Największe porażki w historii Androida – część 3

Adrian Celej Artykuły 2018-10-28

Android to nie tylko sukcesy. Cały rynek związany z Androidem ma na koncie bardzo poważne porażki. Tydzień temu przedstawiłem swoje zdanie na temat notcha i tabletów za 200 zł, dziś zajmę się kolejnymi kwestiami.

Rynek wearables

LG G Watch

Google miało świetny pomysł na zdobycie kolejnego, rozwijającego się rynku. Android Wear (obecnie Wear OS) wystartował jako najlepszy system dla zegarków i według mnie jest nim do dziś. Co prawda sama idea smart zegarka nie była nowa, Sony Ericsson nieco prymitywniejsze urządzenia wydawał już w 2007 roku, ale to inna historia. Bardzo kibicowałem Androidowi Wear, sam mam zegarek z tym systemem i bardzo go sobie chwalę. Niestety, zegarki z Androidem Wear okazały się kompletną porażką. Dlaczego? Nie wiem, klienci po prostu nie byli nimi zainteresowani, z jakiegoś powodu nie widzą potrzeby zakupu takiego urządzenia. Sytuację mogło zmienić Apple, jednak premiera ich zegarka również okazała się porażką. Owszem, sprzedało się wiele egzemplarzy, ale zdecydowanie mniej niż wszyscy oczekiwali.

Innym dobrym przykładem są okulary Google Glass. W tym wypadku pomysł nie był zły, ale Google znacząco wyprzedziło swoje czasy. Nie ma na tę chwilę baterii mogących pochwalić się wystarczająco dużym „zagęszczeniem energii”. W okularach miejsca jest bardzo mało, przez co nie dało się zamontować odpowiednio pojemnej baterii i gadżet działał bardzo krótko. Pojawiło się też wiele innych problemów, nawet samo przyjęcie było ogromnym problemem. Znany jest przypadek, gdy ktoś prawdopodobnie w trosce o prywatność zabrał pewnemu dziennikarzowi okulary i rzucił nimi o ziemię. W efekcie po wyprzedaniu małej partii dla deweloperów projekt stanął w miejscu. Elektronika ubieralna mogłaby wydawać się naturalnym krokiem ewolucji współczesnej elektroniki, ale z różnych powodów tak się nie stało.

 Jednorazowość smartfonów

Pamiętacie pierwsze smartfony z Androidem? Nie były to zwarte konstrukcje, przeważnie składały się z klapki, pod którą mieliśmy dostęp do śrubek. Podobnie zresztą zbudowane były klasyczne komórki, producenci nie chcieli tego zmieniać. Niektórzy narzekali na spasowanie itp, ale fakt był taki, że każdy smartfon można było rozebrać i w razie potrzeby wymienić uszkodzony komponent. Poza tym często wyświetlacze nie były sklejone z digitizerem. Bez wątpienia telefony zbudowane w ten sposób wyświetlały gorszy obraz, jednak dzięki temu można było wymienić sam dotyk, bez wymiany wyświetlacza. Dziś o tym możemy zapomnieć. Większość smartfonów (szczególnie flagowych) składa się z ramki i dwóch tafli szkła, z zewnątrz nie ma dostępu do śrubek. Z tego powodu w zasadzie nie mamy możliwości samodzielnej naprawy urządzenia. Zdarza się, że naprawa urządzenia poza autoryzowanym serwisem jest niemożliwa – spotkałem się ze smartfonami, w których plecki są wykonane z plastiku i przyklejone do korpusu, a klej położony jest na całej powierzchni. Z tego powodu demontaż zawsze kończy się uszkodzeniem plecków. To ogromny problem, ponieważ taki smartfon jest po prostu jednorazowy, jeśli się zepsuje po okresie gwarancyjnym najbardziej opłacalnym rozwiązaniem jest kupienie drugiego. Często przyczyną awarii urządzenia jest bateria, której ze względu na konstrukcję unibody sami nie wymienimy. Od tej zmiany na rynku nie ma już ucieczki, robią tak już chyba wszyscy producenci. Warto wspomnieć, że pionierem w tej kwestii było Apple, reszta producentów skopiowała wyśmiewane wcześniej rozwiązanie.

Zobacz też:






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x