuro prasowe Rostelekomu – największego rosyjskiego dostawcy usług telekomunikacyjnych, będącego spółką skarbu państwa – ukazał się ciekawy komunikat. Jego tytuł brzmi „Rosyjski system operacyjny wchodzi w nowy etap rozwoju pod marką Aurora”. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy już po lekturze pierwszego akapitu stało się jasne, że Aurora OS to nic innego, niż… Sailfish OS!

Cały komunikat wręcz najeżony jest językowymi niuansami. Pierwszy z nich znajdziemy już w tytule. Chodzi o słowo rosyjski, a w oryginale rossijskij. Nie każdy wie, że Borys Jelcyn spopularyzował rozróżnienie dwóch przymiotników – russkij i rossijskij właśnie. Pierwszy odnosi się między innymi do kultury, narodu. Russkij może być na przykład język. Rossijskij z kolei łączy się ze sferą państwowości Federacji Rosyjskiej. Rossijskaja będzie zatem właśnie Federacja, rossijskij paszport, rossijskoje obywatelstwo, a teraz także… system operacyjny.

Jelcyn chciał językowo skonsolidować postsowiecki chaos, co twórczo rozwinął Władimir Putin. Użycie tego słowa w komunikacie państwowej spółki nie jest przypadkowe – ma na celu jasno zasygnalizować już nawet nie narodowość, lecz przynależność państwową systemu operacyjnego. Wcześniej o Sailfish OS-ie często mówiło się, że jest fiński, choć nikt nie sprawdzał, ilu faktycznie Finów zatrudnia Jolla. Miało to na celu nobilitowanie systemu, ale nie przez skojarzenie z Finlandią, lecz z Nokią. Jak widać, Rosja widzi tę sprawę inaczej i de facto zaanektowała i znacjonalizowała Sailfish OS-a.

Aurora OS, czyli system ojczysty

Aurora OS

Jeszcze ciekawiej jest w dalszej części komunikatu. Już w pierwszym zdaniu w odniesieniu do systemu pada słowo otieczestwiennaja – to samo słowo używane jest w sformułowaniu, które na polski tłumaczy się jako Wielka Wojna Ojczyźniana. Odtąd zatem Saliflish OS… ekhm, przepraszam, Aurora OS, to już nawet nie system narodowy, jak to modnie ostatnio nazywać rzeczy nad Wisłą. To mobilny system ojczyźniany, czy też – bliżej współczesnej polszczyzny – rodzimy, ojczysty!

Dalej w komunikacie przytoczona zostaje wypowiedź Michaiła Osiejewskiego, prezesa Rostelekom, który wyjaśnia powód zmiany nazwy, a nawet jej genezę. Zwróćmy uwagę, że Rostelekom ani razu nie wspomina przy tym, że Sailfish OS to owoc pracy firmy Jolla – od początku do końca utrzymywana jest wersja, że to oprogramowania rdzennie rosyjskie. Oddajmy jednak głos prezesowi:

Oczywistością jest, że rodzimy mobilny system operacyjny powinien mieć nazwę w języku rosyjskim, łatwą do zapamiętania, nacechowaną energią i pozytywną (pierwotnie aurora – zorza poranna).

Jeśli zatem ktoś uważał, że nową nazwę Rosjanie wzięli od słynnego krążownika, którego ślepy wystrzał miał zainaugurować Rewolucję Październikową, to jest w błędzie – chodzi rzecz jasna o rzymską boginię jutrzenki, zorzę poranną. Pewnie równie pacyfistyczna i nierewolucyjna atmosfera panowała przed laty w Mozilli – Aurora to przecież przedpremierowa nazwa Firefoksa, a później jednego z kanałów dystrybucji tej przeglądarki.

Opropagowanie, czyli software w służbie propagandy

Dość ironii, czas przejść do konkretów. Tych jednak jest tyle, co kot napłakał. O Aurora OS-ie dowiadujemy się z komunikatu tyle, że sprosta każdemu zadaniu stawianemu przed współczesnym mobilnym systemem operacyjnym. Ważne są zapewne także informacje o certyfikacie bezpieczeństwa wydanym przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Niestety, nie uświadczymy choćby zrzutu ekranu, ani najdrobniejszej wzmianki o konkretach technicznych.

Nic dziwnego. Jak wspomniałem, mowa o zasobie w pewnym sensie strategicznym i dzielnie się szczegółami nie jest w interesie twórców. Nie sposób również oczekiwać, by dosadna narodowa narracja wzbudziła czyjekolwiek zastrzeżenia – zapewne firma Jolla otrzymała stosowną gratyfikację za aneksję i nacjonalizację kojarzonego dotąd z Finlandią systemu operacyjnego. Najważniejsze jednak, że najnowszy epizod w historii Sailfish OS-a pokazuje, jak sprawnie wykorzystane do celów propagandowych może być dziś… oprogramowanie. 

Oczywiście jakichkolwiek informacji o zmianie nazwy próżno szukać na stronach Jolli – rebranding odbywa się wyłącznie na gruncie rosyjskim. Jak widać, nawet mobilny system operacyjny z powodzeniem może uchodzić za narodowy, rodzimy, a nawet ojczysty. Nawet jeśli za jego ojczystość najzwyczajniej w świecie zapłaciło się prywatnej fińskiej firmie.

PS Sailfish od lat w swojej identyfikacji wizualnej nagminnie wykorzystuje motyw zorzy polarnej, czyli… aurora borealis! Przypadek?





x