Bomba milenijna – historia o tym, jak to 2000 rok miał zacząć się apokalipsą

Adrian Celej Artykuły 2019-01-01

Mamy dziś 1 stycznia 2019 roku, dzień zwany Nowym Rokiem. Na dziś nie zaplanowano żadnej apokalipsy, nie zagrażał nam żaden meteoryt, w końcu dlaczego akurat dziś? Cofnijmy się jednak o 19 lat, kiedy to zagrożenie apokalipsą faktycznie istniało.

Zacznijmy od pierwszych komputerów

Odra 1001

Odra 1001

Wróćmy gdzieś do lat 50 ubiegłego wieku, a może nawet wcześniej. Ówczesne komputery dysponowały parametrami tak skromnymi, że pisząc dla nich program trzeba było wszystko tak przemyśleć, aby dostarczyć go do komputera w jak najprostszej postaci. Problem ten dotyczył także pamięci, w tamtym czasie korzystało się np. z wijących się kilometrami (trochę podkoloryzowałem) kart perforowanych. Jednym ze sposobów na ograniczenie ilości wprowadzanych danych było zapisywanie roku za pomocą dwóch ostatnich cyfr. W ten sposób rok 1970 zapisywało się jak 70. Udało się zaoszczędzić 2 znaki, komputer wiedział już o co chodzi.

Czasy się zmieniły

Z czasem w użyciu pojawiły się nowsze komputery, teoretycznie nic nie powinno przeszkadzać w zapisywaniu pełnych dat. To tylko teoria, ponieważ nadal korzystano z dwóch cyfr, głównie z powodu kompatybilności ze starszym oprogramowaniem. W zasadzie nikt nie widział w tym problemu. W 1958 roku programista Bob Bemer dostrzegł wadę tego rozwiązania podczas pisania programu do tworzenia drzewa genealogicznego. Mimo starań nie udało mu się nic zrobić. Temat powrócił w 1994 roku, kiedy to podobne problemy zaczęły pojawiać się coraz częściej. Przy próbie zapisania roku 2000 w postaci cyfr 00 dochodziło do sytuacji, na którą komputery nie były przygotowane. Pojawiały się 3 możliwości – data mogła zostać rozpoznana jako rok 2000, 1900 lub mogło dojść do zawieszenia programu.

Zaczęła się medialna nagonka

Temat bardzo mocno nagłośniły media – zapowiadano apokalipsę, powrót do średniowiecza, katastrofy lotnicze spowodowane awarią komputerów pokładowych itp. Generalnie wszystkie komputery miały przestać działać. Tak sprawę opisywano w 1998 roku:

Szanse na pełne rozwiązanie tzw. problemu roku 2000 są minimalne. Informatycy sugerują więc, żeby skupić się tylko na najważniejszych sprawach. W tym roku wydatki na ten cel w USA i Europie wzrosły już o 20 proc.

[…]

Mimo że wydatki na bombę milenijną samego tylko amerykańskiego rządu przekroczyły już znacznie kwotę 5 mld dolarów, nie wszystkie instytucje rządowe są przygotowane.

Źródło: Puls Biznesu

Osoby, które w tamtym czasie niewiele wiedziały na temat komputerów (przypominam, że była to końcówka lat 90) wspominały, że „wszystko miało się wyzerować”. No cóż, temat ten był często zbyt mocno podkoloryzowany, tak aby trafić do szarego człowieka. Za medialną nagonkę po części odpowiadały firmy informatyczne. Według szacunków naprawa problemu roku 2000 (tak też nazywana była bomba milenijna) kosztowała 300 miliardów dolarów. Firmy informatyczne chętnie sprzedawały nowsze oprogramowanie odporne na bombę milenijną lub testowały stare. Konieczne było przebudowanie systemów bankowych, telekomunikacyjnych i wszystkich innych, które można uznać za krytyczne. Problem kompatybilności został rozwiązany poprzez obsługę dat zapisanych na oba sposoby.

Zobacz też: Podsumowanie 2018 roku — nie wszystko było idealne

Bomba milenijna wybuchła

Do apokalipsy nie doszło, nadszedł 2000 rok i prawie nic się nie stało. Prawie, bo nie wszystkie systemy zostały odpowiednio przygotowane. Dobrym przykładem jest widoczna na powyższym zdjęciu tablica, która wyświetlała datę 3 stycznia 1900 roku. Doszło co prawda do paru incydentów, ale straszenie zwykłych ludzi nie miało absolutnie żadnego sensu. Co ciekawe sytuacja ma możliwość powtórzyć się w 2038 roku, ale o tym innym razem.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x