Czy w dobie Gorilla Glass 5 potrzebujemy jeszcze dodatkowej ochrony smartfona?

Kacper Kościański Artykuły 2017-12-27

Każdy z nas chciałby jak najdłużej zachować pierwotny wygląd swojego smartfona. Bez rysek, bez wgnieceń i innych tego typu defektów. W tym celu najczęściej kupujemy obrzydliwe etui, marnie wycięte szkła czy kiepskiej jakości folie ochronne. W tym tekście przedstawię moje przemyślenia na temat tego, czy w dobie najnowszych smartfonów z Gorilla Glass 5 na pokładzie, ma to jakikolwiek sens.

Zacznijmy więc od początku. Do napisania tego tekstu zainspirował mnie mój Samsung Galaxy S8, który od ponad miesiąca nie ma na ekranie żadnej dodatkowej formy ochrony. Z tym wszystkim wiąże się dość dziwna i niezrozumiała dla mnie do dziś historia:

Za górami, za lasami, a konkretnie w małym wielkopolskim miasteczku było piękne, słoneczne popołudnie. Właśnie tego dnia postanowiłem wybrać się na siłownię. Po skończonym treningu, jak to zwykle mam w zwyczaju, wskoczyłem na orbitrek. Po kilku minutach wysiłku przez przypadek strąciłem swój ukochany smartfon (z założoną wtedy drogą folią ochronną) na podłogę. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy go podniosłem, folii już nie było – bo jakimś cudem została na górze.

Miałem szczęście, bo sam telefon przeżył upadek z ponad półtora metra na twarde podłoże bez żadnego uszczerbku. Jednym słowem, wciąż wygląda jak świeżo wyjęty z pudełka. Wtedy właśnie zacząłem się zastanawiać, czy przeciętny użytkownik, który nie rzuca urządzeniem o ścianę ani nie pracuje w ciężkich warunkach, potrzebuje w ogóle dodatkowej ochrony dla swojego smartfona.

 

Tak jak wspomniałem powyżej, nie mam obecnie nic na przodzie urządzenia. Mija już ponad miesiąc, a mój telefon nadal nie ma żadnych śladów użytkowania. Od tego czasu spadł mi kilka razy, a jakby tego było mało, nierzadko lądowały na nim różne przedmioty – np. nożyczki czy klucze. Przez wcześniejsze „ochraniacze” został mi głupi zwyczaj odkładania smartfona ekranem do dołu, zwykle nawet w potencjalnie niebezpiecznych dla wyświetlacza miejscach. Wierzcie mi, najnowsza S-ka nie ma lekko.

W życiu jestem strasznym pedantem, więc jeśli mówię, że nie ma żadnych śladów użytkowania, to rzeczywiście tak jest. Czytacie tekst osoby, która wymieniła swojego 10-miesięcznego Galaxy S7 Edge głównie dlatego, że w rogu urządzenia powstało malutkie wgniecenie.

Zobacz także: Lista smartfonów, które faktycznie zyskają na aktualizacji do Androida Oreo

Mój „eksperyment” wydaje się napawać optymizmem. Corning oficjalnie zaprezentowało światu Gorilla Glass 5 w lipcu ubiegłego roku. Niestety od tego czasu stosunkowo niewiele urządzeń może pochwalić się szkłem najnowszej generacji. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzeniem, że gdyby wszystkie nowe smartfony były w nie wyposażane, to większość społeczeństwa nie potrzebowałaby już nic więcej. Pomijam tutaj tych, którzy nie mają pojęcia o czymś takim jak Gorilla Glass (bo tacy wciąż będą kupować etui i tym podobne), aczkolwiek sprawny marketing mógłby ich uświadomić. Osoby, które wręcz regularnie upuszczają swój smartfon, również pomijam, bo tutaj prędzej czy później, wydarzy się coś niedobrego.

Cała sytuacja pokazuje, że wszystko idzie w dobrym kierunku i być może już niedługo rynek na akcesoria ochronne wyraźnie się skurczy. Oczywiście nie uważam, że Gorilla Glass 5 to rozwiązanie idealne, bo nadal można je zbić lub porysować, aczkolwiek trzeba się nieźle postarać. Smartfony z ekranami całkowicie odpornymi na zarysowania i upadki to póki co wizja przyszłości, choć myślę, że jak najbardziej możliwa do zrealizowania. Gdyby takie się pojawiły, to już nikt nie miałby powodu do kupna tego typu akcesoriów.

Mimo wszystko już teraz jest bardzo dobrze, a więc może być tylko lepiej. Z entuzjazmem czekam na to, co w tej kwestii przyniesie jutro.

A Wy używacie „ochraniaczy”?






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x