Android? Nie szaleję za nim, bo ma kilka wad, ale iOS też nie jest dla mnie

mm Adam Lulek Artykuły 2019-01-01

Minęło już ponad 10 lat od czasu, kiedy Android zadebiutował na rynku. System ten jest najpopularniejszą platformą na urządzenia mobilne. Zielonego robota możemy znaleźć również pod postacią Android TV i Android Auto. Jego największym i właściwie jedynym konkurentem jest iOS od Apple. Dwa systemy wbrew pozorom mają wiele wspólnego, ale fani są zdecydowanie podzieleni. Nie należę do żadnego z obozów, potrafię docenić zalety i skrytykować wady obydwu platform. Od lat jednak posiadam urządzenie z Androidem, dlaczego?

Android – świadomy wybór

Po pierwsze, dlatego że jest to system bardziej otwarty od iOSa. Ma on znacznie więcej funkcji i ustawień niż iOS. Od początku byłem fanem personalizacji tego, co widzę na smartfonie. Ponadto, dzięki otwartości zielonego robota, producenci urządzeń mobilnych mogą dodawać własne nakładki z dodatkowymi funkcjami. Niektórzy uznają to jako zaletę, ja też – w przypadku Samsunga i Huawei. Otwartość zielonego robota to właściwie jedyna, ale bardzo istotna cecha, która według mnie działa na jego korzyść względem iOSa i trzyma mnie przy tym systemie.

Co przemawia za platformą Apple?

Niemalże perfekcyjność działania iOSa. Obsługa gestami w iOS to od samego początku bajka, a system działa płynnie i nie wymaga 8 czy 10 GB w smartfonie. Takie urządzenia powoli zaczynają się pojawiać na rynku. Ponadto hardware i software tworzone przez jednego producenta powodują, iż wszystkie urządzenia z iOS otrzymują aktualizacje w jednym czasie. Ponadto są one wspierane znacznie dłużej niż smartfony z Androidem, które niejednokrotnie mogą otrzymać jedynie jeden update. Co mi się nie podoba w iOS to ubogość opcji w systemie, jak i w aplikacjach np. w interfejsie aparatu.

Android, iOS albo… nowy system

W dzisiejszych czasach, jeśli chcesz kupić nowe urządzenie, nie masz wyboru: albo kupujesz smartfona z niedoskonałym Androidem albo potwornie drogiego iPhone’a. Na rynku brakuje różnorodności, a smartfony i nawet systemy operacyjne zaczynają wyglądać bardzo podobnie. To, czego mi brakuje, to doświadczenie odkrywania ukrytych innowacyjnych funkcji, tak jak 9 lat temu i z każdą nową aktualizacją. Nauka korzystania z nowego oprogramowania i omijania jego drobnych błędów od podstaw byłaby czymś niesamowitym. Niestety, system takie jak np. mobilny Windows, czy Sailfish OS właściwie umarły. Ten pierwszy w chwili debiutu był koszmarny w użytkowaniu, ten drugi nie przyjął się z uwagi na brak wsparcia przez producentów. Kiedy Apple montował fizyczne przyciski home w iPhone’ach, a Google promował używanie klawiszy nawigacyjnych na ekranie, które znamy do dzisiaj, konkurenci tacy jak WebOS, Sailfish OS i Ubuntu Touch już wykorzystali futurystyczne gesty.

A może Fuchsia OS?

Wydawać by się mogło, że nawet firma, która pozwoliła Androidowi rozwijać się i rozprzestrzeniać jak wirus, ma go już dość. Nie mówimy tu o menedżerach, którzy widocznie postrzegają Androida jako źródło zysku, ale o samych programistach. Być może dlatego kilka lat temu Google zaczęło opracowywać równoległy projekt o nazwie Fuchsia OS. Oparty jest na nowym jądrze Magenta (bez systemu Linux, używanego do tej pory na Androidzie i nie tylko).

Firma nie tylko testuje system wewnętrznie na niektórych swoich urządzeniach, ale wydaje się, że interesują się nim również producenci zewnętrzni. Jeden z najnowszych raportów w sieci wspomina Huawei, który prawdopodobnie testował Fuchsię w urządzeniu Honor Play i pracował nad stworzeniem systemu operacyjnego, który miał zadebiutować w urządzeniu z Kirinem 970. Plotki o budowaniu przez Huawei własnego systemu operacyjnego krążą od dawna. Co, jeśli może firma współpracuje z Google, aby udoskonalić Fuchsię? Co jeśli Fuchsia jest dla Huawei, jak Android dla HTC? Jedno jest pewne, nowy system operacyjny ze wsparciem od Google i Huawei namieszałby na rynku.

Źródło: androidpit, własne



x