Ponad tydzień z Android Pie – warto było czekać?

Łukasz Pająk Artykuły 2018-09-30

Jak zapewne niektórzy z Was wiedzą, prywatnie jestem posiadaczem OnePlus 6, który jest moim głównym smartfonem. Ponad tydzień temu otrzymał on oficjalne wydanie Android Pie po dwóch wersjach testowych. Oczywiście wcześniej, przed premierą samego systemu, dostępne były testy Android P, ale to właśnie wydanie z Oxygen OS jest kluczowym dla fanów marki. Tym sposobem moje odczucia związane są z tą odmianą. Nie będzie to kolejny tekst, który opisuje poszczególne zmiany w systemie, a moje odczucia.

Czy warto było czekać na Android Pie?

android 9 pie

Zacznę nietypowo, bo od swego rodzaju podsumowania. Odpowiedź na powyższe pytanie jest oczywista – tak, warto było czekać. Zawsze warto mieć zainstalowaną najnowszą wersję oprogramowania, bo mimo że dla użytkownika wielu zmian nie ma, to liczy się jeszcze bezpieczeństwo, jak i dostępność poszczególnych bibliotek dla programistów. Pomijam kwestie błędów i różnorakich luk, bo ich nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Niemniej nawet pomijając tę zasadę, czuję pozytywną zmianę po przejściu na Android Pie – ze względu na szybkość, użytkowanie, jak i ogólne wrażenia.

 

Kluczowe zmiany w Android Pie nie są od razu widoczne

Tak naprawdę dwie kwestie utknęły mi w głowie po premierze nowego oprogramowania od Google – bateria adaptacyjna i inteligentne sterowanie modułem WiFi. W przypadku tego pierwszego czas nauki jest wymagany. Android uczy się, jak korzystamy z urządzenia i które aplikacje może wyłączać, bo nie są nam cały czas potrzebne. To wyraźnie wpłynęło na działanie akumulatora. O ile czas pracy na wyświetlaczu nie wzrósł drastycznie (przeciętnie wynosi około 7 godzin), to wtedy kiedy jest on wyłączony pokazuje oszczędność energii. W końcu nieużywane aplikacje nie marnują mocy, działając w tle.

Z kolei inteligentne włączanie i wyłączanie WiFi nie jest niczym nowym dla użytkowników chociażby Pixeli z Oreo. Ta funkcja trafiła do Android Pie z poprzedniego systemu, ale tym razem do wszystkich. Jej działanie jest banalnie proste – jeżeli w okolicy nie mamy zapamiętanej sieci WiFi, to moduł jest wyłączany. Dzieje się też tak, kiedy smartfon uzna, że to połączenie jest obecnie za słabe. Jakby nie patrzeć, często jest to zauważalne w moim przypadku, co wcześniej mnie irytowało, kiedy musiałem ręcznie wyłączać WiFi, bo sygnał był mocny, ale brakowało już połączenia internetowego.

 

Zmiany wyglądu są wyłącznie kosmetyczne i dla wielu niezauważalne

Oxygen OS stara się być możliwie najbardziej zbliżony do czystego systemu. Główne zmiany w Android Pie to chociażby nowy pasek powiadomień, który stał się bardziej płaski i okrągły, czyli w stylu Material Design. Drastycznie odmieniono design menu wskazującego natężenie dźwięku – jest z boku, jak i odpowiednik od wyłączania urządzenia. Pozwala teraz też na osobne sterowanie dźwiękiem dla różnych wyjść, co jest akurat ciekawe, ale wymaga jeszcze dopracowania. Co nowego z wyglądu najbardziej mi się podoba? Akurat coś, co tyczy wyłącznie OnePlusa – możliwość wyboru dowolnego koloru akcentu. Wcześniej mogliśmy zdecydować się na jeden z kilkunastu predefiniowanych barw. Oczywiście sama zmiana pojawiła się wcześniej w wersjach testowych i na innych modelach firmy.

 

Nie wszystko oceniam pozytywnie

Gesty – to niewątpliwie przyszłość, zwiększenie obszaru roboczego, ale niekoniecznie w wydaniu Google. Wciąż uważam, że Xiaomi ma jeden z najlepszych pomysłów na rezygnację z klawiszy funkcyjnych, ale OnePlus stawiam na drugim miejscu. Amerykanie są zdecydowanie dalej z prostego względu – ich pomysł nie rezygnuje z całkowitego pokazywania klawiszy. Co mi po tym, jak mogę przesunąć palec, jak i tak mam przyciski wyświetlane i zdecydowanie szybciej mógłbym z nich skorzystać? Po prostu nie czuję żadnych zalet względem tradycyjnego rozwiązania.

Zobacz też: Czym zachwycą nas Samsung Buds?

Zapewne możecie odnieść wrażenie, że niewiele się zmieniło. To prawda, nie jest to drastyczna rewolucja w Androidzie, choć bardziej odczuwalna, niż przejście z Nougata na Oreo. Niemniej warto zauważyć, że teraz wszystkie aktualizacje takie są – nieistotne czy to od Google czy innego wydawcy. Microsoft i Apple również stawiają na „kosmetyczne” ewolucje, aniżeli pisanie systemu od zera.





x