W dobie wydarzeń z ostatnich kilku miesięcy ponownie wraca temat tego, co Google o nas wie, w jaki sposób to gromadzi i do czego wykorzystuje. Każdy może mieć swoją opinię na ten temat, ale postanowiłem pokazać, że można korzystać z Androida w sposób możliwie najbardziej „incognito” – przynajmniej w rozumieniu usług Amerykanów. Szczególnie w przypadku, gdy ich nie wykorzystujemy, to jaki sens jest w ich działaniu na urządzeniu? Od pewnego czasu nie trudno odnieść wrażenia, że z Robocika można korzystać bez udziału Google.

Dlaczego nie pominąć całej konfiguracji początkowej?

android bez google

Już przy pierwszym włączeniu smartfonów i tabletów z Androidem jesteśmy proszeni o zalogowanie się na swoje konto Google. Jednak można ten proces w pełni pominąć. Niemalże wszystkie prośby konfiguracyjne możemy sobie odpuścić i przejść bezpośrednio do systemu. Wciąż znajdziemy wiele zainstalowanych aplikacji od Amerykanów, ale tak naprawdę będą one działać tylko lokalnie – takie Zdjęcia staną się zwykłym programem do przeglądania grafik na urządzeniu. Pozostałe możemy po prostu odinstalować. Jednak YouTube też działa w pełni – logowanie nie jest nigdzie obligatoryjne, jak mogłoby się wydawać po ostatnim wyroku Unii Europejskiej. Oczywiście nie wszystkie programy można usunąć, ale zanim zaczniecie modyfikować swoje oprogramowanie, to warto zadbać o ich uprawnienia. To najprostszy sposób na to, aby mieć kontrolę nad poszczególnymi tytułami. Niewątpliwie trzeba od razu pomyśleć o alternatywach dla tego, co oferuje Google. Oto przykłady:

  • Outlook zamiast Gmaila
  • Firefox lub Opera zamiast Chrome
  • OneDrive, DropBox zamiast Google Drive
  • Flickr zamiast Zdjęć Google
  • Mapy Here zamiast Map Google

Możecie nawet spróbować Apple Music zamiast Muzyki Google. Możliwości jest od groma, co potwierdza, że Android jest otwartym systemem.

Android bez Google istnieje, ale jest bardziej uciążliwy

android bez google

Można? Oczywiście, że można. Po co? Na to pytanie musi każdy sobie sam odpowiedzieć, ale niewątpliwie dodajemy sobie dodatkową pracę. W końcu skąd pobierać aplikacje? Tutaj pojawiają się dwie możliwości – zewnętrzny sklep (np.: od Amazonu) lub zewnętrzny serwis ze zrzutami Google Play. W przypadku tego ostatniego śmiało możemy polecić APK Mirror, które już nie raz pojawiało się w naszych tekstach. To nic innego, jak serwis z historyzacją poszczególnych wydań programów z tradycyjnego marketu Androida. Oczywiście o płatnych propozycjach zapomnijcie – wszystko jest legalne i weryfikowane. Z jakimi stratami ogólnie należy się liczyć? Wszystkim tym, co korzysta z Usług Play, czyli niemalże każdą aplikacją Google, jak i wieloma programami, które chociażby wykorzystują biblioteki Amerykanów. Najprostszy przykład to oczywiście różnorakie tytuły, które wykorzystują wstawki z Map Google – z takimi propozycjami trzeba się pożegnać.

Zobacz też: Xiaomi Mi Max 3 Pro nadchodzi!

Jak najłatwiej pozbyć się wszystkiego, co Google wstrzyknęło w Androida? Przerzucić się na iOS… Ok, ale tak naprawdę poważnie, to otworem stoją nieoficjalne wydania Robocika, które domyślnie nie wiedzą, co to usług Google i najczęściej zainteresowani muszą je ręcznie instalować po zmianie systemu. Pierwszy przykład z brzegu? Lineage OS, czyli klasa sama w sobie, które od wielu lat pokazuje, że nieoficjalna scena jeszcze może istnieć. Decyzja należy do Was. Jeśli jednak cenicie wygodę i nie czujecie, że Wasze dane są w niepowołanych rękach i mogą być użyte przeciwko Wam, to… czy ma to sens?

 

źródło: gizmodo

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Łukasz Pająk

Wieczny student informatyki, ale już magister inżynier, niedoszły żołnierz, pasjonat mobilnych technologii, motoryzacji i broni, jeden z nielicznych fanów polskiej koszykówki.