Gruzja – jak stała się bitcoinową potęgą?

mm Maciej Olanicki Artykuły 2019-02-03

Wyobraźmy sobie badanie opinii dotyczące kryptowalut. W ulicznej sondzie ankietowani mieliby wytypować państwo, z którym kojarzą boom kryptowalutowy. Zapewne zdecydowana większość wskazywałaby na Stany Zjednoczone. Wysoko znalazłyby się pewnie Chiny, być może Singapur lub Tajwan. Zapewne żaden z badanych nie wiedziałby, że na granicy pomiędzy Europą a Azją, na południe od Wielkiego Kaukazu, leży państwo, w którym bitcoin spowodował ważne i namacalne zmiany. Zaczął kształtować sytuację ekonomiczną i rynek pracy. Wierzcie lub nie, ale mowa o Gruzji.

Gruzja – Kaukaz, wino i Bitcoin

Gruzję znacznie częściej kojarzymy z olśniewającymi widokami górskimi, Drogą Wojenną, winem czy wyśmienitą kuchnią. Już samo zestawienie tych asocjacji pokazuje, że mamy do czynienia z obrazem kreowanym przede wszystkim przez katalogi biur podróży czy materiały National Geographic, a w mniejszym stopniu przez znajomość tamtejszych realiów. Zapatrzeni w liczącą sobie tysiące lat unikatową kulturę zapominamy, że Gruzja musi się także mierzyć ze swoją teraźniejszością. A ta może się okazać nieco mniej barwna.

Monastyr w DżwariMonastyr w Dżwari z VI w.

Powiedzieć, że w ciągu ostatnich trzydziestu lat Gruzją targały konflikty, to nic nie powiedzieć. One Gruzję wręcz rozrywały i to dosłownie. Przy wsparciu Rosjan w 2008 roku, separatystom z Abchazji i Osetii Południowej udało się pozbyć wpływów Tbilisi. Gruzja ma też problemy dla wielu środkowoazjatyckich państw, dla których rozpad Związku Radzieckiego i lata następne okazały się niełatwe. Wszechmocni oligarchowie i korupcja to w regionie palące problemy. Próby odbudowy dawnej strefy wpływów przez Federację Rosyjską też nie sprzyjają samodzielnemu budowaniu dobrobytu.

W takich warunkach dochodzi nierzadko do niezwykłych zjawisk. Wystarczy przywołać pomysłowość mieszkańców Kuby, którzy radzili sobie z ograniczonym dostępem do Internetu przez zapisywanie popularnych filmów, muzyki czy oprogramowania na dyski i sprzedawaniu ich na czarnym rynku. W Afryce do dystrybucji pirackich treści korzysta się z Wikipedii, gdyż Google i Facebook oferują do niej bezpłatny dostęp w ramach projektów Loon i Internet.org. W Gruzji innowacja ta przybrała inną, znacznie bardziej zaawansowaną formę – jak grzyby po deszczu rosną tam duże farmy, na których ogromną skalę kopie się kryptowaluty.

Bitcoin w Gruzji – jak do tego doszło?

Według danych zgromadzonych przez Liz Alderman z The New York Times, aktualnie w Gruzji nawet 10% krajowej produkcji prądu zużywanych jest na kopanie kryptowalut, przede wszystkim bitcoina. Już na tym etapie każdy ma prawo do zaskoczenia – wszak wydawałoby się, że bitcoin to dziś karykatura kryptowaluty, a jego kopanie na kartach graficznych już dawno przestało być opłacalne. I tak, i nie. Z całą pewnością o bitcoinie nie sposób dziś już mówić jako o walucie w sensie środka płatniczego. Niestabilność kursu przekreśliła w jego przypadku szansę na bycie „walutą przyszłości”.

W jaki sposób Gruzja oparła się kryzysowi zaufania wobec najpopularniejszej kryptowaluty? Z pomocą firmy Bitfury, która ściśle współpracuje z władzami kaukaskiego kraju i wspomaga przebudowę go w bitcoinowe Eldorado. Oczywiście nie robi tego bezinteresownie. Rząd Gruzji za bezcen sprzedał jej ogromne połacie, utworzył specjalne strefy ekonomiczne oraz przedstawił pakiet wygód fiskalnych. Według Andrew Northa, byłego korespondenta BBC z Tbilisi, opozycja wysuwa pod adresem władz poważne oskarżenia, co do zażyłości z Bitfury. Według jej przedstawicieli, gruzińska wierchuszka jest sowicie opłacana przez firmę z siedzibą San Francisco. Założone w 2011 roku Bitfury przynosi, między innymi dzięki gruzińskim farmom, około 100 mln dolarów przychodu rocznie.

