Chińska rewolucja, czyli o telefonach z Państwa Środka słów kilka

mm Miłosz Artykuły 2019-01-27

Już od dłuższego czasu można zaobserwować wzmożone zainteresowanie telefonami z Chin. Oczywiście nie mam na myśli okresu w postaci ostatniego roku, ale chociażby ostatnich 5 lat. Wszystko zaczęło się tak „na poważnie” w kwietniu 2014 roku, kiedy to OnePlus oficjalnie ogłosił premierę swojego pierwszego modelu One. Wtedy okazało się, że można kupić telefon z topowymi parametrami za ułamek ceny odpowiedników ze stajni Androida np. Samsunga czy Sony. Wiadomo, nie obyło się bez „cięć” w tej propozycji, bo jak wszyscy wiemy telefony od OnePlus zawsze miały słaby punkt w postaci aparatu, aczkolwiek w najnowszych propozycjach już tak bardzo bym się jakości zdjęć i filmów nie czepiał.

Telefony z Chin, czyli po co przepłacać?

aliexpress

Konsumenci dostrzegli, że nie trzeba płacić majątku, aby mieć dobry i solidny smartfon. Za ciosem poszły kolejne marki, powoli wychodząc poza Państwo Środka. Nie bez znaczenia w całej sytuacji jest fakt istnienia i popularyzacji takich sklepów jak GearBest czy AliExpress. To dzięki nim spora część klientów z Europy i nie tylko (skupmy się na naszym ogródku) miała na początku dostęp do telefonów takich marek jak Oppo, Meizu, Xiaomi czy Vivo. Pozytywny odzew na rynku i spore zainteresowanie telefonami z Chin spowodowało ekspansję tych marek na cały świat, ale już nie tylko poprzez sklepy internetowe, lecz również poprzez posiadanie swoich „wysp” w marketach elektronicznych oraz otwieranie swoich własnych sklepów. Mamy w Polsce Mi Store, swój oficjalny sklep ma również Huawei, który swoją drogą przeszedł gigantyczną metamorfozę na przestrzeni ostatnich kilku lat i możliwe, że niebawem doczekamy się sklepu Oppo, ale to akurat tylko moje domysły. Jedno jest pewne — Oppo na dniach oficjalnie zawita do Polski i zaoferuje serwis w naszym kraju.

Chińskie telefony coraz bardziej zauważalne

meizu m1

Można było zauważyć coraz więcej telefonów takich marek jak Meizu czy Xiaomi u ludzi na ulicach, jak również w sklepach i u operatorów. W przypadku tego ostatniego w naszym kraju wciąż króluje Play. Wracając, coraz więcej pojawiało się artykułów na ten temat, jak też recenzji w internecie tzw. „chińczyków”. Sam byłem bardzo zaskoczony, jak odwiedzając znajomych w 2016 roku, kolega pokazał mi swojego Meziu M1, którego kupił w jednym z elektromarketów. Pamiętam, że duże wrażenie na mnie zrobiła jakość wykonania tego telefonu, uwzględniając jego półkę cenową, ale też zaskoczyła mnie jego płynność działania. Oprogramowanie miało swoje wady, jak np. złe tłumaczenie w niektórych zakamarkach systemu, ale nie przeszkadzało to w ogólnym użytkowaniu telefonu.

oppo a7 oficjalnie

Z urządzeń z początku średnio dostępnych i raczej niewzbudzających zbyt dużego zaufania wśród klientów — głównie z powodu potencjalnych kłopotów z gwarancją i ewentualną naprawą — smartfony z Chin stały się realną i coraz łatwiej dostępną alternatywą dla drogich urządzeń „wielkich graczy”. Portfolio chińskich firm zaczęło się rozrastać. Każdy już znał takie firmy jak wcześniej wymienione, ale też wśród „chińczyków” można już zacząć rozróżniać tych droższych, jak np. wspomniane Oppo i tych tańszych w postaci DooGee czy Bluboo. Można powiedzieć, że zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu.

 

Telefon z Chin to już nie jest gorszy sort

oneplus 6t mclaren edition

Telefony z Chin w pewnym momencie przestały powoli odbiegać jakościowo i technologicznie od tych od największych producentów. Jasne, że nadal aparaty były gorsze, jakość wykonania nie zawsze stała na takim poziomie, na jakim być powinna. Tyczy się to szczególnie tańszych modeli, jednakże z roku na rok ten dystans jakościowy znacząco się zmniejszał. Przywołując miniony rok i chociażby takie modele jak OnePlus 6T McLaren Edition czy Xiaomi Mi Mix 3 można śmiało stwierdzić, że są to telefony wykonane naprawdę na poziomie „Premium”. Dokładając do tego topowe parametry i sporo mniejsze pieniądze, aby je kupić, robią się naprawdę ciekawą alternatywą dla najdroższych telefonów.

pocophone f1

Skoro wspomniałem o 2018 roku, to nie sposób nie napisać o Pocophone F1. Co prawda aparat fotograficzny nie jest najwyższych lotów, brakuje NFC i jest wykonany z tworzywa sztucznego, to w środku dostaliśmy Snapdragona 845, 6 lub 8GB RAM, 64, 128 lub 256 GB pamięci na dane oraz hybrydowy slot na kartę MicroSD. To wszystko zaczynało się od kwoty sporo poniżej 2000 złotych. Tym telefonem Xiaomi udowodniło, że nie trzeba wyceniać bardzo dobrych parametrów na bardzo wysokim poziomie.

Zobacz też: Twórz petycje na Facebooku!

Co dalej nas czeka? Nie jestem analitykiem, ale mogę pokusić się o stwierdzenie, że jeżeli polityka chińskich firm nie zmieni się znacząco i dalej będą jakościowo iść do góry, to może doprowadzić to do zmiany polityki cenowej dużych graczy takich jak np. Samsung. Firmy te zaczną rozumieć, że 5 tysięcy złotych za telefon to jednak delikatna przesada. Dla nas, jako dla klientów, taki stan rzeczy nie byłby niczym złym, wręcz przeciwnie. Czekamy na lepsze jutro!



x