Pierwsze wydania Androida P zbliżają się wielkimi krokami. Google zapewne tradycyjnie dla siebie szablon nowego systemu przedstawi nam w maju, kiedy to odbędzie się seria konferencji pod hasłem Google I/O. Jedno z największych wydarzeń w roku już przyzwyczaiło nas do tego, że firma decyduje się na omówienie zmian, które ujrzymy w Androidzie po kolejnych, kilku miesiącach. Oczywiście równolegle przedstawiona zostanie pierwsza wersja deweloperska, więc na bieżąco będziemy poznawać nowe rozwiązania.

Ogólny zarys Androida P zdążyliśmy już poznać. Swego czasu dowiedzieliśmy się, co Google planuje zmienić w wyglądzie „Robocika”, ale również wewnątrz bibliotek dla programistów. Między innymi będą oni mogli wykorzystywać Google Assistant w swoich aplikacjach. To ma ścisły związek z planowanym udostępnieniem asystenta na większej liczbie rynków, w tym w Polsce. Do listy zmian możemy też dopisać dbałość o prywatność. Najnowsza rewizja w AOSP (Android Open Source Project) zdradza specjalny algorytm, który ma blokować dostęp do aparatu dla programów, będących w tle w stanie spoczynku. Zasada działania jest prosta. Jeśli zablokujemy urządzenie to aktywuje się „drzemka” dla wybranych procesów. System będzie badał dostęp do poszczególnych podzespołów i uniemożliwi zbieranie danych z modułu aparatu.

Ochrona przed utratą prywatności

Smartfony stały się największym źródłem informacji dla hakerów. To na nich coraz częściej przechowujemy najważniejsze dla nas dane – przeróżne hasła, dostępy czy też możliwości płatności. Utrata ich wiąże się z wieloma nieprzyjemnościami. Często zapominamy o tym, że w każdej chwili wiele aplikacji mogą monitorować każdy nasz ruch – w tym obraz z aparatu. Doskonale pokazuje to poniższy przykład:

Android P uniemożliwi stosowanie powyższych metod, więc potencjalnie wyeliminuje jedną z technik stosowanych przez hakerów. Jednak Google powinno też pomyśleć o zabezpieczeniach na zdecydowanie wcześniejszym etapie.

Zobacz też: Apple HomePod nie jest pozbawione problemów, ale to przecież „nowa funkcja”.

Wbrew pozorom coraz łatwiej możemy zainfekować swoje urządzenia. Ciężko zliczyć przypadki, gdy w sklepie Play pojawiły się tytuły, które wykradały dane użytkowników i przesyłały je na – najczęściej chińskie – serwery. Jak się okazuje, na niewiele zdaje się samo Google Play Protect, które na bieżąco „uczy się” nowych typów ataków. Mimo że bezpieczeństwo informacji dla przeciętnego użytkownika jest dalszym tematem w porównaniu do nowych funkcji to należy pamiętać, że to podstawa każdego systemu. Odpowiednio wyważone ryzyko na atak jest dzisiaj kluczowe, a jak doskonale wiemy to nie ma idealnych rozwiązań. W tym momencie można „odbić piłeczkę” i zapytać się – kiedy taka aktualizacja zawita na urządzenie X? W tym momencie kłania się potencjał projektu Treble, którego wykorzystanie producenci unikają, jak tylko mogą.

 

źródło: XDA-Developers

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Łukasz Pająk

Wieczny student informatyki, ale już magister inżynier, niedoszły żołnierz, pasjonat mobilnych technologii, motoryzacji i broni, jeden z nielicznych fanów polskiej koszykówki.