Kluczowym czynnikiem były ceny prądu

Ale Gruzja ma jeszcze jedną właściwość, bez której tamtejsza eskalacja bitcoinowego boomu nie byłaby możliwa. Bardzo tani prąd. Gospodarka energetyczna tego kraju w dużym stopniu bazuje na licznych elektrowniach wodnych budowanych na wartkich strumieniach spływających po kaukaskich zboczach. Obowiązują trzy taryfy – cena rośnie wraz ze zużyciem z zachowaniem trzech progów. Po zeszłorocznych podwyżkach za konsumpcję ponad 300 kWh trzeba zapłacić 0,21 lari za kWh, czyli około 29 groszy. W Polsce płacimy średnio 55 groszy, a trzeba wziąć pod uwagę, że w obu przypadkach mowa o cenach brutto. Preferencyjne stawki dla kopalni kryptowalut w Gruzji oznaczają 100-procentową ulgę podatkową na cenach prądu.

Georgia, Tbilisi CityElektrownia wodna w Tbilisi – jedna z wielu, które przyczyniły się do bitcoinowego boomu. Fot. Mostafameraji na licencji CC BY-SA 4.0.

Entuzjazm szybko został podchwycony przez zwykłych mieszkańców. Zapożyczają się oni na kupno kart graficznych i uruchamiają kopalnie we własnych mieszkaniach. Według orientacyjnych szacunków, tę lub inną kryptowalutę wydobywa dziś w warunkach chałupniczych nawet 200 tys. osób, czyli ponad 5% z 3,7-milionowej populacji tego kraju. Może się to wydawać niewielkim odsetkiem, ale warto pamiętać, że to 5% zużywa 10% produkowanego w Gruzji prądu.

Moneta ma zawsze dwie strony

Chcemy tego, czy nie, ale kryptowaluty wprowadziły do naszej codzienności sporo ciekawego zamieszania i zmian. Coraz rzadziej mówi się o nich w kontekście nieskończenie podzielnego, odpornego na spekulacje i niepodlegającego regulatorom środka płatniczego, a coraz częściej w kontekście cyberzagrożeń. Warto na przykład zadać sobie pytanie: czy powstanie takiego typu złośliwego oprogramowania, jak ransomware byłoby możliwe, gdyby nie gwarancja anonimowości w przekazywaniu okupu? Czy gdyby nie kryptowaluty, to musielibyśmy się obawiać stron, które będą skrajnie obciążać procesory naszych maszyn?

Warto jednak pamiętać także i o dobrych stronach, o Gruzji – dla tysięcy ludzi w tym kraju kryptowalutowy boom okazał się szansą na poprawę swojej sytuacji. Kilka nakładających się czynników – niskie ceny prądu, przychylność władz i inwestor z Doliny Krzemowej – wprowadziło ten niewielki kaukaski kraj z ogromną tradycją na listę światowych bitcoinowych potęg. Pozostaje tylko życzyć, aby Gruzja utrzymała się na tej liście jak najdłużej.



  • Obserwator Polityczny

    „Po zeszłorocznych podwyżkach za konsumpcję ponad 300 kWh trzeba zapłacić 0,21 lari za kWh, czyli około 29 groszy. W Polsce płacimy średnio 55 groszy, a trzeba wziąć pod uwagę, że w obu przypadkach mowa o cenach brutto. Preferencyjne stawki dla kopalni kryptowalut”

    W Polsce płacimy 55groszy ale za 1 kilowat. Z tego na kolanie napisanego artykułu wynika że tyle płacimy za 300kw

    • tom15225

      W Polsce płacimy 55 gorszy za kilowatogodzinę a nie za kilowat – stosujesz zła jednostkę. Z artykułu wynika poprawnie, że przy konsumpcji powyżej 300 kWh płaci się 29 gr za kWh.

  • Aslain

    jari? błąd – raczej lari 🙂 czyli 21 tetri…

    • Maciej Olanicki

      Oczywiście lari, dziękuję za zwrócenie uwagi 🙂



x