Dwóch Rosjan ogrzewa dom na Syberii… koparkami bitcoina

Adrian Celej Artykuły 2017-11-08

Bitcoin cały czas zyskuje na wartości. Nic dziwnego, że przybywa zapaleńców próbujących wzbogacić się na możliwości samodzielnego produkowania tej kryptowaluty. Dwójka Rosjan postanowiła pójść dalej i nie tylko zwiększyć efektywność inwestycji, ale też pozbyć się jednego z problemów koparek.

Dom ogrzewany koparkami do bitcoinów

Co jest potrzebne do kopania bitcoinów? Poza odpowiednim sprzętem przydaje się dostęp do darmowej energii. Nie da się ukryć, że bardzo często dochodzi do sytuacji, gdy rachunek na prąd opiewa na kwotę wyższa, niż zarobiona ze sprzedaży cyfrowej waluty. Warto pamiętać, że w tej sytuacji pobierana energia musi zostać na coś zamieniona, np. na światło lub ciepło. Właśnie ciepło postanowili wykorzystać dwaj Rosjanie mieszkający na Syberii. Swoje koparki podłączyli oni do instalacji centralnego ogrzewania. W ten sposób zapewnili koparkom skuteczne chłodzenie oraz zwiększyli opłacalność inwestycji, ponieważ wyprodukowane ciepło rozwiązuje kwestię ogrzewania mieszkania. Właśnie – mieszkania. Trudno nazwać omawiane pomieszczenie domem, ponieważ zajmuje ono raptem 20 m². Czasem mówi się, że takie mieszkanie można ogrzać laptopem.

Czy to ma sens?

Chłodzenie wodne nie jest żadnym wynalazkiem, od lat stosuje się je w komputerach. Zazwyczaj jednak dąży się do całkowitego schłodzenia bloku wodnego, w przypadku instalacji Rosjan raczej do tego nie dojdzie. Mimo tego chłodzenie ma prawo działać, sam w swoim czasie myślałem nad możliwością teoretycznego podłączenia komputera do domowej instalacji centralnego ogrzewania. Otóż procesor (w przypadku koparek wyspecjalizowany układ scalony ASIC) ma pewną tolerancję dla temperatur pracy. Powinien on poprawnie pracować w temperaturze dochodzącej do 90° C, a więc wyższej niż wiele kotłów CO. Oznacza to, że raczej nie uszkodzimy procesora chłodząc go w ten sposób. Mało tego instalacja centralnego ogrzewania mieści wiele litrów wody, jej przegrzanie typowym procesorem jest wręcz niemożliwe.

Eksperyment zwraca uwagę na ogromny problem

W swoim czasie sam kopałem Dogecoiny na karcie graficznej. To co wydobyłem dziś (po ogromnym skoku kursu) jest warte grosze, kiedyś było jeszcze gorzej. Pamiętam jak zachowywała się karta graficzna (w tamtym czasie nie istniały koparki scryptowe). Grałem w różne gry, jednak nigdy wiatraczek nie wył z taka siłą, co w przypadku kopania kryptowalut. I tu pojawia się ogromny problem – ile energii marnujemy na wydobywanie kryptowalut?

Zdjęcie przedstawia straty wyrządzone w wyniku pożaru kopalni bitcoinów w Tajlandii. Widoczny sprzęt kosztował 7,5 mln dolarów, kopalnia zdążyła zwrócić tylko 5 mln. Nie wiemy ile takich kopalni działa na świecie, pewne jest, że pobierają one ogromne ilości energii. Moc obliczeniowa wykorzystywana do kopania bitcoina dawno temu przewyższyła moc 100 najpotężniejszych superkomputerów razem wziętych. Kiedyś bitcoin się zawali. Jest to pewne, ponieważ może go tylko ubywać, w efekcie czego wkrótce będziemy posługiwać się bardzo małymi ułamkami bitcoina. To sprawi, że nic przez niego nie kupimy, na giełdzie pozostaną sami inwestorzy próbujący wzbogacić się na wzroście kursu. W pewnym momencie ruch na giełdach spadnie, co będzie skutkowało utratą wartości. Kiedyś bitcoin stanie się reliktem przeszłości, a na pamiątkę po tych wydarzeniach pozostaną nam wspomnienia o zmarnowanych gigawatach energii.



x